Reklama

Reklama

Interia w Tokio. Aleksander Matusiński: Doszło do skandalu, mogą pojawić się sądowe pozwy

- Od początku nastawialiśmy drużynę, żeby walczyła o najwyższe cele. Tak naprawdę nastawiliśmy się też na Amerykanów, bo wczoraj rozsierdziła nas sytuacja z ich przywróceniem po dyskwalifikacji. To jest skandal - grzmiał Aleksander Matusiński, trener naszej żeńskiej sztafety, po zdobyciu przez miksta złotego medalu na igrzyskach w Tokio.

Wąska grupka dziennikarzy, korespondent Interii i wysłannicy "Przeglądu Sportowego", doczekali się po północy czasu lokalnego trenerów zawodników ze złotej sztafety mieszanej, Matusińskiego i Marka Rożeja.

Obaj ledwie chwilę wcześniej, dopiero tuż po oficjalniej konferencji prasowej, mogli wyściskać się z naszą mistrzowską ekipą w składzie: Karol Zalewski, Natalia Kaczmarek, Justyna Święty-Ersetic i Kajetan Duszyński.

- Od początku nastawialiśmy drużynę, żeby walczyła o najwyższe cele. Tak naprawdę nastawiliśmy się też na Amerykanów, bo wczoraj rozsierdziła nas sytuacja z ich przywróceniem po dyskwalifikacji. Tak naprawdę to jest skandal i cały świat o tym wie. Protesty będą tworzyły się jeszcze dalej - ujawnił nam trener "Aniołków".

Reklama

A to nie wszystko, bo wiele wskazuje na to, że sprawa będzie miała jeszcze poważniejsze reperkusje. - Prawdopodobnie pojawią się też sądowe pozwy, ale myśmy starali się odciąć zawodników od tego tematu. Powiedzieliśmy sobie, że największą satysfakcją w finale będzie, jeśli w bezpośredniej walce wygrają z Amerykanami. Tak się stało - podkreślił szkoleniowiec.

Grzmiał także trener Rożej: - To nie był pierwszy raz Amerykanów, co tym bardziej nas boli. Przecież już kiedyś w Birmingham Amerykanki w taki sam sposób zabrały nam złoto z ewidentnym faulem, bo jedna dziewczyna nadepnęła na krawężnik. Na podium weszła w ortezie, bo miała aż skręconą nogą. W pokoju, czekając na dekorację, nawet się chwaliła, że nadepnęła na krawężnik i skręciła nogę, a sędziowie nie chcieli tego zauważyć. Amerykanie zawsze są traktowani troszeczkę inaczej, zwłaszcza w takiej sytuacji. Widział to cały świat, a ich się przywraca.

Trener Matusiński dodał, że całą akcję, która może właśnie skończyć się procesem, koordynują Holendrzy, którzy tym faktem też są oburzeni. Ale nie tylko oni, bo również Belgowie. - Szykuje się zbiorowy pozew. My zresztą też od dzisiejszego poranka pracujemy, a nasz team lider uczestniczy w spotkaniach. Dlatego ta sprawa nie jest jeszcze zamknięta i mam nadzieję, że znajdzie finał, bo my tak naprawdę czuliśmy bezsilność, niemoc i nie użyję jeszcze gorszego słowa. Jednak nie mogliśmy tego pokazać naszym zawodnikom - tłumaczył opiekun kadry.

Przypomnijmy, że drużyna USA po wygraniu swojego biegu eliminacyjnego najpierw została zdyskwalifikowana za przekroczenie strefy podczas dokonywania pierwszej zmiany. Ekipa zza wielkiej wody jednak złożyła protest, wskazując na winę sędziów i sprawa została pozytywnie rozpatrzona. Uznano, że czekająca na pałeczkę Lynna Irby, owszem, stała w złym miejscu, ale z winy właśnie arbitrów.

Karol Zalewski zwrócił uwagę, że nastąpiła nowa sytuacja i tym razem, mimo porażki, reprezentanci USA - jak na sportowców przystało - pogratulowali "Biało-Czerwonym" złota. - Miejmy nadzieję, że ten cały szum dotarł do Amerykanów. Osobiście nie winiłbym zawodników, którzy są od tego, żeby biegać i wykonywać to jak najlepiej potrafią. Bardziej winiłbym działaczy i trenerów amerykańskich, którzy nie potrafią przegrywać z honorem - zaznaczył Marek Rożej.

Artur Gac z Tokio

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje