Reklama

Reklama

Tokio 2020. Majewski: Gdyby igrzyska były rok temu, Anity by na nich nie było

Anita Włodarczyk rzuciła młotem 78,48 i została w Tokio po raz trzeci w historii mistrzynią olimpijską. "Ten trzeci tytuł będzie Anicie smakował najlepiej, bo gdyby igrzyska były rok temu, to jej by na nich nie było" - powiedział PAP dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą Tomasz Majewski.

Włodarczyk wygrała rywalizację na igrzyskach trzeci raz. Wcześniej triumfowała w Londynie oraz Rio de Janeiro.

W Tokio brązowy medal wywalczyła Malwina Kopron - 75,49, a siódme miejsce zajęła Joanna Fiodorow - 73,83. Srebro zdobyła Chinka Zheng Wang - 77,03.

Konkurs ułożył się po myśli Włodarczyk. Wprawdzie w pierwszej kolejce rzuciła w siatkę i spaliła, ale po drugiej objęła prowadzenie i nie oddała go już do końca. Na jej twarzy od początku malował się spokój. Nawet po nieudanych próbach widać było, że wie czego chce i jest na to przygotowana. Prawdziwa walka toczyła się za jej plecami, bo jak Włodarczyk sama powiedziała: "wiedziałam, że nikt nie będzie w stanie rzucić więcej niż 76 metrów".

Reklama

To się wprawdzie nie sprawdziło, bo Chinka uzyskała 77,03, ale dopiero w ostatniej kolejce. Największy sukces w karierze odniosła Kopron, która - nie bez nerwów - wywalczyła brąz, choć przed ostatnią kolejką była druga. Na półmetku rywalizacji brązowa medalistka mistrzostw świata 2017 była siódma. Wyraźnie widać było, że to nie jest wszystko na co ją stać. Ona sama też się denerwowała, krzyczała na siebie, podchodziła do trenera-dziadka Witolda.

"Nie ma we mnie smutku, że przebiła moje olimpijskie osiągnięcia (uśmiech). Bardzo się cieszę z jej triumfu. To wielka mistrzyni. Żadnej polskiej olimpijce nie udało się zdobyć trzech złotych medali w tej samej konkurencji na trzech kolejnych igrzyskach. Nawet Irenie Szewińskiej się to nie udało. Czapki z głów. Trzeba docenić ten wyczyn" - powiedział PAP Majewski, który obecnie jest wiceprezesem Polskiego Związku Lekkiej Atletyki.

Zdaniem Majewskiego to złoto będzie Włodarczyk smakowało najlepiej.

"Zmiana trenera, zmiana otoczenia, walka o powrót do zdrowia. Sądzę, że właśnie z tego złotego medalu Anita będzie się najmocniej cieszyć. Rok temu była od niego bardzo daleko. Gdyby impreza w Tokio odbywała się w pierwotnie zaplanowanym terminie, to Anity nie byłoby na starcie. Tak poważna była jej kontuzja. Wróciła z nowymi siłami, ze świetnym nastawieniem" - wskazał Majewski.

Swoją wieloletnią koleżankę z reprezentacji wskazał jako wzór do naśladowania dla wszystkich polskich lekkoatletów. "Wielka kariera, ogromne sukcesy, wspaniały profesjonalizm" - mówił.

Pytany o brązowy medal Kopron ocenił, że ten krążek również jest wielkim sukcesem.

"Ona miała świetny, równy sezon. Najrówniejszy ze wszystkich naszych specjalistek w rzucie młotem. W Tokio zaczęła spokojnie, ale powalczyła. Srebro było blisko, ale Chinka zawiesiła wysoko poprzeczkę. Brązowy medal jest jednak ukoronowaniem świetnego roku Malwiny. W nagrodę ma olimpijski brąz. Super" - ocenił mistrz olimpijski z 2008 i 2012 roku.

Nie chciał natomiast jeszcze podsumowywać - świetnego jak do tej pory - występu w Tokio polskich lekkoatletów.

"Spokojnie. Wszystko można zepsuć (śmiech). Zrobiliśmy tę normę, którą chcieliśmy. Już są trzy medale - z tego dwa złote. Może być jeszcze lepiej i to już jutro. Czekamy na konkurs rzutu młotem panów, bo mamy tam dwóch świetnych zawodników. Czekamy na finał na 800 m z Patrykiem Dobkiem. A swoje szanse będziemy mieli także w kolejnych dniach. Może być rzeczywiście świetnie, ale póki co tonujmy nastroje" - dodał Majewski.

Tokio 2020 - bądź z nami na

igrzyskach olimpijskich! SprawdźTomasz Więcławski



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje