Reklama

Reklama

Interia w Tokio. Beata Pacut: Udało nam się wydostać tylnym wyjściem, ale ochłonęłam

- Uważam, że początek walki był wręcz na moją korzyść. Myślę, że paroma atakami zagroziłam Japonce - mówiła judoczka Beata Pacut (kat. 78 kg), która nie zdołała awansować do ćwierćfinału igrzysk w Tokio. W pojedynku drugiej rundy przegrała przez ippon z faworyzowaną Shori Hamadą.

Reprezentantka Polski przekonywała nas, że w uchwycie tak naprawdę wykonała wszystko to, co ustaliła z trenerem, trzykrotnym olimpijczykiem Robertem Krawczykiem.

- Myślę, że ta taktyka była dość dobra. Niestety później zaatakowałam, a Japonka być może wyczuła mój atak i przeszła do parteru. I w tej płaszczyźnie dobiegł końca pojedynek - analizowała Pacut. Nasza zawodniczka przegrała na minutę i 28 sekund przed końcem regulaminowego czasu.

Beata Pacut: Niepotrzebne ryzyko?

Judoczka z Bytomia przyznała, że decydując się zwłaszcza na drugi atak podjęła być może niepotrzebne ryzyko. - Pierwszy atak, który wykonałam na podobną technikę, był bardzo dobry i poczułam, że w bardzo duży sposób jej zagroziłam. Za drugim razem być może zabrakło mi doświadczenia, bo stałyśmy równo na uchwycie i w tej konkretnej chwili możliwe, że niepotrzebnie zdecydowałam się na atak - pogłębiała analizę Polka.

Hamada stanęła na wysokości zadania, choć to ona, jako była mistrzyni i wicemistrzyni świata, a także faworytka gospodarzy, dźwigała na barkach presję. - To jedna z głównych pretendentek do wygrania turnieju olimpijskiego. Ale ja czułam się bardzo dobrze, podchodziłam do tej walki jak równy z równym. Wiedziałam, że jestem w stanie z nią wygrać, ponieważ już niejednokrotnie pokazywałam, że potrafię zwyciężać z liderkami w mojej kategorii - odparła Pacut.

Reklama

Kibicuj naszym na IO w Tokio! - Sprawdź

Studio Ekstraklasa na żywo w każdy poniedziałek o 20:00 - Sprawdź!

Zanim zawodniczka ostatecznie pojawiła się w mix-zonie, dziennikarze z Polski już stracili nadzieję, że doczekają się reprezentantki. Po kilkunastu minutach bezowocnego czekania udaliśmy się z powrotem na trybunę, lecz ostatecznie otrzymaliśmy wiadomość, że judoczka podejdzie porozmawiać.

Beata Pacut wróciła do dziennikarzy

Dziennikarz Interii zapytał Pacut wprost, czy rzeczywiście z powodu odpadnięcia i emocji miała zamiar ominąć strefę dla dziennikarzy. - Myślę, że każdemu sportowcowi jest ciężko po przegranej walce, bo jednak przyjechaliśmy tutaj walczyć o nasze marzenia. Udało nam się wydostać tylnym wyjściem, ale ochłonęłam i poczułam się gotowa, żeby porozmawiać - szczerze zdradziła kulisy.

- Może kiedyś moim marzeniem byłoby tylko móc wystartować na igrzyskach, a teraz szczerze mówiąc chciałam tu zdobyć medal. Naprawdę w niego celowałam i dałam z siebie wszystko. Trener w pierwszych słowach powiedział mi, że jest ze mnie bardzo dumny, bo wykonałam ciężką pracę. Dodał, że mam bardzo duże predyspozycje, jestem utalentowaną zawodniczką i we mnie wierzy. Uważam, że są to bardzo mocne słowa - wyznała nasza tegoroczna mistrzyni Europy.

Artur Gac z Tokio

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy