Reklama

Reklama

Tokio 2020. Lekkoatletyka. Janusz Rozum: Jestem zdumiony całą tą sytuacją

Sędzia lekkoatletyczny Janusz Rozum przyznał, że jest zdumiony decyzją o cofnięciu dyskwalifikacji amerykańskiej sztafety mieszanej 4x400 metrów, która najpierw została wykluczona z rywalizacji za przekroczenie strefy zmian, a następnie - przywrócona do rywalizacji. Według niego, możliwe są kontrprotesty.

Jak dodał Rozum, trudno mu uwierzyć w błąd sędziego, a przewinienie Amerykanów było ewidentne.

Amerykańska sztafeta mieszana 4x400 m jednak wystąpi w finałowym biegu igrzysk olimpijskich w Tokio. Pierwotnie ekipa USA została zdyskwalifikowana, ale uwzględniono jej odwołanie. W sobotę o medale w tej konkurencji będą też walczyć Polacy. Początek finałowego biegu o 14.35.

O cofnięciu dyskwalifikacji poinformowała na Twitterze amerykańska federacja lekkoatletyczna (USATF).

Ekipa USA wygrała swój bieg eliminacyjny, jednak została zdyskwalifikowana za przekroczenie strefy podczas dokonywania pierwszej zmiany. Jak się okazało, czekająca na pałeczkę Lynna Irby stała w złym miejscu, ale z winy sędziów. Cofnięta została również decyzja o dyskwalifikacji Dominikany. W takim układzie w finale nie pobiegną sztafety Niemiec i Hiszpanii.

Reklama

"Jestem zdumiony całą tą sytuacją. Przede wszystkim nie mogę uwierzyć w to, że międzynarodowi sędziowie, których jest tam dziewięciu, popełnili taki błąd, że źle wskazali Amerykance miejsce, w którym jest strefa zmian. Na pewno jakiś sędzia międzynarodowy był w okolicy. I co? On tego nie zauważył? Nadzorujący biegi sędzia jest zawsze z zagranicy, jest międzynarodowym, doświadczonym arbitrem światowej federacji. Przez to, że Amerykanka stała poza tą strefą, a jej kolega przebiegł dystans dłuższy niż 400 m, nie zostały zachowane równe szanse dla wszystkich. Co innego, gdyby to były jakieś miejskie, małe zawody, na których nigdy nie rozgrywano biegów sztafetowych. To są jednak igrzyska olimpijskie i zawodnik nie wie, gdzie się ustawić przy zmianie? Na bieżni znajduje się wiele oznakowań, ale niebieskie linie stref zmian są obecnie bardzo czytelne. Ich początek ma postać cyfry jeden, a koniec - odwróconej cyfry jeden, czyli obie są skierowane do środka strefy zmian" - analizował sytuację w rozmowie z PAP Rozum.

Dla niego, doświadczonego sędziego międzynarodowego, nie ma żadnej okoliczności łagodzącej dla zawodniczki z USA, która czekając na przejęcie pałeczki widziała, odwracając się do tyłu, że inne zawodniczki na tej zmianie stoją bliżej.

Kibicuj naszym na IO w Tokio! - Sprawdź 

"To jej nie zdumiało? Nie zastanowiła się, że coś jest nie tak? Przecież ona była wyraźnie wysunięta względem pozostałych zawodniczek. Już w momencie oczekiwania znajdowała się poza strefą. Według mnie nie ma żadnych okoliczności łagodzących. Trudno mi, naprawdę, uwierzyć w taki błąd sędziego. To nie są zawody takiej rangi, że jeden sędzia ustawia wszystkich zawodników. Tam jest tych sędziów wielu. Nie dość, że są lokalni, to jest nad nimi nadzór. Wszyscy sędziowie międzynarodowi są zaangażowani cały czas w przebieg zawodów. W tym czasie były tylko dwie konkurencje techniczne. To oznacza, że pozostali zaangażowani byli w tę sztafetę" - dodał Rozum.

Jego zdaniem lekkoatleci na tym poziomie także powinni znać przepisy i się do nich stosować. Nie mogą oni po prostu przyjąć, że ktoś ich gdzieś postawił, bo co byłoby w sytuacji, gdyby zawodniczka stała 50 metrów dalej niż powinna? Co w sytuacji, w której taka sztafeta z błędnie wykonaną zmianą poprawiłaby np. rekord świata? "On nie mógłby być uznany" - wyjaśnił ekspert.

"Pozostaje jedynie uwierzyć, że komisja odwoławcza zapoznała się z nagraniem z kamer systemu Hawk Eye (których jest zwykle ponad dwadzieścia), na którym niezbicie widać, że podczas rozprowadzania zawodniczek na tory Amerykankę ustawiono o dwadzieścia metrów za daleko, za końcem strefy zmian" - powiedział.

Zdaniem Rozuma więcej niż pewne są kontrprotesty od decyzji o przywróceniu sztafet USA i Dominikany. Mają do nich prawo wszystkie reprezentacje zainteresowane sprawą — nie tylko Hiszpanie i Niemcy, ale również Polacy.

Najlepszy czas eliminacji miała Polska. Dariusz Kowaluk, Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik i Kajetan Duszyński wynikiem 3.10,44 poprawili rekord Europy.

Do USA należy natomiast rekord świata. Rezultat 3.09,34 Amerykanie osiągnęli podczas mistrzostw świata w Dausze dwa lata temu.

Finał odbędzie się w sobotę o godzinie 14.35 czasu polskiego.

Autor: Tomasz Więcławski



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje