Reklama

Reklama

Tokio 2020. Kajetan Duszyński rewelacyjnie skończył sztafetę. Pandemia mu pomogła

- On sadzi chyba trzymetrowe susy! - krzyczeli z przesadą komentatorzy finału sztafety 4x400 metrów, która wywalczyła w Tokio pierwszy złoty medal olimpijski dla Polski. Kajetan Duszyński to biegacz, który dotąd nie odnosił takich sukcesów, a jego atak w Tokio był porywający.

- Tak należy biegać! To wzór, należy brać z niego przykład! - wołał zafascynowany finiszem Polaka komentator Sebastian Chmara. Kajetan Duszyński, biegacz rodem z Siemianowic Śląskich, który teraz reprezentuje barwy AZS Łódź, wspaniale zakończył polską sztafetę. Jego długie kroki nie miały oczywiście trzech metrów, ale wielkimi susami sadził niczym struś i to dzięki temu finiszowi Polska nie tylko utrzymała medalową pozycję przed ostatnią prostą, ale wysunęła się na pozycje pierwszą.

Kajetan Duszyński to rewelacja igrzysk i jedyny zawodnik, który łączy ze sobą finał sztafety 4x400 metrów z równie wspaniałym biegiem półfinałowym, gdzie Polacy pobili przecież również rekord Europy. Tam wystąpili Małgorzata Hołub-Kowalik, Iga Baumgart-Witan i Dariusz Kowaluk i właśnie Kajetan Duszyński, który jako jedyny znalazł się też po zmianach w finałowej czwórce, wraz z Justyną Święty-Ersetic, Natalią Kaczmarek i Karolem Zalewskim. 

Reklama

Tokio 2020. Kajetan Duszyński - specjalista od sztafet

Warto pamiętać, że Kajetan Duszyński to specjalista od sztafet. Już w 2014 roku był w Tallinnie młodzieżowym wicemistrzem Europy w biegu rozstawnym, a sukces powtórzył w 2017 roku. Wraz z polską sztafetą 4x400 metrów stopniowo piął się w górę - siódme miejsce na mistrzostwach świata w Londynie w 2017 roku, piąte na mistrzostwach Europy w Berlinie w 2018 roku. Jak się okazało, połączenie sił męskiej sztafety z kobiecą dało pełną moc dla Polski i złoty medal olimpijski.

Kajetan Duszyński został mistrzem, chociaż nigdy wcześniej nie miał żadnego medalu seniorskiej imprezy lekkoatletycznej szczebla mistrzostw świata czy Europy. Co więcej, gdyby igrzyska w Tokio odbyły się planowo rok temu, pewnie żadnego sukcesu by nie odniósł. Nękały go wtedy kontuzje. Wyleczył się jednak i wykorzystał szansę. W tym roku został mistrzem kraju w hali, a w Toruniu pobił również halowy rekord życiowy wynikiem 46.85 s. 

CZYTAJ TAKŻE: Takiego medalu Polska nie miała od ponad 40 lat! Wielki sukces

Sukcesy przyszły też na otwartym stadionie, gdzie widać było szybki wzrost formy Polaka. W czerwcu trzykrotnie pobiegł 400 m poniżej 46 s, a w Poznaniu wywalczył mistrzostwo Polski na 400 metrów, pierwsze w życiu wśród seniorów. Zrobił to z rekordem życiowym 45,51 s i w tej sytuacji pojechał do Tokio. Jak się okazało, w wielkiej formie.












Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje