Reklama

Reklama

​Tokio 2020. Nie można być matką i sportsmenką?

Kapitan reprezentacji Hiszpanii w pływaniu synchronicznym Ona Carbonell jest zła na organizatorów igrzysk w Tokio za to, że nie mogła zabrać do Japonii 11-miesięcznego syna, którego karmi piersią. Uważa, że wsparcie dla matek uprawiających zawodowo sport jest fikcją.

Ma 31 lat i za sobą wielkie sukcesy. Poza dwoma medalami igrzysk w Londynie: srebrnym w duecie i brązowym w zespole, wywalczyła aż 23 medale mistrzostw świata. Z pływaków lepsi są tylko legendarni Michael Phelps (33) i Ryan Lochte (27). Dodając do tego miejsca na podium mistrzostw Europy, urodzona w Barcelonie pływaczka uzbierała aż 37 medali wielkich imprez.

Tokio 2020. Urodziny Kaia

Po mistrzostwach świata w Korei w 2019 roku wycofała się z uprawiania sportu. W sierpniu 2020 urodziła syna Kaia i po jakimś czasie wznowiła karierę. Wywalczyła kwalifikację olimpijską do Tokio, choć musiała zmienić dietę, by karmić piersią dziecko. Mimo kłopotów i komplikacji z tym związanych udało się jej odzyskać wysoki poziom.

Reklama

A ponieważ MKOl głosi hasła wspierające matki-sportsmenki, myślała o tym, by zabrać syna do Tokio i nie przerywać karmienia piersią.

W czasach pandemii okazało się to jednak niemożliwe. Mąż i malutki Kai musieliby spędzić 20 dni w hotelu bez prawa opuszczania pokoju. Ona musiałaby opuszczać wioskę, przyjeżdżać na karmienie do hotelu, a potem przechodzić testy. Mimo wsparcia hiszpańskiej ekipy, jej trenerów, odpuściła.

Kibicuj naszym na IO w Tokio! - Sprawdź

Tokio 2020. Sport i rodzina

"Igrzyska olimpijskie i dobro rodziny" - pod takim tytułem zamieściła w mediach społecznościowych wideo, w którym karmiąc Kaia tłumaczy dlaczego zrezygnowała z zabrania go do Tokio. Wierzy, że kiedy wróci do Barcelony, nadal będzie w stanie karmić syna piersią. - Wiem, że wiele sportsmenek ma te same problemy co ja, dlatego odważyłam się o tym mówić publicznie - dodała. - Dziękuję wszystkim za wsparcie i słowa otuchy.

Wideo obejrzało ponad 200 tys osób. Rozgorzała pod nim dyskusja kibiców, a także sportowców byłych i obecnych. Wniosek jest taki, że władze sportowe raczej udają niż faktycznie wspierają sportsmenki-matki. Ona przytacza przykład swojej przyjaciółki, która po urodzeniu dziecka została bez środków do życia i jakichkolwiek ułatwień, by wznowić karierę. Nie miała nawet gdzie pływać. Czyli, w dalszym ciągu dla sportsmenki lepsza jest kontuzja, niż zajście w ciążę.

- Dla mnie powrót do rywalizacji sportowej po urodzeniu dziecka był kwestią powrotu do normalności. I nie tylko. Psychicznie to była dla mnie kluczowa sprawa - tłumaczy Ona.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL