Reklama

Reklama

Tokio 2020. Piotr Lisek: Do zobaczenia na kolejnych igrzyskach

Piotr Lisek, reprezentant Polski w skoku o tyczce, zakończył zmagania na igrzyskach w Tokio z szóstym miejscem. notując wynik 5,80 m. "Świat ucieka i trzema skakać na poziomie sześciometrowym. Ja jestem zawodnikiem, który wywindował rekord Polski na historyczny wynik sześciu metrów, więc nie dziwię się, że tego oczekujecie ode mnie" – powiedział tuż po zakończonym konkursie.

Wtorkowe zmagania w Tokio w konkurencji skoku o tyczce zakończyły się spodziewanym zwycięstwem Armanda Duplantisa. Piotr Lisek zakończył zmagania z wynikiem 5,80 m, co dało mu szóste miejsce.

- Nie chcę dodawać clickbaitowych tytułów. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia. Tak się przygotowałem i zrobiłem co w mojej mocy. Cieszę się, że jestem w takim gronie wśród osób, które skaczą na tak wysokim poziomie. Wszyscy oczekiwali ode mnie medali i ja też gdzieś tam w głębi serduszka mówiłem, że "będę walczyć" i faktycznie tak było. To nie jest tak, że gdzieś odpuściłem. Każdy skok był wykonany na sto procent - powiedział reprezentant Polski tuż po zakończonej rywalizacji.

Reklama

Poziom konkursy stał na wysokim poziomie. Duplantis został mistrzem olimpijskim z wynikiem 6,02 m.

- To był trudny konkurs. Gorąco. Chłopaki w niesamowitej formie. Nie jest łatwo dwie, trzy godziny wysiedzieć w takim skupieniu i w natężeniu takich prędkości, bo za każdym razem musimy pobiec na maksa na każdej wysokości. Wiadomo, że jeśli pobiegniemy wolniej to tyczka inaczej zapracuje - dodał Piotr Lisek.

Piotr Lisek czeka na kolejne igrzyska

Tyczkarz odniósł się również do swojej postury. Okazuje się bowiem, że czyta wielokrotnie zarzuty pod swoim adresem, że powinien zrzucić nieco kilogramów.

- Co tu ukrywać. Piotr Lisek ma najtwardszą tyczkę, ale tylko dlatego, że jest najcięższy. Dużo komentarzy pojawia się w internecie, że powinienem schudnąć. Nie odejmę sobie nogi. 20 kg między mną, a Duplantisem to spora różnica. Zaznaczmy, że w latach 80. i 90. byli zawodnicy, którzy mieli podobną posturę jak ja. Piękno naszej konkurencji polega na tym, że każdy może skakać - trochę wyższy i trochę niższy. Teraz jest era niskich i szczupłych skoczków, ale to znów się zmieni - wytłumaczył lekkoatleta.

Kibice mogą odetchnąć z ulgą. Nic bowiem nie zapowiada tego, żeby Liska mogło zabraknąć na kolejnych igrzyskach.

- Świat ucieka i trzema skakać na poziomie sześciometrowym. Ja jestem zawodnikiem, który wywindował rekord Polski na historyczny wynik sześciu metrów, więc nie dziwię się, że tego oczekujecie ode mnie. Spytajcie się każdego sportowca, jak jest ciężko pobić jego życiówkę. Czasami walczy się o to nawet latami. Tak samo jest u mnie. Może nie wygląda tak jak wynik Mondo Duplantisa, ale wracając do dzisiejszego dnia, walczyłem do ostatniego skoku. Nie odpuściłem nawet na ułamek sekundy. Do zobaczenia na kolejnych igrzyskach, bo w końcu mam 18 lat plus VAT. Może jeszcze trochę poskaczę - zakończył Piotr Lisek, rzucając na pożegnanie radosnym "elo" w kierunku dziennikarzy.

 Tokio 2020 - bądź z nami na igrzyskach olimpijskich! Sprawdź


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje