Reklama

Reklama

Tokio 2020. Słomiński: W mojej ocenie największe zamieszanie spowodowała Światowa Federacja Pływacka

- W mojej ocenie największe zamieszanie spowodowała Światowa Federacja Pływacka, która cały czas w systemie do wylotu do Japonii wskazywała zawodników jako "zgłoszonych" i wszystkich wprowadzili w błąd. Bałagan, który funkcjonował w federacji w ostatnich tygodniach, potwierdza także to, że po sytuacji, gdy wymieniliśmy trójkę zawodników w zeszłą sobotę aż do środy nikt nie potwierdził nam ich zgłoszenia - powiedział Prezes Polskiego Związku Pływackiego Paweł Słomiński, odnosząc się do niedawnej afery z polskimi pływakami na igrzyskach olimpijskich.

Przemysław Iwańczyk: Zapytam prowokacyjnie. Czy podał się Pan już do dymisji zgodnie z życzeniem polskiego środowiska pływackiego?

Paweł Słomiński: - Nie podałem się, bo byłby to przejaw skrajnej nieodpowiedzialności za funkcjonowanie Polskiego Związku Pływackiego. Za dwa miesiące jest ogłoszony walny zjazd sprawozdawczo-wyborczy, więc nawet proceduralnie przeprowadzenie tzw. nadzwyczajnego zjazdu byłoby kompletnym paraliżem, jeśli chodzi o funkcjonowanie związku każdego dnia. Mało kto zdaje sobie sprawę, jak związek funkcjonuje. Jesteśmy po pierwszym półroczu, gdzie realizowanych było mnóstwo zadań szkoleniowych finansowanych ze środków publicznych, a to wymaga rozliczenia m.in. z ministerstwem. Nie tylko osoby wpisane w KRS są upoważnione do składania takich dokumentów. Mówiąc krótko, chcę doprowadzić do końca, do wyborów PZP i tam niech już decydują i oceniają delegaci. Zobaczymy co będzie się tam działo.

Reklama

Tym którzy domagają się Pańskiej dymisji, chodziło pewnie o symboliczny gest. Mam wrażenie, że cała odpowiedzialność za sprawę wykluczenia sześciorga polskich pływaków z igrzysk w Tokio spoczywa na Panu. Został Pan spalony na stosie i pokazany w publicznym przekazie jako jedyny winny. Czy czuje się Pan jedynym winnym tego, że sześcioro zawodników poleciało do Tokio i wróciło do kraju bez możliwości startu?

 - Przyjmując na siebie odpowiedzialność sternika związku pływackiego miałem i mam świadomość, że za większość decyzji ponoszę odpowiedzialność. Każdy zdaje sobie jednak sprawę, że prezes nie wykonuje czynności związanych z funkcjonowaniem związku i organizacyjnych. Robią to ludzie, w części sportowej są odpowiedzialni za to trenerzy. Przypomnę, że za zgłoszenia do zawodów i znajomość regulaminów odpowiadają trenerzy. Nie tylko trener główny, ale również trenerzy zatrudnieni przez PZP, a których zawodnicy byli nawet w grupie, która wróciła do Polski. To jest przerzucanie odpowiedzialności na jednego człowieka, przyjmuję to, że jestem głównym dowodzącym, ale nie jest tak, że tylko jeden człowiek za to odpowiada.

Czyli wygląda to nieco jak katastrofa samolotu, gdzie zazwyczaj jest szereg przyczyn i zawodzi wiele elementów?

- Wszystko, co się wydarzyło, w mojej ocenie należy rozdzielić na kilka elementów. Pierwszy podstawowy, o którym nikt nie mówi: wielu dziennikarzy witających pływaków nadużywało sformułowania stracona szansa na medale. Jestem trenerem z krwi i kości i potrafię ocenić rzetelność takich informacji. Gdyby byli tak dobrzy, to mieliby normy A i nie musieliby starać się o wyjazd na igrzyska w sztafetach. Brak takiej normy świadczy o tym, że nie byli to zawodnicy najwyższej światowej klasy i trzeba to powiedzieć sobie jasno, choć nie chcę nikogo obrazić. 

- Nie mieli takich wyników i walczyli o miejsce w sztafetach. Naszą rolą było postaranie się o to, by jak największa liczba zawodników mogła wystartować w igrzyskach. Przebrnęli kwalifikacje olimpijskie według zasad krajowych i tylko dziesięcioro zawodników do pięciu sztafet mogło wyjechać na igrzyska olimpijskie. Mieliśmy takich zawodników 14 i robiliśmy wszystko, aby ci zawodnicy do Tokio pojechali.

Tokio 2020. Paweł Słomiński: Staraliśmy się zrobić wszystko, aby przeżyli to święto olimpijskie

Gdzie i kiedy oglądać Polaków w Tokio - Sprawdź teraz!

Rozumie Pan jednak zawiedzione nadzieje osób, które może nie celowały w medal, ale chciały przeżyć te igrzyska?

- Absolutnie rozumiem ich rozgoryczenie i jeszcze raz podkreślę: staraliśmy się zrobić wszystko, aby przeżyli to święto olimpijskie. To, że zawodnicy polecieli na igrzyska, to nie jest wina związku, bowiem za formalne zgłaszanie reprezentacji, nadzór i wgląd w system zgłoszeń odpowiada Polski Komitet Olimpijski. Nie chce mi się wierzyć, że PKOl popełnił taki błąd, że w systemie zgłoszeń do zawodów nasi zawodnicy widnieli jako "nieprzyjęci do zawodów", a następnie złożyli przysięgę i zostali wysłani do Tokio.

- W mojej ocenie największe zamieszanie spowodowała FINA, która cały czas w systemie do wylotu do Japonii wskazywała zawodników jako "zgłoszonych" i wszystkich wprowadzili w błąd. Bałagan, który funkcjonował w federacji w ostatnich tygodniach, potwierdza także to, że po sytuacji, gdy wymieniliśmy trójkę zawodników w zeszłą sobotę aż do środy nikt nie potwierdził nam ich zgłoszenia. Zawodnicy, którzy wrócili do Polski, wskazywali, że nadal są zgłoszeni jako startujący w igrzyskach. Dopiero po kolejnej interwencji trenera i naszej misji FINA wpisała ich do startów.

- Kolejnym przykładem bałaganu w FINA jest odprawa team leaderów. Robert Brus wykreślił na niej w czwartek sztafetę 4x100 kraulem, a w piątek do południa z FINA dostajemy pytanie, co jest z naszą sztafetą? Na imprezie tej rangi nie powinno mieć to miejsca, w mojej ocenie ludzie odpowiadający za zgłoszenia w federacji całkowicie się pogubili, a ofiarami tego wszystkiego są zawodnicy, na których spłynął największy ciężar przeżycia tego co się wydarzyło.

Powtórzę, w przekazie społecznym to Pan jest głównym winowajcą.

- Jest mi z tego powodu bardzo przykro, ponieważ gdy słyszę jak nieprofesjonalnie pracujemy, to zastanawiam się jak udało się dobrze zorganizować start w Rzymie, czyli jeden z największych sukcesów juniorskiego pływania w ostatnich latach, a nagle przy igrzyskach jest dramat. Nasi juniorzy w tej chwili zdobywali kolejne medale na wodach otwartych, ale też były problemy, bo dowiedziałem się w ostatniej chwili, że jeden z zawodników ma pozytywny test już na lotnisku. 

- Musiałem podejmować decyzję co z resztą. Na tym polega zarządzanie związkiem, ale mówienie przez jednego z zawodników, że nie brał on udziału w szkoleniu centralnym, to nieznajomość funkcjonowania związku i przekłamania w opinii publicznej. A w jakim szkoleniu brał udział szykując się do mistrzostw Europy w Rzymie, gdzie zdobył medal?

- Jest mi przykro i niestety dziennikarze też uprawiają swój zawód nierzetelnie pozwalając na takie nieprawdziwe informacje. To składa się na to, że ja jako Paweł Słomiński, jako przede wszystkim człowiek dostałem dużą dawkę negatywnych informacji. Skończyło na twardym hejcie, który dociera do moich dzieci i uważam, że to jest bardzo nie w porządku.

Tokio 2020 - bądź z nami na igrzyskach olimpijskich! Sprawdź

Przeczytaj całość na stronie Polsatu Sport!

Przemysław Iwańczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje