Reklama

Reklama

​Tokio 2020. Lekkoatletyka. Warholm: Nie spodziewałem się, że pobiegnę tak szybko

Norweg Karsten Warholm, który rekordem świata 45,94 s okrasił triumf w biegu na 400 m ppł, przyznał, iż nie spodziewał się, że stać go na taki wynik. "To kosmos" - ocenił. Z kolei w opinii drugiego na mecie Amerykanina Raia Benjamina był to najlepszych bieg w historii igrzysk.

1 lipca Warhlom poprawił w Oslo 29-letni rekord Kevina Younga. Uzyskał wynik 46,70, o 0,08 lepszy od rezultatu Amerykanina z igrzysk w Barcelonie. We wtorek wyśrubował najlepsze osiągnięcie do 45,94, czyli w ciągu miesiąca poprawił się 0,76.

"To kosmos. Nie mogę uwierzyć, że pobiegłem tak szybko. Nie spodziewałem się tego. Wiele razy byłem pytany, jak wyobrażam sobie bieg idealny i odpowiadałem zawsze, to nie istnieje. Ale myślę, że dziś otarłem się o perfekcję" - powiedział Norweg.

Jego najgroźniejszy rywal Amerykanin Benjamin zdobył srebro także niesamowitym wynikiem 46,17, a Brazylijczyk Alison dos Santos pobiegł po brąz w 46,72. Ten trzeci także uzyskał czas lepszy od wyniku Younga, który jeszcze pięć tygodni temu był rekordem globu.

Reklama

"Myślę, że to był najlepszy bieg w historii igrzysk olimpijskich. Co więcej, sądzę, że nawet 9,58 Usaina Bolta z mistrzostw świata w Berlinie nie może z nim konkurować" - ocenił Benjamin.

Według Younga to właśnie jego rodak miał największe szanse, by jako pierwszy złamać granicę 46 s.

"Wielu mówi, że jestem szalony uważając, że można zejść poniżej 46 sekund, ale jak się bliżej przyjrzy pewnym rzeczom, to jest to realne" - przekonywał mistrz olimpijski z 1992 roku w gazecie "L'Equipe". Miał nosa, chociaż nie mówił o Warholmie.

25-letni Norweg od 2017 roku wygrywa wszystkie najważniejsze imprezy, jak mistrzostwa świata (2017, 2019) i Europy (2018). Na igrzyskach w Rio de Janeiro pięć lat temu odpadł jednak w półfinale i teraz chciał posmakować złota.

"Marzyłem o tym jak szalony. Myślałem o tym dzień i noc, bo brakowało mi tylko tego jednego medalu do mojej kolekcji. Świetnie pokonywałem płotki, miałem dużo siły, na tyle, że mogłem w końcówce nawet przyspieszyć. Wynik jest astronomiczny, historyczny" - zauważył.

Pojedynek Norwega z Amerykaninem, którzy walczyli o złoto praktycznie do ostatnich metrów, szybko został porównany do rywalizacji Amerykanów Carla Lewisa z Mike'em Powellem w skoku w dal w mistrzostwach świata również w Tokio w 1991 roku.

W pewnym momencie, po około 350 metrach, wydawało się, że Benjamin może wyjść na prowadzenie, ale wtedy Norweg włączył "szósty bieg" i na ostatnich metrach był już niezagrożony.

Obecnie 13 z 20 najlepszych rezultatów na 400 m ppł od 2018 roku należy do tych dwóch biegaczy.

"To tworzy nową erę rywalizacji na tym dystansie. Myślę, że nasza rywalizacja jeszcze wielokrotnie przyniesie świetne wyniki" - podsumował Warholm.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje