Reklama

Reklama

Tokio 2020. Lekkoatletyka. Wielkie emocje po finale sztafety 4x400 metrów. Holendrzy zamierzają złożyć protest

Nie milkną emocje po sobotnim finale rywalizacji sztafet mieszanych 4x400 metrów podczas igrzysk w Tokio. Kontrowersyjnie o medale walczyli Amerykanie, którzy pierwotnie, w półfinale zostali zdyskwalifikowani. Holendrzy, którzy zajęli w rywalizacji zajęli czwarte miejsce zapowiadają protest w sprawie.

Przypomnijmy: w półfinałowym biegu Jankesi zostali wykluczeni za przekroczenie strefy przy dokonywaniu pierwszej zmiany. Zostało jednak uwzględnione ich odwołanie, co równoznaczne było z przepustką do finału. W tym zajęli trzecie miejsce.

Fakt przywrócenia Amerykanów do rywalizacji spotkał się ze sporą krytyką. Polski sędzia, Janusz Rozum nie ukrywał w rozmowie z PAP, że cała sytuacja jest dla niego niezrozumiała. - Przede wszystkim nie mogę uwierzyć w to, że międzynarodowi sędziowie, których jest tam dziewięciu, popełnili taki błąd, że źle wskazali Amerykance miejsce, w którym jest strefa zmian. Na pewno jakiś sędzia międzynarodowy był w okolicy. I co? On tego nie zauważył? - zastanawiał się.

Choć medale w tej konkurencji zostały już rozdane (wygrała Polska, przed Dominikaną i USA), niewykluczone, że to nie koniec całego zamieszania. Holendrzy, którzy zajęli czwarte miejsce zapowiadają bowiem protest. Dyrektor techniczny reprezentacji, Ad Roskam nie szczędzi bowiem mocnych słów. - To nieakceptowalne - grzmiał. - Złożyliśmy protest i rozważamy inne opcje. Uzasadnienie decyzji o przywróceniu tej sztafety do rywalizacji było zwyczajnie bardzo słabe - mówił, cytowany przez "De Telegraaf".

Reklama

W mocnych słowach na temat Amerykanów wypowiadał się też trener naszej kadry, Marek Rożej. - Amerykanie zawsze są traktowani troszeczkę inaczej, zwłaszcza w takiej sytuacji. Widział to cały świat, a ich się przywraca - mówił w rozmowie z Arturem Gacem.

TC

Kibicuj naszym na IO w Tokio! - Sprawdź 



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje