Reklama

Reklama

Interia w Tokio. Fabian Drzyzga: Przepraszam, nie zawsze damy radę wygrać 3:0

- Z całym szacunkiem dla Wenezueli, ale raczej żaden z nas nie brał pod uwagę, że przegramy. Wiem, że zawsze chcielibyście 3:0, ale przepraszam. Nie za każdym razem damy radę - mówił dziennikarzom w Tokio Fabian Drzyzga, rozgrywający reprezentacji Polski po zwycięstwie 3:1 nad ekipą z Ameryki Południowej.

- Ich olśniło, nas zaćmiło. Cieszmy się i nie róbmy tragedii z jednego seta, bo każdy na tym turnieju ma swoje problemy. Mniejsze lub większe. To jest siatkówka, więc trzeba grać na dłuższym dystansie, a nie pięciu minutach - w ten sposób Drzyzga odniósł się do trzeciego seta, niespodziewanie przegranego przez naszą reprezentację do 18.

Nieoczekiwanie tym bardziej, że w dwóch pierwszych partiach "Biało-Czerwoni" wprost demolowali swojego trzeciego grupowego rywala. W pierwszym secie wygrali 25:16, a w drugim jeszcze bardziej nie mieli litości, zwyciężając 25:13.

Reklama

- Może już uwierzyliśmy, że mecz jest wygrany? Ciężko mi powiedzieć. Po prostu popełniliśmy w sekwencji kilka błędów w ataku. Wyrzuciliśmy cztery lub pięć piłek w aut, a jeszcze dostaliśmy dwa asy. Co więcej, w tej partii chłopaki z Wenezueli jeszcze atakowali na 80-procentowej skuteczności, bo my słabo blokowaliśmy. Tak więc te trzy elementy zdecydowały o tym, że musieliśmy pogodzić się z porażką - analizował nasz doświadczony kadrowicz.

Jedno z pytań, już pozasportowych, dotyczyło aktywności w wolnym czasie, bo nie jest tajemnicą, że w wiosce olimpijskiej nasi siatkarze grają w "Among Us". W tej grze zawodnicy tworzą dwa fronty: jedni, w roli członków załogi, mają za zadanie wykonywać zadania na statku. Z kolei tzw. oszuści mają dokładnie przeciwne cele, mianowicie mnożyć trudności członkom załogi oraz ich eliminować.

- Jeśli po powrocie do wioski Mateusz Bieniek nas zwoła i zacznie opieprzać, że jeszcze nie jesteśmy na serwerze, to na pewno dołączymy. Trzeba dla czystości głowy trochę uciekać w inne rzeczy. Niektórzy oglądają filmy, seriale, inni czytają książki lub grają w karty, a my znaleźliśmy taką rzecz - mówił Drzyzga, który wymyślił tę aktywność. - Tak akurat wyszło. To nasza forma odstresowania się i spędzania wolnego czasu w inny sposób, by nie myśleć tylko o siatkówce lub czytać na jej temat artykuły. Podczas tych gier jest dużo śmiechu i "wypikanych" słów, gdy ktoś oskarża kogoś. Na szczęście nigdy to nie ma później wpływu na to, że jeden drugiemu podczas śniadania napluje do kawy - uśmiechał się i tłumaczył z pasją w głosie Drzyzga.

Drugą ciekawą historią, wokół kadry, jest "Gang Łysego". Drzyzga początkowo nie wiedział o co chodzi. - Wiem tylko, że Bartek gra dobry turniej i zauważyłem, że jest łysy. Słyszałem o tej akcji na Twitterze, ale nie mam tam konta, więc ciężko mi powiedzieć - roześmiał się rozgrywający.

Wtedy dowiedział się, że chodzi o ustawianie zdjęć profilowych z twarzą Kurka. As kadry po meczu z Włochami stał się obiektem żartów, gdy wykonano mu bardzo śmieszne zdjęcie z cokolwiek dziwnie groźną miną. - To super, gdybym był na Twitterze, to może też dołączyłbym do tej akcji. Możemy robić wszystko, jeśli to tylko ma pomóc siatkówce, byśmy w końcu przebili tę barierę ćwierćfinału igrzysk - podsumował nasz zawodnik.

Na koniec bardzo pozytywnie wypowiedział się na temat wioski olimpijskiej, stwierdzając, że jest znacznie lepsza niż pięć lat temu w Rio de Janeiro. - Po pierwsze jest dużo mniejsza, więc odległości na posiłki, siłownię oraz miejsca odjazdów autobusów są niewielkie. Natomiast największą rzeczą, która może troszkę przeszkadzać, jest pogoda, bo mamy bardzo wilgotno i gorąco, ale to trzeba zaakceptować - skwitował Drzyzga.

Artur Gac z Tokio

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje