Reklama

Reklama

Interia w Tokio. Iga Świątek po pierwszym meczu: Stres jest większy

- Mimo, że mój tata dużo mi opowiadał o igrzyskach, to dopiero jak tu przyjechałam, zrozumiałam jak to jest - mówiła dziennikarzom Iga Świątek, zaraz po pokonaniu w debiucie na igrzyskach olimpijskich Niemki Mony Barthel 6:2, 6:2 w meczu pierwszej rundy singla na terenie kompleksu Ariake Tennis Park.

- Dopiero tu na miejscu zrozumiałam, czy ten turniej różni się od reszty. Tym bardziej cieszę się, że jestem w drugiej rundzie i przede wszystkim będę miała okazję, żeby zdobyć więcej doświadczenia. Wiem, że pierwsze igrzyska zawsze są w pewnym sensie, mówiąc kolokwialnie, dziwne. Po prostu do wszystkiego trzeba się przyzwyczaić. Tutaj też wymagająca jest pogoda, bo na pewno nie gramy w europejskich warunkach - mówiła Iga Świątek. 

Polka zanim doszła do wianuszka dziennikarzy z ojczyzny, udzieliła szeregu wywiadów telewizyjnych i radiowych. Nie będzie żadną przesadą stwierdzić, że w tzw. mix zonie Świątek już ma status gwiazdy, będąc rozchwytywaną ze wszystkich stron.

Reklama

Kibicuj naszym na IO w Tokio! - Sprawdź

Iga nie przez przypadek zwróciła uwagę na warunki atmosferyczne, bo przez godzinę obu tenisistkom przyszło grać w pełnym słońcu (spotkanie zaczęło się o godz. 11 czasu lokalnego) oraz przy wysokiej wilgotności powietrza. Tym bardziej cenne, że nasza gwiazda, jedna z faworytek do końcowego triumfu, zaoszczędziła wiele sił na korcie.

- Przede wszystkim cieszę się, że już pokonałam jetlag. Teraz myślę, już w kolejnych dniach, przyzwyczaić się do panującego tutaj upału (dziś w cieniu termometry wskazują 33 stopnie Celsjusza), dzięki czemu będę się czuła na korcie coraz luźniejsza.

Iga Świątek zdziwiona. Kort w Tokio pełen tajemnic

Rozstawiona z szóstką Polka zdradziła swoją taktykę, jaką miała na mecz z Barthel. - Przede wszystkim chciałam, żeby moja przeciwniczka cały czas była w ruchu. Wiem, że jest dość wysoka, więc uznawałam, że niskie piłki na pewno będą dla niej wymagające. Jednak sama też dość często grałam topspina, bo mimo wszystko wolałam bezpieczniej, ponieważ był to mój pierwszy mecz, więc spodziewałam się, że z obu stron będzie dużo błędów. Jednak, jak powiedziałam, w najtrudniejszych dla mnie sytuacjach starałam się grać wyższego topspina, czyli moje ulubione uderzenie w trzy czwarte długości i szerokości kortu, aby być pewną, że piłka wejdzie.

Iga raz jeszcze podkreśliła, że w kolejnych dniach chciałaby się jeszcze bardziej rozluźnić, a to pomoże jej się rozkręcić. Bo na pewno warunki meczowe, cały stres i otoczka, związana z igrzyskami, sprawiają, że jeszcze potrzebuję chwili, aby się przyzwyczaić.

Zapytana o specyfikę nawierzchni kortu w Tokio Świątek zastrzegła na wstępie, że w takiej analizie nie jest dobra, niemniej podzieliła się swoimi odczuciami. - Na pewno zdziwiło mnie to, że ten kort tak bardzo się różni od kortów na Australian Open. Gdy zagrałam tu pierwszy trening z Magdą Linette to miałam wrażenie, że piłka po koźle trochę staje. Teraz z drugiej strony bardzo przyspiesza, więc szczerze mówiąc sama jeszcze do końca nie wiem - szczerze wyznała i dodała, że nigdy na żadnych turnieju rangi WTA nie spotkała się z taką armią dziennikarzy.

- Cieszę się, że tu jesteście, ale dla zawodników to też inne. Samo przygotowanie do tego turnieju było trochę inne, całą rutynę trzeba było zmienić. I dopiero teraz tak naprawdę zrozumiałam, dlaczego te igrzyska są tak wyjątkowe oraz dlaczego wielu zawodników poświęca pierwszą olimpiadę na zdobycie doświadczenia i naukę.

Artur Gac z Tokio

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne