Reklama

Reklama

Tokio 2020. To niesamowite – czwarty finał Francji!

Podobnie jak w rywalizacji szczypiornistów, także i wśród kobiet dojdzie do rewanżu za finał z Rio de Janeiro. W kobiecym meczu o złoto Francja zmierzy się z przedstawicielkami Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego. I to obecność tej drugiej drużyny jest sporą niespodzianką.

Czwartek był wielkim dniem dla Francji, bo koszykarze, siatkarze i piłkarze ręczni awansowali do finału igrzysk olimpijskich. A dziś ich wyczyn powtórzyły szczypiornistki, które w półfinale pokonały najlepsze w fazie grupowej Szwedki. Obie te drużyny spotkały się już w fazie grupowej - w zeszłym tygodniu był remis 28-28. Teraz też zdobyto 56 bramek, ale już nie po równo.

Tokio 2020. Francja lepsza od Szwecji i jest w finale

Bardzo długo ciężko było wskazać lepszy zespół. Obie ekipy mają bardzo mocną drugą linię, świetnie radzą sobie w defensywie. W pierwszej połowie Francuzki i Szwedki miały co najwyżej dwa trafienia przewagi, a to bardzo mało. Po przerwie Francja odskoczyła na 17-15, ale niemal natychmiast Szwecja odpowiedziała trzema bramkami. Lepiej zaczęła bronić Johanna Bundsen i efekty przyszły natychmiast. Tyle że już w 40. minucie po trzeciej karze dwóch minut czerwoną kartkę zobaczyła Linn Blohm, co było dużym osłabieniem defensywy Szwedek. W końcówce nieznaczną przewagę miały Francuzki, ale nie mogły być ani przez chwilę pewne awansu. Choćby też dlatego, że fatalnie wykonywały rzuty karne. Albo inaczej - świetnie broniła je Jessica Ryde, która "podtrzymywała" drużynę przy życiu broniąc "siódemki" wykonywane przez Grace Zaadi w 50. minucie i Allison Pineau na 40 sekund przed końcem. W całym meczu Francja nie wykorzystała  żadnego z czterech karnych, podczas gdy Szwedki miały skuteczność stuprocentową (6/6). Właśnie z karnego Johanna Westberg trafiła w 53. minucie na 24-25, ale był to ostatni moment, gdy Szwedki miały kontakt z rywalkami. Także dlatego, że w najważniejszych momentach świetnymi interwencjami popisywała się bramkarka Cleopatre Darleux, a jej koleżanki z pola potrafiły długo rozgrywać swoje akcje.

Reklama

Tokio 2020. Sensacja - Norwegia poległa!

Powtórka finału z Rio de Janeiro jest w tym sensie niespodzianką, że Rosjanki startujące pod szyldem Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego musiały pokonać absolutne dominatorki w kobiecym handballu - Norweżki. To Norwegia była jedyną drużyną w turnieju olimpijskim, która nie przegrała ani razu. W końcu jednak trafiła na rywala, który znalazł na nią sposób. Rosjanki od samego początku grały bardzo ostro w obronie, często ryzykując zagrania na pograniczu kar. Tyle że w 14. minucie liderka rosyjskiej obrony  Anna Sen trafiła w twarz Norę Moerk i sędziujące to spotkanie bliźniaczki Bonaventura z Francji, po wideoweryfikacji, pokazały jej czerwoną kartkę. Rosja dalej grała po swojemu, a Norwegię dopadły w tym meczu dwa kryzysy. Pierwszy pod koniec pierwszej połowy, gdy przez ponad pięć minut nie potrafiły zdobyć bramki i z wyniku 11-10 zrobiło się 11-14. A drugi, jeszcze dłuższy, między 36. a 44. minutą. Wtedy Rosjanki zdobyły pięć bramek i prowadziły 22-16. Błędy popełniała nawet Moerk, z sześciu metrów nie trafiała Stide Bredal Oftedal, zaś zupełnie nieskuteczna byłą wysoka Henny Reistad. Jedynie bramkarka Katrine Lunde stawała na wysokości zadania. Tyle że Rosjanki też miały tutaj znakomicie dysponowaną Annę Sedojkinę.

Tokio 2020. Rosjanki i Francuzki powalczą o złoto. Znowu.

Przed Rosją pojawiła się olbrzymia szansa awansu do finału i podopieczne trenera Aleksiejewa ją wykorzystały. Choć nie było łatwo, bo w końcu przełamała się Moerk, zaczęły trafiać jej koleżanki. Gdy w samej końcówce meczu Norweżki zbliżały się na dwa trafienia, piłka trafiała do niewysokiej Anny Wiachiriewej, a ta potężnymi rzutami znajdywała sposób na Lunde. Ostatnią nadzieję Norweżki popsuły na pół minuty przed końcem. Było 26-27, Rosja miała piłkę, ale Francuzki pokazywały już od dłuższego czasu grę pasywną. I wtedy właśnie Veronica Kristiansen trafiła w twarz rywalkę - dostała za to karę, a rosyjski trener poprosił o przerwę. - Mamy nową akcję, jest 28 sekund - powtarzał Aleksiejew swoim zawodniczkom, a one zdołały już przetrzymać piłkę do ostatniej syreny.

W niedzielnym finale Francja zagra więc z Rosyjskim Komitetem Olimpijskim i będzie to rewanż za finał poprzednich igrzysk. Wtedy dominowała defensywa - Rosjanki wygrały w Rio de Janeiro 22-19. Największe gwiazdy obecnej drużyny rosyjskiej już wtedy grały, skład Francji mocno się jednak zmienił. Choć Allison Pineau, Grace Zaadi czy Estelle Nze Minko z pewnością świetnie pamiętają tamto spotkanie i będą chciały rewanżu. Także za porażkę z Rosją przed tygodniem 27-28, gdy nagle to rywalki znalazły się w lepszej sytuacji w  fazie grupowej.

Andrzej Grupa

Wyniki półfinałów:

Francja - Szwecja 29-27 (15-14)

Norwegia - zespół rosyjski 26-27 (11-14)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama