Reklama

Reklama

Interia w Tokio. Joanna Linkiewicz w szoku: Stać mnie na dużo lepszą życiówkę

Kapitalnie zaprezentowała się Joanna Linkiewicz w eliminacjach biegu na 400 metrów przez płotki. Nasza reprezentantka, po świetnej ostatniej prostej, wykręciła nowy rekord życiowy 54.93 i awansowała do półfinału igrzysk w Tokio. Nic dziwnego, że po biegu Polka była ogromnie szczęśliwa i zapowiedziała, że stać ją na dużo więcej.

Okrzyk radości, który Linkiewicz zaprezentowała za metą, zwrócił uwagę wszystkich na stadionie. Polka co sił w gardle wyartykułowała swoje nieopisane zadowolenie. Dość powiedzieć, że w tym sezonie nasza zawodniczka za każdym razem biegała powyżej 56 sekund.

Aż teraz, w najlepszym z możliwych momentów, zeszła poniżej 55 sekund, zatem mamy do czynienia z niesamowitym progresem.

31-letnia zawodniczka KS AZS AWF Wrocław przypominała, że to problemy ze zdrowiem na początku sezonu przeszkadzały jej w zbudowaniu optymalnej formy. Systematycznie jednak dochodziła do siebie i sobotę na Stadionie Narodowym w Tokio byliśmy tego naocznymi świadkami.

Reklama

Kibicuj naszym na IO w Tokio! - Sprawdź

Studio Ekstraklasa na żywo w każdy poniedziałek o 20:00 - Sprawdź!

- Czułam, że jest dobrze. Nogi się kręciły, chodziło tylko o to, żeby to wszystko fajnie poskładać na płotkach, bo tego się najbardziej bałam. Na mecie to był dla mnie szok, bo myślałam, że czas jest w okolicach 56, może 55.80 s., a tu patrzę i... wow! Marzyłam o tym rekordzie od pięciu lat, więc to dla mnie po prostu spełnienie marzeń. Tak jak pragnęłam, czego chcieć więcej - wzruszyła się nasza biegaczka.

Inna sprawa, że o takim rezultacie Linkiewicz śniła na półfinał, więc tym bardziej mocno rozbudziła swój apetyt. Sama wskazała, że choćby w tym biegu, okraszonym nową "życiówką", był zapas, o czym ze szczegółami opowiedziała.

- Czułam rezerwy w tym biegu, do każdego płotka byłam troszkę za blisko. Musiałam wyhamowywać, a później znów się napędzać, co mnie wybijało. Tym bardziej byłam w szoku, bo jeśli ja to wszystko poskładam, to naprawdę może być fajnie. Zwłaszcza, że w głowie miałam też trochę to, żeby na przykład zmienić nogę w blokach. Ja wiem, że jeśli miałabym czas, żeby to zmienić, to wynik życiowy mógłby być dużo lepszy - jasno stawia sprawę srebrna medalistka mistrzostw Europy i halowych mistrzostw świata.

Mimo wszystko o finał będzie bardzo trudno, bo czas uzyskany przez Linkiewicz dał jej ogółem 10. miejsce w eliminacjach. Sama Polka jest tego świadoma. - Dziewczyny w tym roku pokazały, że są świetnie przygotowane, więc tak jak w Rio de Janeiro mówiłam, że "połamanie" 55 sekund da finał, tak w tym roku niestety może nie dać przepustki. Jeśli jednak jeszcze raz pobiegnę rekord w półfinale, to będę przeszczęśliwa - zapowiedziała, przyznając jednocześnie, że w tych wymagających warunkach wysiłek w eliminacjach dał jej się we znaki.

Półfinał z udziałem Polki odbędzie się w poniedziałek o godz. 20:45 czasu lokalnego.

Artur Gac z Tokio

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama