Reklama

Reklama

Tokio 2020: W Japonii szykuje się wielkie święto rugby

Po pięknym turnieju w Rio de Janeiro i triumfie reprezentacji Fidżi fani siedmioosobowej odmiany rugby ostrzą sobie zęby na to, co będzie się działo w Tokio. Szczególnie, że po zorganizowaniu Pucharu Świata w "15" Japonia zakochała się w tej dyscyplinie i zamierza u siebie zmienić dotychczasowy porządek i powalczyć o coś więcej, niźli tylko uczestnictwo.

Rugby w siedmioosobowej odmianie po raz drugi gości w programie igrzysk olimpijskich. Wcześniej, w latach 1900-1924, walczono o olimpijskie medale w "15", ale potem na wiele lat ta dyscyplina zniknęła. W Rio de Janeiro wróciła i dała kibicom, nawet tym na co dzień nie śledzącym zmagań jajowatą piłką, mnóstwo wzruszeń i emocji.

Mistrz z chłodni

Głównymi bohaterami olimpijskich zmagań w Rio de Janeiro była reprezentacja Fidżi, która po porywającej grze zdobyła pierwszy w historii swojego kraju złoty medal. Zawodnicy z tego niewielkiego państewka zachwycali nie tylko siłą i dynamiką, ale też niezwykłą pokorą i szacunkiem. Przed pięcioma laty cały świat obiegły obrazki, kiedy podczas ceremonii medalowej każdy z zawodników klękał przed wręczającą im krążki księżniczką Anną. 

O ile w odmianie piętnastoosobowej Fidżi nie jest tak mocne, jak chociażby Nowa Zelandia, Francja czy RPA, o tyle w "siódemkach" jest prawdziwą potęgą i w Tokio ponownie liczy na zdobycie medalu, najlepiej złotego. Drużyna z Pacyfiku będzie z pewnością w gronie ścisłych faworytów, choć ich droga do Japonii nie była usłana różami.

Z powodu problemów finansowych, spotęgowanych jeszcze przed pandemię koronawirusa, reprezentacja Fidżi musiała lecieć do Japonii samolotem towarowym. Mistrzom olimpijskim i światowym gwiazdom rugby towarzyszyły mrożone ryby i owoce morza. Tylko na tyle było stać ich federację. Nikt nie narzekał, bo przecież chodzi o reprezentowanie kraju na igrzyskach, co dla dumnych obywateli Fidżi jest czymś szczególnym.

Powrót, niezależnie od wyniku, również "towarowym".

Gdzie i kiedy oglądać Polaków w Tokio - Sprawdź teraz!

Reklama

Zakochani w rugby

Po zorganizowaniu Pucharu Świata w piętnastoosobowej odmianie rugby Japończycy wręcz zakochali się w tym sporcie. Zresztą z wzajemnością, bo ich reprezentacja, wspomagana przez sporą grupę naturalizowanych zawodników, przebojem wdarła się do światowej czołówki, prezentując naprawdę efektowną grę.

Cała idea rugby i wszystkie przymioty z nią związane bardzo dobrze dopasowały się japońską kulturą. Pamiętne obrazki z Pucharu Świata, kiedy kapitan japońskiej kadry przekazywał rywalom samurajski miecz, w uznaniu za ich wspaniałą walkę, były tego znakomitym przykładem. I choć przez wiele lat Japonia raczej nie kojarzyła się z jajowatą piłkę, coraz szybciej się to zmienia.

Gospodarze igrzysk bardzo mocno liczą, że również w siedmioosobowej odmianie uda im się na poważnie zaistnieć i może nawet powalczyć o medal. Gdyby tylko kibice mogli pojawić się na trybunach, z całą pewnością na meczach rugby, szczególnie z udziałem gospodarzy, byłyby tłumy. Niestety, zostaje tylko transmisja w telewizji.

Dla kogo medale?

W olimpijskich zmaganiach w Tokio bierze udział dwanaście zespołów, podzielonych na trzy grupy. Następnie, już w fazie play-off, najlepsi powalczą o medale. Do kogo trafią?

Występujący na co dzień we Francji reprezentant Polski Aleksander Nowicki stawia przede wszystkim na obrońców tytułu, choć liczy, że w Tokio mogą pojawić się niespodzianki. - Jako faworyta obstawiam reprezentacje Fidżi. Grają niesamowite rugby, jeżeli nie poniesie ich za bardzo fantazja, zdominują turniej tak jak na ostatnich igrzyskach olimpijskich. Chciałbym żeby dobrze zaprezentowała się jakaś "mniejsza" rugbowa nacja. Kenijczycy albo USA. Liczę tez na jedna z dwóch europejskich reprezentacji, mam nadzieje że uratują honor europejskiego rugby - uważa gracz Rugby Club Hyères Carqueiranne La Crau.

Nieco innego zdania jest kapitan Juvenii Kraków i jedna z nadziei polskiej kadry Bartłomiej Janeczko, który uważa, że tytuł trafi do Nowej Zelandii. - Bardzo trudnym zadaniem w takim turnieju jest wskazać faworyta. Według mnie największa szanse maja "All Blacks". Myślę jednak, że każda drużyna ma szanse na medal. Szczególnie widowiskowych meczów spodziewałbym się oczywiście z udziałem ekipy z Fidżi, w "siódemkach" świetnie radzi sobie reprezentacja Australii, to właśnie po niej spodziewałbym się tego, że może zaskoczyć kibiców - ocenia zawodnik krakowskich "Smoków".

Która z drużyn w Tokio będzie cieszyć się ze złotych medali? Przekonamy się już 28 lipca, bo wtedy właśnie zaplanowany jest finał turnieju rugby mężczyzn.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje