Reklama

Reklama

Interia w Tokio. Iga Świątek i Łukasz Kubot ostro polemizowali w strefie wywiadów

Nieoczekiwane emocje pojawiły się w strefie wywiadów po odpadnięciu Igi Świątek i Łukasza Kubota z turnieju miksta na igrzyskach olimpijskich w Tokio, którzy przegrali bój o półfinał z Rosjanami Jeleną Wiesniną i Asłanem Karacewem 4:6, 4:6. Cisnące się na usta pytanie, sformułowane przez jednego z dziennikarzy, spotkało się z mocną reakcją ze strony dwójki naszych reprezentantów.

Emocje dały znać o sobie, gdy dziennikarz zwrócił się z głębszym zagadnieniem do Łukasza Kubota, zaznaczając, że jest on naszym najstarszym i najbardziej doświadczonym reprezentantem - słowem napisał kawał historii polskiego tenisa, aby wyjaśnił, na czym polega klątwa igrzysk olimpijskich w polskim tenisie. Nie mijając się z prawdą dodał, że kolejnym pokoleniom naszych tenisistów trudno coś ugrać na imprezie tej rangi.

W tym momencie głos zabrała Iga. - Ale czemu uważa pan, że nie ugraliśmy nic sensownego? - zapytała.

Dziennikarz doprecyzował, co miał na myśli, a więc jedynie zwycięstwa w początkowych rundach, natomiast od 1988 roku nikt nie jest w stanie wejść do strefy medalowej.

Reklama

- No dobrze, ale ilu mamy zawodników na topowym poziomie? - zapytała Świątek.

W odpowiedzi usłyszała, że w końcu najlepsza szóstka Polaków wystąpiła w Tokio, z tego ona sama jest notowana na 8. miejscu na świecie, z kolei Hubert Hurkacz plasuje się na 12. pozycji. Czyli mówimy o absolutnie ścisłej czołówce światowej.

Świątek nie dawała za wygraną i wciąż ripostowała: - Jeśli ktoś przez dłuższy czas śledzi tenis, to zwłaszcza teraz w damskim można zobaczyć, że czasami wyniki są wbrew temu co mówi ranking. Również na igrzyskach, ze względu na specyfikę i fakt, że liczy się trochę więcej doświadczenia, a także czasami ciężej jest zaprezentować taką samą formę jak na innych turniejach, często wygrywają osoby, które wcześniej nie były faworytkami. Chociażby w Rio de Janeiro, gdzie zwyciężyła Monica Puig. Jest bardzo dużo, jak to się mówi po angielsku, upsetów, więc trochę nie rozumiem - irytowała się 20-latka.

Rzecz w tym, że ów dziennikarz nie jest młokosem, tym sportem żyje od paru dekad i w tym momencie dodał, że tenis śledzi dłużej niż nasza tenisistka, z całym szacunkiem do niej, żyje na tym świecie.

Wtedy do rozmowy włączył się Kubot i zaczął od prośby, aby nie atakować Igi. Tyle tylko, że dziennikarz od początku kierował swoje pytanie właśnie do tenisisty. Inna sprawa, że o żadnym ataku nie było mowy.

- Ale tak się nie robi - kontynuował Kubot. - To są Igi pierwsze igrzyska. Może pan tutaj rozmawiać ze mną i myślę, że odpowiedź dostaniemy na kolejnej olimpiadzie, a może jeszcze na następnej. To są młodzi, obiecujący tenisiści, którzy dostarczą nam jeszcze wielu emocji.

Następnie deblista próbował dociekać, kiedy tak naprawdę Polacy na igrzyskach występowali w roli faworytów. - Proszę też pamiętać, że Hubert Hurkacz wrócił z Wimbledonu, gdzie doszedł do półfinału, a już parę dni później leciał do Tokio - zaznaczył Kubot.

I na dobrą sprawę, dopiero na finiszu rozmowy, Kubot próbował bez emocji zmierzyć się z postawionym na początku pytaniem. - Jest jak jest, nie wiem. Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Mówiąc za siebie mogę zapewnić, że zrobiłem wszystko i wiem, że również Iga i Hubert zrobili pod ten turniej wszystko, co mogli. Po prostu tak jest. Na pewno ta obecna młodzież i wcześniejsze generacje zostawiały serce, bo byłem przy tych meczach i je oglądałem. Uważam, że nie można mieć o to do nich jakichkolwiek pretensji - zakończył Kubot.

W takiej atmosferze wywiad w strefie mieszanej dobiegł końca.

Artur Gac z Tokio

Najnowsze informacje z igrzysk olimpijskich - Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama