Reklama

Reklama

Tokio 2020. Waldemar Legień o przełożeniu igrzysk: Szok porównywalny z 1984 rokiem

Waldemar Legień porównał przełożenie na 2021 tegorocznych igrzysk w Tokio do decyzji, że polscy sportowcy nie wezmą udziału w imprezie tej rangi w Los Angeles w 1984 roku. - Szok podobny, ale wtedy się tego nie spodziewaliśmy - przyznał dwukrotny mistrz olimpijski w judo.

"Igrzysk nie było sensu teraz robić. Ich przesunięcie to dobra decyzja, choć pewnie mimo wszystko zaskakująca dla wszystkich. Mogę to porównać do szoku, kiedy w 1984 roku dowiedzieliśmy się, że z powodów politycznych nie pojedziemy do Los Angeles. Różnica taka, że wtedy się tego nie spodziewaliśmy, byliśmy na zgrupowaniach i usłyszeliśmy informację w telewizji. Do końca łudziliśmy się, że nam się uda wystartować. Teraz było inaczej" - powiedział mieszkający na stałe we Francji Legień.

Jego zdaniem największe problemy przesunięcie zawodów spowoduje dla starszych zawodników, którzy planowali latem w Tokio pożegnać się ze sportem.

"Byli zatem przygotowani na taki "rzut na taśmę". A kiedy tuż przed osiągnięciem celu został on nagle odsunięty, to dodatkowy wysiłek, których czeka tych sportowców może być dla nich trudny do przyjęcia" - tłumaczył.

Jak podkreślił, nie jest jeszcze do końca jasne, jak będą przebiegały kwalifikacje do przyszłorocznych igrzysk, choć ci, którzy do prawo już sobie zapewnili, będą mogli z niego skorzystać.

"Niektóre kwalifikacje się skończyły, inne weszły w fazę finałową. Zawodnicy sami nie do końca wiedzą, gdzie są i co z nimi będzie. Nie wiadomo, co będzie brane pod uwagę. Każda federacja będzie musiała sama zdecydować w tej kwestii" - wspomniał.

Przyznał, że przy szerzącym się koronawirusie organizowanie imprezy w Tokio nie miało w tym momencie sensu.

"To byłoby niebezpieczne dla ludzi. Poza tym nie wiadomo, kiedy wyjdziemy z kwarantanny. Jedni pewnie szybciej, inni - później. Stąd różny byłby czas na przygotowania, a igrzyska są ogólnoświatowe, wiec trzeba patrzeć na wszystkie kontynenty. Warunki są odmienne w różnych państwach. Poza tym np. kolarze teoretycznie mogą ćwiczyć na stacjonarnym rowerze w domu, jednak to nie to samo. Pływakowi wanna nie wystarczy do treningu, judo w domu także trudno ćwiczyć. Dlatego to była dobra decyzja" - dodał były zawodnik Czarnych Bytom.

Poinformował, że francuska federacja judo oficjalnie odwołała wszystkie zawody zaplanowane do końca czerwca.

"Ten sezon jest, moim zdaniem, skończony. Nie zostały rozegrane do końca eliminacje do mistrzostw Francji. Myślę, że po prostu zostanie otwarty nowy sezon, to jest najlogiczniejsze rozwiązanie. Nie wiadomo, jak będzie z mistrzostwami kontynentalnymi, ME zostały przecież przełożone na czerwiec" - analizował Legień pracujący jako trener w paryskim Racing Club de France.

Zaznaczył, że jego klub został zamknięty z powodu koronawirusa.

"Jeszcze 14 marca był otwarty dla dorosłych, jednak przyszła tylko jedna osoba i zajęć nie było. Teraz przewidują, że dzieci wrócą do szkoły 3 maja. Nie wiem, czy to się uda" - powiedział mieszkający 15 km od Paryża były judoka.

Przekazał, że obecnie wychodząc z domu musi wypisać na kartce godzinę i zaznaczyć powód.

"Można np. iść na zakupy, do lekarza, do pracy, wprowadzić na godzinę zwierzaka, pomóc chorym. Mam psa, więc z nim wychodzę. Ulice są totalnie puste, spotykam podczas spaceru cztery, może pięć osób" - powiedział.

Jak dodał jednak, na początku epidemii sklepy były oblężone.

"Trwała taka zwariowana fala. Jedzący na co dzień w restauracjach Francuzi musieli zrobić większe zakupy. Do nas dzwonił syn, pytał, czego potrzebujemy i mówił, że rano nie ma kolejek. Ta fala sama się napędzała" - przyznał.

Jego zdaniem przełożenie się epidemii na gospodarkę jest oczywiste i trudne do określenia.

"Wszystkie plany legły w gruzach, życie gospodarcze jest zaburzone. Będzie kryzys, kwestia, jak długo to wszystko potrwa. Bogatym będzie łatwiej przetrwać, małe firmy będą bankrutować. Musi nastąpić ogólnoświatowa mobilizacja. Na razie dajemy sobie radę, jeszcze nie jest źle. Dobrze, że mamy radio, telewizję, internet i że... idzie wiosna. Gdyby ta sytuacja zdarzyła się w listopadzie, grudniu - dużo depresji byłoby w domach" - podsumował Legień.

W 1985 roku został wicemistrzem Europy, w latach 1987, 1989 i 1991 był brązowym medalistą mistrzostw świata, zaś w 1990 roku mistrzem Europy. Największe sukcesy odniósł na igrzyskach olimpijskich w Seulu w 1988 roku i Barcelonie w 1992 roku, gdzie wywalczył złote medale.

Po zakończeniu kariery wyjechał do Francji. W klubie Racing Club de France rozpoczął pracę z młodzieżą, szkoląc m.in. Teddy'ego Rinera, dwukrotnego mistrza olimpijskiego, legendę francuskiego, i nie tylko, judo.

Legień walczył w dwóch kategoriach wagowych (78, 86 kg). W Seulu zdobył złoto w tej pierwszej, w Barcelonie był najlepszy w wyższej. Pełnił też rolę chorążego polskiej ekipy podczas hiszpańskich igrzysk.

Autor: Piotr Girczys

Reklama


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy