Reklama

Reklama

Interia w Tokio. Dorota Borowska: Będę potrzebowała przepracować ten start z psychologiem

- Wydaje mi się, że popłynęłam to, co mogłam, ale niedosyt będzie. Czwarte miejsce boli, lecz niektórych tak samo boli srebrny medal - mówiła chwilę po osiągnięciu mety w finale C1 na 200 m Dorota Borowska. Nasza kajakarka zajęła czwarte miejsce, a do medalu zabrakło jej zaledwie 0,082 s. Jednak to właśnie takie minimalne różnice na mecie cechują sprint.

- Stawałam na starcie w pełni skoncentrowana i z myślą o tym, że chcę popłynąć najlepiej jak potrafię. Wiedziałam, że jestem przygotowana do walki z dziewczynami. Sprint ma to do siebie, że zawsze różnice na mecie są dość małe, więc można gdybać, że gdyby minimalnie zrobiło się coś innego, to mogłoby być lepiej. Chociaż wydaje mi się, że do tego startu podeszliśmy tak profesjonalnie, że dużo nie moglibyśmy zmienić - analizowała Borowska, tegoroczna mistrzyni Europy w swojej koronnej konkurencji.

Polka nie kryła emocji, opowiadając o finałowym starcie. Jeszcze więcej mówiły jej oczy, które skrywała za słonecznymi okularami.

- Muszę się z tym przespać i pogodzić, choć wiem, że przez jakiś czas będę musiała pracować nad finałowym startem z moją panią psycholog. Jednak nie przestaję marzyć o złotym medalu igrzysk. Teraz mam przed sobą trzy lata ciężkiej pracy, żeby w Paryżu spisać się jeszcze lepiej - przyznała.

Reklama

Kibicuj naszym na IO w Tokio! - Sprawdź

Studio Ekstraklasa na żywo w każdy poniedziałek o 20:00 - Sprawdź!

Przecinając linię mety Polka nie miała świadomości, że nie zdobędzie medalu. Dłuższe oczekiwanie, z powodu fotofiniszu, też podniosło poziom niepewności. Po kilkudziesięciu sekundach okazało się, że to reprezentantka Ukrainy była minimalnie szybsza.

- Wiedziałam tylko, że przede mną były dwie zawodniczki, bo to było widać. Natomiast razem z Ukrainką nie byłyśmy pewne rezultatu, ponieważ nasze tory były odległe od siebie. Gdy spojrzałyśmy w swoją stronę, obie miałyśmy poczucie, że nasze łódki płyną równo. Z niecierpliwością czekałam na wyniki, a gdy już się wyświetliły... (chwila ciszy) - z trudem kończyła Borowska.

Dziennikarz Interii dopytał, czy upływający czas może sprawić, że czwarte miejsce zawodniczka zacznie postrzegać w kategoriach sukcesu, czy jednak podejrzewa, że nigdy nie sposób będzie wyzbyć się poczucia, iż medal olimpijski był tak blisko.

- Ja i Marta Walczykiewicz jesteśmy tutaj w tej samej sytuacji. Trudno mi powiedzieć, co się wydarzy i jaki będzie mój odbiór tego za jakiś czas. Na razie po prostu muszę ten wynik zaakceptować, ale to nie jest łatwe. Czwarte miejsce boli, jednak tak samo boli piąte, czy szóste. Niektórych równie mocno boli srebrny medal, ponieważ jest się blisko złota, czyli stania się najlepszym, a właśnie tego pragnie każdy sportowiec. Czwarte miejsce jest oczywiście o tyle bolesne, że jest się poza podium, które zdecydowanie napędza do dalszego działania i daje spełnienie. Sporo sportowców na olimpijskie podium musi czekać trochę dłużej, inni krócej, wielu nigdy się nie doczeka, a ja jestem dobrej myśli. Zrobię wszystko, by czwarte miejsce za trzy lata już mnie nie dotyczyło - obszernie odpowiedziała Borowska.

Artur Gac z Tokio

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje