Reklama

Reklama

Tokio 2020. Szef misji Nowak: Działamy zgodnie z planem, ale jesteśmy gotowi na zmiany

Szef misji olimpijskiej Marcin Nowak zaznaczył, że - mimo koronawirusa - przygotowania do igrzysk w Tokio kontynuowane są zgodnie z planem. "Ale jesteśmy gotowi w każdej chwili zmienić nasze działania, tzn. inaczej je ukierunkować" - powiedział PAP były sprinter.

Z uwagi na pandemię od jakiegoś czasu wracają pytania dotyczące tego, czy igrzyska rzeczywiście rozpoczną się 24 lipca. Wiele dużych imprez sportowych zaplanowanych na lato zostało już przełożonych.

"Postępujemy zgodnie z wytycznymi MKOl sprzed kilku dni. Przewodniczący Thomas Bach powiedział wówczas, że na chwilę obecną nie ma scenariusza zmieniającego datę igrzysk, więc kontynuujemy nasze poczynania zgodnie z planem. Obserwujemy też sytuację i jesteśmy gotowi elastycznie podejść do tematu oraz w każdej chwili zmienić nasze działania, tzn. inaczej je ukierunkować. Decyzje MKOl są dla nas wiążące. Obecnie wszystko oczywiście robimy zdalnie. Wszystkie zaplanowane działania realizujemy terminowo i jesteśmy przygotowani na to, że igrzyska się odbędą. Teraz tylko pozostaje pytanie, w jakim terminie" - zaznaczył Nowak.

Reklama

Zastrzegł, że bardzo trudno przewidzieć, kiedy mógłby się pojawić nowy komunikat ws. olimpijskich zmagań w stolicy Japonii.

"Sytuacja jest bardzo dynamiczna i nie sposób powiedzieć, kiedy może pojawić się nowa decyzja w tej sprawie. Wszyscy czekają" - podkreślił szef misji.

Jak dodał, ostatnie działania w ramach przygotowań polegały m.in. na potwierdzeniu stanu kwalifikacji biało-czerwonych na początek marca.

"Mamy ponad 70 kwalifikacji jednostkowych, co daje reprezentację liczącą ok. 150 osób. To wszystko jest na bieżąco weryfikowane. Potwierdzamy też obecnie liczbę miejsc w wiosce olimpijskiej, załatwiamy akredytację oraz przepustki dla specjalnych pojazdów, np. tych towarzyszących kolarzom. Praktycznie codziennie mamy kontakt z komitetem organizacyjnym. Jedynie temat wywalczenia nowych kwalifikacji jest wstrzymany. Pod kątem zabezpieczenia całego pobytu naszej ekipy wszystko jest realizowane na czas" - zapewnił.

Dyrektor Departamentu Sportu Wyczynowego w ministerstwie sportu miał w planie wizytę w Kraju Kwitnącej Wiśni 24 marca, ale ta pod koniec lutego - z uwagi na pandemię - została odwołana.

"Obserwując sytuację w Azji, uznaliśmy, że to byłoby niepotrzebne ryzyko. Wyjazd został przełożony na późniejszy termin, obecnie nie da się go dokładnie określić. Szkoda oczywiście, ale jesteśmy w kontakcie z komitetem organizacyjnym i wszystkie informacje, które chcieliśmy wówczas zweryfikować, otrzymaliśmy za pośrednictwem elektronicznym. Dobrze byłoby tam się jeszcze pojawić przed igrzyskami. Nie boimy się o komfort i jakość obiektów oraz wioski olimpijskiej w przypadku Japonii, ale dobrze byłoby sprawdzić jeszcze miejsca, w których będą później nasi sportowcy i członkowie sztabów, by uniknąć ewentualnych nieporozumień. Zobaczymy, na ile pozwoli nam na to sytuacja światowa" - zaznaczył.

Z powodu koronawirusa zawieszono rywalizację w większości dyscyplin, co oznacza także wstrzymanie rywalizacji o awans na igrzyska oraz przełożenie niektórych imprez kwalifikacyjnych. Światowe federacje w kilku sportach już zasygnalizowały, że zmieni się system walki o przepustkę do Tokio, ale nie podały na razie szczegółów.

"Na chwilę obecną chyba żadna z federacji nie jest w stanie tego określić. Przede wszystkim nie wiemy, jak długo potrwa kryzys. Oby to była kwestia tylko kilku tygodni, a w takiej sytuacji pewnie już za chwilę usłyszymy finalne wersje ustaleń dotyczących kwalifikacji. Skala problemu jest niespotykana, nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak to się zakończy. Wszyscy czekają teraz na wyraźny sygnał ze świata dotyczący tego, kiedy będzie można mówić o wygaszaniu epidemii. Tak jak to jest w Azji, gdzie - jak czytamy - największy kryzys jest już zażegnany. Trochę im zeszło. Miejmy nadzieję, że Europa i reszta świata sobie poradzi równie dobrze, a może nawet lepiej" - podkreślił Nowak.

W ostatnich tygodniach coraz częściej słychać głosy, że próba trzymania się pierwotnego terminu przeprowadzenia igrzysk nie jest dobra dla zawodników. Duże grono nie ma obecnie dostępu do odpowiedniego sprzętu do trenowania. Były sprinter ma świadomość, że dla wielu z nich to bardzo trudna sytuacja.

"Jest część sportów, w których kilka dni przerwy nie zaburzy rażąco procesu przygotowań, ale są i takie, w których nawet kilkudniowa przerwa w treningu może zaprzepaścić cały rok pracy. Tego najbardziej się obawiamy. Są sportowcy, którzy wrócili z zagranicznych zgrupowań i przechodzą obowiązkową 14-dniową kwarantannę. Mogą ćwiczyć w domach, ale doskonale wiemy, że nie we wszystkich przypadkach trening zastępczy da wystarczający efekt. Pływak musi pokonać odpowiednią liczbę kilometrów w basenie, biegacz też ma do pokonania określony dystans. Tego, niestety, nie przeskoczymy. Pokażą następne tygodnie, jakie procedury będą obowiązywały w kolejnych tygodniach" - zastrzegł.

Jak dodał, frustrację sportowców może powiększać fakt, że o ile zawodnik może być przygotowany psychicznie na to, że proces jego przygotowań zakłóci np. kontuzja lub choroba, to nikt nie był w stanie przewidzieć ograniczeń związanych z pandemią.

"Wierzymy, że nasi najlepsi sportowcy bez problemu zdobędą kwalifikacje, ale pytanie w jaki sposób zbudować formę w takich okolicznościach. To bardzo duży problem. Na chwilę obecną jednak - nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie - najważniejszą kwestią jest zdrowie, a sport zszedł na drugi plan. Ciężko to wytłumaczyć komuś, kto ostatnie cztery czy osiem lat poświęcił na to, by szykować szczyt formy właśnie na Tokio i jest na ostatnim etapie tych przygotowań. Współczuję wszystkim tym zawodnikom i trzymam kciuki, by kryzys minął jak najszybciej oraz byśmy wszyscy mogli wrócić ze zdwojoną siłą do swoich obowiązków. Mam też nadzieję, że MKOl zadba o sportowców i przedstawi najbardziej optymalną wersję przeprowadzenia tych igrzysk" - podsumował Nowak.

Agnieszka Niedziałek 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje