Reklama

Reklama

Tokio 2020: Wewnętrzne starcie Rosjanek i oświadczyny przed kamerą

Bez Polaków, ale mimo to bardzo ciekawe było podczas trzeciego dnia rywalizacji na szermierczej planszy na igrzyskach w Tokio. Kobiet rywalizował w szpadzie, mężczyźni we florecie, a jedną z głównych wygranych okazała się zawodniczka z Argentyny, która z Japonii wróci z pierścionkiem zaręczynowym.

To był pierwszy, acz nieostatni dzień bez Polaków na szermierczej planszy, choć polskich wątków nie brakowało, w końcu mogliśmy obserwować urodzoną we Wrocławiu Dagmarę Woźniak, walczącą jednak w barwach USA. Znana z zamiłowanie do ekstrawaganckich fryzur szablistka nie zaprezentowała się jednak zbyt dobrze i odpadła już w 1/32 finału.

Finał w rywalizacji szablistek okazał się wewnętrzną sprawą Rosjanek, a żeby być precyzyjnym, zawodniczek reprezentujących Rosyjski Komitet Olimpijski. W walce o złoto broniąca tytułu Sofia Wielika mierzyła się z Sofią Pozdniakową. I jak na pojedynek dwóch doskonale znających się zawodniczek, było to bardzo wyrównane starcie, a przynajmniej do stanu 10:10. Potem do głosu doszła Pozdniakowa, która sięgnęła po swój pierwszy złoty medal. Jeszcze trzy i dorówna swojemu ojcu, Stanisławowi Pozdniakowowi, prawdziwej legendzie szermierki. 

Reklama

Brąz przypadł z kolei Francuzce Manon Brunet, która tym samym do swojego bogatego dorobku medalowego w drużynie, dziesięć krążków z mistrzowskich imprez, dorzuciła drugi indywidualny, bo w 2019 roku została wicemistrzynią Europy.

Żadnego medalu nie zdobyła za to Maria Belen Perez z Argentyny, ale być może to ona wróci z Tokio najszczęśliwsza ze wszystkich zawodniczek, bowiem w trakcie telewizyjnego wywiadu jej trener, a prywatnie partner, postanowił się jej oświadczyć, a ona na oczach telewidzów powiedziała "Tak!".

Tokio 2020 - bądź z nami na igrzyskach olimpijskich! Sprawdź

Mężczyźni rywalizowali we florecie i tutaj również w finale oglądaliśmy obrońcę tytułu. Włoch Daniele Garozzo, któremu o złoty medal przyszło mierzyć się z reprezentantem Hongkongu, chorążym tej ekipy, Ka Long Cheungiem, który najwyraźniej nie słyszał o budzącej obawy w naszym kraju "klątwie chorążego", bo walczył znakomicie, czym zapewnił sobie szansę walki o złoty medal.

Faworytem na papierze był rzecz jasna Włoch, ale papierowi faworyci, parafrazując klasyka, zdobywają medale z papieru. Garozzo sięgnął po srebro, bo Cheung był tego dnia wyjątkowo dobrze dysponowany i osiągnął życiowy sukces, zostając mistrzem olimpijskim. W 2006 roku poseł Piotr Gadzinowski został wyróżniony, za specyficzną wymowę nazwy Hongkong, w plebiscycie "Srebrne Usta". Po sukcesie florecisty z tego kraju, komuś należałoby przyznać "Złote"! 

Po brązowy medal, ku niezadowoleniu gospodarzy, bo kosztem Japończyka Takahiro Shikine, sięgnął Czech o białoruskich korzeniach Alexander Choupenitch. Syn śpiewaka operowego walczył bardzo pewnie i po wygraniu pojedynku o trzecie miejsce krzyknął tak, że w Teatrze Narodowym w Brnie mogliby zaangażować go do jakieś wspólnej arii z ojcem. Choć Alexander ponoć woli akompaniować, głównie na pianinie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje