Reklama

Reklama

Zadziwiają świat – wielka przemiana szwedzkich piłkarek ręcznych

Jeszcze pół roku temu szwedzkie piłkarki ręczne trochę kompromitowały się w finałowym turnieju mistrzostw Europy. Dziś spisują się rewelacyjnie w turnieju olimpijskim i prowadzą w „grupie śmierci”. W starciu z Francją punkt uratowała im bramkarka Jessica Ryde, broniąc karnego po upływie czasu gry.

Na mundialu w Japonii półtora roku temu było kiepsko - z w miarę mocnych rywali Szedkom udało się pokonać tylko Rumunię, do tego zremisować z Hiszpanią. Rosja czy Czarnogóra były już za mocne, co koniec końców dało siódmą lokatę. W grudniu zeszłego roku w znacznie trudniejszych mistrzostwach Europy, bo tu jednak każdy mecz jest z rywalem coś potrafiącym, było już bardzo źle. Szwecja z sześciu spotkań wygrała tylko jedno, z Czechami. Wśród 16 drużyn została sklasyfikowana na 11. pozycji, a na dodatek karierę w kadrze postanowiła zakończyć legendarna Isabelle Gulden. Wcale nie musiała tego robić, bo dopiero kilkanaście dni temu skończyła 32 lata, do tego jest gwiazdą światowej wielkości. To taki Nicola Karabatić żeńskiego handballu - najlepiej zarabiająca zawodniczka na świecie, która do niedawna była we francuskim Brest Bretagne Handballe koleżanką klubową naszej Moniki Kobylińskiej. I z tym Brestem półtora miesiąca temu zagrała w finale Ligi Mistrzyń. Tam jej klub przegrał z norweskim Vipers Kristiansand, który Gulden będzie reprezentować teraz.

Reklama

Tokio 2020. To jak Polska bez Lewandowskiego

Gdyby to porównać do futbolu, to można stwierdzić, że to tak, jakby Polska bez Roberta Lewandowskiego, który postanowił zakończyć karierę, chce jednak o coś powalczyć. Szalone? Pewnie tak. A jednak Szwedki w Tokio pokazują, że bez Gullden potrafią grać z najlepszymi. A to może im dać medal.

Drogą na igrzyska Skandynawki miały dość prostą - w turnieju kwalifikacyjnym w Hiszpanii wystarczyło im zwycięstwo nad słabą Argentyną, bo czwarty rywal się wycofał. Już w Tokio zaskakująco wysoko pokonały Hiszpanię (31-24), później rozgromiły broniące olimpijskiego złota Rosjanki (aż 36-24!). Dzisiaj przyszła pora na Francję, podrażnioną przecież wtorkową porażką z Hiszpanią. Grupa B jest tak wyrównana, że tu każdy punkt jest na wagę złota, jedna, a później druga strata może spowodować odpadnięcie z turnieju. Trójkolorowe, finalistki z Rio, na kolejną wpadkę pozwolić już sobie nie mogły.

Tokio 2020. Wielki mecz szwedzkiej bramkarki

I taki też był pojedynek Szwecji z Francją - pełen walki, zwrotów akcji. Francja wybitnie nie leży Szwecji, która ostatnie zwycięstwo z nią odniosła na Mistrzostwach Europy w 2014 roku. Od Rio te drużyny spotkały się sześć razy: pięciokrotnie triumfowała Francja, raz był remis. W pierwszej połowie remis był pięciokrotnie, ale w końcu dość wyraźnie odskoczyła Francja, na 15-10 w 24. minucie. Końcówka to już jednak popis rzutowy Carin Stromberg, a także kluczowa decyzja trenera Szwedek o zmiany bramkarki: Jessica Ryde zastąpiła Johannę Bundsen. To ona co chwilę stopowała Francuzki - momentami miała blisko 50 proc. skuteczności. Teraz to Szwecja przeważnie prowadziła, Francja co najwyżej doprowadzała do remisu. Choć jej też udało się wyjść na prowadzenie 25-24, na 11 minut przed końcem. Na niespełna trzy minuty przed końcem to Szwecja prowadziła 28-26 i była w świetnej sytuacji. Tyle że Francuzki wyrównały, na 30 sekund przed końcem przejęły piłkę i miały wszystko w swoich rękach. Ostatnia akcja była przednia -  świetne dogranie do obrotowej Pauletty Foppy i karny dla Francji - już po upływie 60 minut gry. W bramce Szwedek została Ryde, która pięć minut wcześniej odbiła rzut z 7 metrów Allison Pineau. Tym razem naprzeciw niej stanęła Grace Zaadi - i po raz drugi w tym spotkaniu nie zdołała pokonać bramkarki Szwedek! Ryde odbiła w sumie 9 piłek, miała 39 proc. skuteczności. Bramkarki z Francji - 18 proc., zaliczono im sześć obron.

Tokio 2020. Faworyci gromią

Sytuacja w grupie B jest arcyciekawa - z gry o ćwierćfinał praktycznie odpadły Węgierki, pozostałe pięć drużyn dzielą dwa punkty. Szwecja jest w najlepszej sytuacji, gra jeszcze z Węgrami. Jedna z mocnych drużyn na pewno nie zagra jednak w ćwierćfinale.

Za to w grupie A dwie mocne drużyny nadal gromią rywalki - Norwegia i Holandia rzucają średnio po 35-37 bramek w meczu. Dziś Czarnogóra stawiała opór Norweżkom przez 33 minuty. Zwycięstwo Korei Południowej z Japonią powoduje, że kluczowym meczem w walce o ćwierćfinał będzie sobotnie starcie Czarnogóry z Koreą. Europejki będą potrzebowały czterobramkowej wygranej.

Andrzej Grupa

 

Grupa A:

Holandia - Angola 37-28 (17-15)

Japonia - Korea Południowa 24-27 (11-12)

Czarnogóra - Norwegia 23-35 (13-13)

1. Norwegia    6 pkt    104-71

2. Holandia     6 pkt    112-85

3. Japonia       2 pkt    74-85

4. Czarnogóra 2 pkt    82-86

5. Korea Południowa 2 pkt    90-106

6. Angola        0 pkt    71-100

 

Grupa B:

Hiszpania - Brazylia 27-23 (13-13)

Węgry - Komitet Olimpijski Rosji 31-38 (17-22)

Szwecja - Francja 28-28 (16-17)

 

1. Szwecja      5 pkt    95-76

2. Hiszpania    4 pkt    79-79

3. Brazylia      3 pkt    80-78

4. Francja        3 pkt    83-85

5. RKOLimp.  3 pkt    86-91

6. Węgry         0 pkt    87-101

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje