Reklama

Reklama

Tokio 2020. Pięściarka Aneta Rygielska: Nie mogłam się doczekać wyjścia z domu

"Nie mogłam doczekać się wyjścia z domu na świeże powietrze. W obecnej sytuacji marzą mi się treningi biegowe i - jeśli to będzie możliwe - wspólne ćwiczenia z trenerem Kamilem Gorządem" - powiedziała pięściarka Aneta Rygielska, która zakończyła dwutygodniową kwarantannę.

W połowie marca reprezentanci Polski przystąpili w Londynie do europejskich kwalifikacji do olimpijskiego turnieju bokserskiego w Tokio. Bardzo dobrze spisywały się zwłaszcza podopieczne Karoliny Michalczuk, które wygrały wszystkie cztery walki. Zwycięstwa odniosły Sandra Drabik (51 kg), Sandra Kruk (57 kg), Aneta Rygielska (60 kg) i Karolina Koszewska (69 kg), a na pierwszy pojedynek czekała Elżbieta Wójcik (75 kg).

Po trzecim dniu, ze względu na obawy związane z rozprzestrzeniającym się koronawirusem, brytyjskie zawody zostały przerwane. Poinformowano, że wyniki i drabinka turniejowa będą "zamrożone", a rywalizacja wznowiono po uporaniu się pandemią. W praktyce może to oznaczać kilkumiesięczną przerwę. W tej sytuacji biało-czerwoni wrócili do Polski, gdzie czekała ich dwutygodniowa kwarantanna.

Reklama

"Do treningów w domu zdążyłam się przyzwyczaić, choć początkowo nie było to łatwe i musiałam się zmuszać. Ale po kilku dniach wykonywałam ćwiczenia z czystą przyjemnością. Nie mogłam doczekać się jednak wyjścia z domu na świeże powietrze. W obecnej sytuacji marzą mi się treningi biegowe i - jeśli to będzie możliwe - wspólne ćwiczenia z trenerem Pomorzanina Toruń Kamilem Gorządem" - stwierdziła wicemistrzyni Europy Rygielska.

W okresie kwarantanny polscy pięściarze i pięściarki monitorowali zdrowie (nikt nie miał objawów koronawirusa), a poza tym zawodniczki "rywalizowały" w robieniu pompek. Taką zabawę wymyśliła selekcjoner Michalczuk, była mistrzyni świata.

"To faktycznie była zabawa, nie konkurowałyśmy ze sobą. W ramach akcji +pompki z kadrą boksu+ miałyśmy robić po 200 dziennie, ale zdarzało się, że wykonywałam nawet 300. Były pojedyncze dni przerwy, ale w zamian robiłam inne treningi. Co ważne, chciałyśmy - poprzez promocję pompek w mediach społecznościowych - nakłonić inne osoby do jakiejkolwiek aktywności fizycznej" - podkreśliła torunianka, której marzeniem jest medal olimpijski.

Podczas londyńskich kwalifikacji Rygielska wysoko na punkty pokonała Rumunkę Cristinę-Paulę Cosmę, a w następnym pojedynku miała się zmierzyć z mistrzynią globu z 2018 roku Irlandkę Kellie Harrington. Nie wiadomo jednak, kiedy do tej walki dojdzie. Igrzyska w Tokio zostały przełożone na 2021 rok.

"Teraz jestem mocną zawodniczką kategorii lekkiej, a za rok będę jeszcze lepsza. Dlatego cieszę się na myśl o walce z tak wymagającą rywalką jak Harrington. Czas działa na moją korzyść" - zaznaczyła.

Podczas ubiegłorocznych MŚ w Rosji Rygielska medalu nie zdobyła, ale miała okazję obserwować zawodniczki, które stanęły na podium, tj. Brazylijkę Beatriz Ferreirę (złoto), Chinkę Wang Cong (srebro), Amerykankę Rashidę Ellis i Finkę Mirę Potkonen (brąz). Zresztą tej ostatniej, urodzonej w 1980 roku, zabraknie w igrzyskach 2021, bowiem przekroczy wiek umożliwiający rywalizację w boksie, tzn. 40 lat.

"Boksowałam i z Ferreirę, i z Potkonen. Wcale dużo nie dzieli mnie od najlepszych zawodniczek na świecie. Ciężko pracuję, aby z nimi wygrywać. W boksie podstawą jest głowa, a ja mentalnie jestem bardzo dobrze przygotowana. Znam swoją wartość, wiem na co mnie stać, a wszystko dzięki ciężkim treningom" - powiedziała.

giel/ krys/

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje