Reklama

Reklama

Tokio 2020. Stefan Dryszel: Tli się jeszcze minimalna nadzieja

​- Mimo że nie powiodło się naszym zawodnikom w kwalifikacjach olimpijskich, to tli się jeszcze minimalna nadzieja na występ Jakuba Dyjasa w igrzyskach w Tokio - powiedział dyrektor sportowy Polskiego Związku Tenisa Stołowego Stefan Dryszel.

W turnieju europejskim w Guimaraes do zdobycia było pięć "biletów" na IO 2021. Wywalczyli je grający w polskiej superlidze Ukrainiec Kou Lei, Grek Panagiotis Gionis i Czech Pavel Sirucek, a także Hiszpan Alvaro Robles i Rumun Ovidiu Ionescu.

- Niestety, Jakubowi Dyjasowi i Samuelowi Kulczyckiemu nie udało się awansować na igrzyska z portugalskich zawodów. Ostatnią szansą jest ranking olimpijski, ale wszystko wskazuje na to, że zajmującemu 65. miejsce na świecie Kubie Dyjasowi zabraknie kilku lokat, by dostać się do turnieju singla w Tokio. Tych miejsc będzie prawdopodobnie siedem, ponieważ co najmniej trzy-cztery z całej puli przejmą zawodnicy, którzy zakwalifikują się tylko do turnieju gier mieszanych, jak np. Słowak Lubomir Pistej - przyznał były trener reprezentacji Dryszel.

Reklama

Z rankingu awans uzyskają m.in.: Austriacy Daniel Habesohn i Robert Gardos.

Ale być może Dyjasowi uda się awansować na igrzyska jako tzw. lucky looser, czyli szczęśliwy przegrany. Dyrektor sportowy przypomniał sytuację sprzed 13 lat z udziałem jednego z najwybitniejszych polskich zawodników Lucjana Błaszczyka.

- Przed igrzyskami w Pekinie w 2008 roku Lucek Błaszczyk był pierwszym rezerwowym. Na początku lipca, miesiąc przed zawodami olimpijskimi, dostaliśmy wiadomość, że Holendrzy nie zgłoszą Trinko Keena. W tej sytuacji jego miejsce zajął nasz reprezentant i to była jego czwarta z rzędu olimpiada. Wiele lat wcześniej, przed igrzyskami w Seulu (1988), gdzie tenis stołowy debiutował w programie olimpijskim, doszło do podobnej historii i wtedy awansował Piotr Molenda - przyznał Dryszel.

Już ponad rok temu kwalifikację na IO w Japonii wywalczyły reprezentantki Polski: indywidualna mistrzyni Europy Li Qian, Natalia Bajor i Natalia Partyka. Ewentualnie może do nich dołączyć jeszcze tylko Dyjas.

"Z różnych względów w tym roku kwalifikacje światowe odbyły się przed kontynentalnymi, co było dla nas fatalną wiadomością. Azjaci zdecydowali się na zagrywkę, która przyniosła im sporo korzyści, a Europie - kłopotów. Nie tylko swoje zawody rozegrali po światowych, to jeszcze tak podzielili grających na strefy, że olimpijską kwalifikację wywalczył np. reprezentant Mongolii" - podkreślił były selekcjoner "Biało-Czerwonych".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama