Reklama

Reklama

Tokio 2020. Zwycięstwo z Japonką nie daje w dżudo medalu

Agata Ozdoba-Błach w sensacyjny sposób pokonała faworyzowaną Japonkę i wydawało się, że zdobędzie medal w kategorii do 63 kg. Potem jednak było już gorzej. Równie ciekawa rywalizacja wśród mężczyzn

W czwartym dniu rywalizacji na tatami znowu przez kilka godzin pojawiła się nadzieja na medal dla Polski potem jednak zgasła.

Tokio: Polka doprowadziła Japonkę do płaczu

Kibiców rozpaliła Agata Ozdoba-Błach. Dla 33-letniej dżudoczki to pierwsze igrzyska. Można było przypuszczać, że zawodniczka jest w dobrej formie, wygrała niedawno turniej Grand Slam w Kazaniu. Polka zaczęła świetnie. W pierwszej walce już po 40 sekundach zdobyła pierwszy punkt. Brązowa medalistka mistrzostw świata z 2017 roku z Ekwadorką Estefanią Garcią wygrała przez ippon, podcięła rywalkę do tyłu. Nie minęło nawet półtorej minuty Garcia schodziła z tatami kulejąc, z widocznym grymasem bólu na twarzy. 

Reklama

W kolejnej rundzie czekała bardzo mocna Japonka Miku Tashiro, wicemistrzyni świata, która prawie w ogóle nie przegrywa. Polka spisała się jednak rewelacyjnie: zwyciężyła nieoczekiwanie przez ippon choć do takiego werdyktu potrzebna była wideoweryfikacja, Doprowadziła opanowaną zazwyczaj rywalkę do płaczu. 

Tokio: dyskusyjny werdykt sędziów

Potem było już niestety gorzej. W ćwierćfinale dżudoczka AZS-AWF Wrocław spotkała się z Włoszką Marią Centracchio. Przegrała przez dyskwalifikację, ponieważ dostała trzy kary shido za pasywność (Włoszka - dwie). Decyzja dyskusyjna, ale nieodwołalna... W repasażach Polka spotkała się z Wenezuelką Anriquelis Barrios, rywalka od razu rzuciła się do ataku i szybko wywalczyła punkt. Utrzymała przewagę do końca więc Polka stracił szansę walki o brązowy medal. Ostatecznie zajęła siódme miejsce. 

Rywalki, które ją pokonały - Włoszka i Wenezuelka - walczyły o brązowe medale. Centracchio zdobyła go po walce, która przypominała pojedynek z Polką - Juul Franssen rywalka z Holandii dostała trzy kary shido za pasywność. Barrios się nie udało - zaatakowała i została skontrowana przez Kanadyjkę Catherine Beauchemin-Picard.

Tokio: Francuzka wreszcie spełniła marzenie

Skoro o złoto nie walczyła Japonka - z szansy skorzystały Europejki. W finale spotkały się Słowenka Tina Trstenjak i Francuzka Clarisse Agbegnenou. Dla tej drugiej złoto - jak pisze L'Equipe" było wręcz obsesją, bo tylko tego trofeum brakowało jej w karierze. Jest pięciokrotną mistrzynią świata i sześciokrotną mistrzynią Europy, podczas poprzednich igrzysk w Rio w ścisłym finale przegrała właśnie z Trstenjak i zdobyła srebro. Tym razem Francuzka wzięła rewanż i w dogrywce wygrała przez waza-ari. Słowenka jeszcze leżąc na tatami pogratulowała rywalce - Agbegnenou pokazała palcami serduszko do publiczności i zaczęła płakać ze szczęścia.

Tokio: Irańczyk, który został Mongołem

W rywalizacji mężczyzn (kategoria do 81 kg) doszło do ciekawej rywalizacji w finale. Nie było niespodzianką, że znalazł się w nim reprezentant gospodarzy. Takanori Nagase to brązowy medalista olimpijski z Rio i mistrz świata rok wcześniej. Niezwykły życiorys ma jego przeciwnik - reprezentant Mongolii Saeid Mollaei. Jego imię i nazwisko nie brzmi po mongolsku i... nie jest to przypadek. To bowiem Irańczyk. W 2019 roku dostał odgórny nakaz porażki podczas mistrzostw świata w Tokio - po to żeby nie spotkać się w finale z izraelskim dżudoką Sagi Mukim. Kiedy to ujawnił, bał się wracać do Iranu. Wyjechał do Niemiec a w grudniu 2019 roku został obywatelem Mongolii. 

W finale Japończyk wygrał po akcji w dogrywce przez waza-ari, ale po walce obaj cieszyli się tak samo.

Wyniki:

kobiety do 63 kg


finał: Clarisse Agbegnenou (Francja) - Tina Trstenjak (Słowenia) 1-0. Brązowe medale dla Marii Centracchio (Włochy) i Catherine Beauchemin-Picard (Kanada)

mężczyźni do 81 kg
finał: Takanori Nagase (Japonia) - Saeid Mollaei (Mongolia) 1-0Brązowe medale dla Szamila Borczaszwili (Austria) i Matthiasa Casse (Belgia).










Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje