Reklama

Reklama

Tokio 2020. To jeden z największych fenomenów igrzysk. Co za historia! Znów to zrobili

Fidżi napisało jedną z najwspanialszych historii w dziejach igrzysk olimpijskich. Po przywróceniu do programu rugby wygrało jego oba nowożytne turnieje olimpijskie. W Tokio maleńkie Fidżi rozbiło w finale największą potęgę rugby na świecie, wielką Nową Zelandię.

Fidżi wysłało na tokijskie igrzyska 30 swoich sportowców, z czego aż 24 stanowi reprezentacja w rugby (reszta to reprezentanci w lekkoatletyce, żeglarstwie, judo i tenisie stołowym). To oczko w głowie nie tylko Fidżi, ale i całego Pacyfiku, bowiem okazuje się, że sukcesom fidżyjskiego rugby kibicują też mieszkańcy wysp, które swoich reprezentacji tu nie mają - Tonga i Samoa.

Zarówno Tonga, jak i Samoa oraz wreszcie Fidżi to dla nas odległa egzotyka, nie tylko w kwestii geografii i podróży, ale także sportu. Przywykliśmy, że w niczym się one nie liczą, a widać je głównie dzięki efektownym strojom i naoliwionym torsom podczas ceremonii otwarcia igrzysk. Jedynym wyjątkiem jest rugby.

Reklama

Tokio 2020. Rugby popularne na Pacyfiku

Wyspy Pacyfiku są szeroko rozumianą czołówką światową w klasycznym rugby 15-osobowym. Szeroko rozumianą, bo medali nie zdobywają i nie są z reguły w stanie powstrzymać największych potęg takich jak Australia, Nowa Zelandia, RPA czy Anglia i Francja w Europie. Ale liczą się, grają w mistrzostwach świata zwanych w tym sporcie Pucharem Świata regularnie. Fidżi dwukrotnie doszło do ćwierćfinału Pucharu Świata - w 1987 i 2007 roku, a w 1999 roku grało play-off o ćwierćfinał. W latach 1991 i 1995 w ćwierćfinałach globalnego czempionatu grało Samoa (to duże Samoa Zachodnie, nie małe Samoa Amerykańskie). Umówmy się, że w żadnym innym sporcie nie jest to możliwe.

Rugby 15-osobowe do 1924 roku było obecne na igrzyskach olimpijskich, ale wówczas nie było jeszcze mnowy o starcie ekip z małych wysp Pacyfiku - co najwyżej połączonej ekipy Australii i Nowej Zelandii, która w 1920 roku sięgnęła zresztą po złoto. Powrót rugby na igrzyska olimpijskie w 2016 roku okazał się już szansa dla maluczkich. Największą szansą w dziejach sportu małego Fidżi.

Tokio 2020. Fidżi to jest potęga!

Zwłaszcza, że gra się tu w szybkie i bardzo efektowne rugby siedmioosobowe, a w nim Fidżi jest już wielką potęgą. Jak się okazuje, największą. Zdeterminowana i znakomita drużyna fidżyjska wygrała igrzyska w Rio de Janeiro, a jej popisem był zwłaszcza mecz finałowy, w którym zmiażdżyła połączone pod szyldem Wielkiej Brytanii siły rugbystów Anglii i Szkocji.

To już był fenomen i wielkie wydarzenie w dziejach odległych wysp, a Fidżi w Tokio powtórzyło ten wyczyn!

CZYTAJ TAKŻE: Małe Fidżi się rozkręca i kroczy po złoto w rugby

Turniej olimpijski w rugby znów był popisem tej ekipy, która ponownie nie przegrała żadnego meczu. jest zatem niepokonana na olimpijskich arenach. W Tokio fidżyjscy sportowcy ograli 24-19 Japonię, 28-14 Kanadę i 33-7 Wielką Brytanię, gdy ta próbowała nieudanie wziąć rewanż za Rio. W fazie play-off Fidżyjczycy zwyciężyli 19-0 ekipę Australii w fazie ćwierćfinału, co cały kraj świętował hucznie. Pokonanie w rugby wielkiego sąsiada to ogromne wydarzenie, nawet jeśli Australia akurat w siedmioosobowej odmianie nie jest aż tak mocna. 

W półfinale Fidżi rozbiło 26-14 Argentynę i wreszcie w finale wpadło na największą potęgę w dziejach rugby, Nową Zelandię. Także ona nie dała rady kopciuszkowi, który stał się gigantem. Fidżi zdobyło złoto po zwycięstwie 27-12. Brązowy medal przypadł Argentynie, która 17-12 pokonała Brytyjczyków.

Nigdy wcześniej Fidżi nie zdobyło medalu olimpijskiego w czymkolwiek, a startuje na letnich igrzyskach od 1956 roku (na zimowych od 1988). Teraz ma dwa złote w rugby i jest w tym sporcie nie do zatrzymania.

A dodajmy, że już w czwartek po mężczyznach rusza turniej kobiet. Tu także startuje Fidżi - ma w grupie rugbystki Francji, Kanady i Brazylii.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje