Reklama

Reklama

Interia w Tokio. Kajetan Duszyński, czyli mistrz olimpijski z naukowym zacięciem

Kajetan Duszyński szturmem zdobył serca polskich kibiców, zdobywając w swoim olimpijskim debiucie razem ze sztafetą mieszaną 4x400 metrów złoty medal igrzysk w Tokio. W rozmowach od początku imponował charyzmą i inteligencją, aż w końcu tajemnica jego osobowości ujrzała światło dziennie. 26-latek z Siemianowic Ślaskich zdążył otworzyć przewód doktorski, a teraz w szczegółach opowiada o swoim naukowym zacięciu, z którym wiąże przyszłość po sporcie.

Studiował pan biotechnologię, a aktualnie jest na doktoracie z krystalografii białek. A zatem, przykładając język naukowy na polski, czym się pan zajmuje?

Kajetan Duszyński: - W tej chwili albuminami surowiczymi. Są to białka występujące we krwi, które odpowiadają za transport wielu substancji.

Skąd wzięło się to zainteresowanie?

- Generalnie jest to bardzo interdyscyplinarna nauka, łącząca chemię i fizykę, którymi zawsze się interesowałem. Ma bardzo duże zastosowanie praktyczne, można w ten sposób pomagać ludziom, lecząc ich z chorób. Może nie bezpośrednio, ale w sposób pośredni przez projektowanie leków i różnych substancji biologicznych.

To pana konik od najmłodszych lat?

- Nic w tym rodzaju. Zainteresowałem się nią poprzez fakt studiowania biotechnologii, jako jednej z gałęzi. Nigdy wcześniej o tym nie słyszałem. Dopiero profesorowie, wykładający różne przedmioty na uczelni, zainteresowali mnie tą tematyką i popchnęli w tym kierunku.

Reklama

Praca w laboratorium na czym polega?

- Głównie opiera się na ekspresji białek z komórek bakteryjnych, czyli jakby ich wydzielaniu, a później oczyszczeniu. Całościowo ten eksperyment jest dość skomplikowany, ale piękne jest to, że na końcu trzeba skrystalizować białko o wysokim stopniu czystości, a następnie przepuścić przez niego specjalne promienie i na tej podstawie określić strukturę białka.

Na co dzień, ile czasu poświęca pan na te zajęcia?

- Aktualnie bardzo mało. W tym sezonie w zasadzie trochę bardziej skupiłem się na sporcie i tak naprawdę zawiesiłem doktorat. Wcześniej starałem się w zasadzie codziennie pracować po cztery godziny, w dużej mierze na komputerze. Dlatego to dla mnie też bardzo wygodne, bo mogę połączyć pracę naukową ze sportem i dzięki temu da się uczestniczyć w zgrupowaniach. Moi promotorzy również bardzo idą mi na rękę, umożliwiając pracę w takim wymiarze.

Po zakończeniu kariery planuje pan zawodowo zająć się tą dziedziną?

- Bardzo bym chciał. Zależało mi na tym od początku, od kiedy poszedłem na studia. Na razie nie wiem, ile jeszcze potrwa moja kariera sportowa, ale ludzie mnie zapewniają, że na rozdział naukowy zawsze jest czas. Doktorat można robić spokojnie po 30-tce, dlatego przestałem się tym stresować. W tej chwili skupiam się na sporcie.

Książki o tej tematyce przywiózł pan na igrzyska?

- Mam książki, ale akurat bardzo lubię te o ewolucji. Aktualnie nie czytam niczego z dziedziny biologii strukturalnej.

Czy pana wiedzę da się jakoś wykorzystać w sporcie?

- Oczywiście, że tak. Sport to przede wszystkim fizjologia i biochemia, więc mówimy o bardzo pokrewnych dziedzinach, przekładających się na wysiłek fizyczny i zdolność do treningu. Dlatego każdą wiedzę, którą zdobywam, staram się przekładać w praktykę.

Wcześniej zdążył pan napomknąć, że kierunek doktoratu ma zastosowanie m.in. w walce z epidemią koronawirusa. W związku z tym, gdy słyszy pan opinie, jakoby COVID-19 był bujdą na resorach i wymysłem medyków do spółki z kapitalistycznym światem, to co pan sobie myśli?

- Takie reakcje po prostu wynikają z niewiedzy. Ja też wielu innych rzeczy nie wiem, więc naszym celem jest to, żeby w tematach, na których się znamy, edukować ludzi. Dlatego nie wyśmiewam czegoś takiego, tylko zawsze staram się wytłumaczyć. Często też podczas zgrupowań wiele osób mnie pyta, co sądzę na temat szczepień oraz koronawirusa. A ja, zgodnie z tym, co mówią naukowcy, przekazuję prawdę i bardzo się cieszę, bo wielu udaje się przekonać.

Zatem, co odpowiada pan takim osobom?

- Zaczynam tłumaczyć naukowo, jak skonstruowane są takie cząsteczki wirusa, choć wiele zależy od tego, jakie dana osoba ma podejście i argumenty przemawiające za tym, że wirus niby nie jest obecny. Po prostu staram się dość rzeczowo odpowiadać.

Artur Gac z Tokio



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje