Reklama

Reklama

Tokio 2020. Granica między nimi zamknięta, stosunki zerwane. Stanęli do walki w ringu

W piłce nożnej i innych sportach zespołowych Armenia i Azerbejdżan są tak rozstawiane, by na siebie nie trafić. Relacje między tymi państwami są bardzo napięte, trwa konflikt o Górny Karach, więc sportowcu obu krajów się unikają. W tokijskim ringu los skojarzył jednak Ormianina i Azera. Walczyli honorowo.

Kiedy Polska walczyła o awans na piłkarskie Mistrzostwa Europy w 2008 roku, w grupie trafiła i na Armenię, i na Azerbejdżan. Te kraje od prawie 30 lat mają nierozwiązany problem wokół Górnego Karabachu - zamieszkany głównie przez Ormian obszar formalnie na terytorium Azerbejdżanu, który po rozpadzie ZSRR w 1991 roku ogłosił niepodległość, co wywołało od razu reakcję Azerów i w konsekwencji wojnę z Armenią. od 1994 roku Ormianie kontrolują Górny Karabach i prowadzący do niego korytarz przez Azerbejdżan, co Azerowie uważają za upokorzenie i casus belli. We wrześniu zeszłego roku znów wybuchły tam walki.

W efekcie Polska zagrała w tamtych eliminacjach z Armenią i Azerbejdżanem, ale oba kraje nie zdołały zmierzyć się ze sobą. Orzeczono obustronny walkower i od tej pory, aby uniknąć podobnych sytuacji, rozstawia się oba kraje tak, by na siebie nie wpadały. Najczęściej się to udaje, ale w drabince sportów walki, w których i Armenia, i Azerbejdżan są bardzo mocne, to już w zasadzie niemożliwe. W ten sposób w Tokio doszło do spektakularnego starcia pięściarzy z tych dwóch krajów. Walki, której stawka była większa niż tylko awans i szansa dalszej rywalizacji o olimpijski medal.

Reklama

Howhannes Baczkow z Armenii, dwukrotny brązowy medalista mistrzostw świata z 2017 i 2019 roku, zmierzył się z bylym mistrzem świata, Dżawidem Chalabijewem z Azerbejdżanu. Niejednogłośnie na punkty 4-1 wygrał Ormianin, a trzeba pamiętać, że w obu krajach boks to sport niemal narodowy. Azerbejdżan zdobył w nim osiem medali olimpijskich, tylko w zapasach ma więcej. Ta walka zatem dużo znaczyła.

Tokio 2020. Armenia kontra Azerbejdżan

Do takich sytuacji dochodziło już podczas poprzednich igrzysk. W 2016 roku w Rio de Janeiro zapaśnik Migran Arutiunjan wygrał z azerskim rywalem Rasulem Chanujewem w drodze po srebro. W 2012 roku w Londynie ormiański judoka Howhannes Dawtjan zmierzył się z reprezentującym Azerbejdżan Ilgarem Muszkijewem i pokonał go, a zapaśnik Arsen Julfalakjan zwyciężył Azera Emina Ahmadowa. Ormianie zatem walczą z Azerami na olimpijskich arenach.

Mieliśmy za to w Tokio przypadki odmowy walki z reprezentantami Izraela. Swoje walki walkowerem oddali judocy Sudańczyk Mohamed Abdalrasool i Algierczyk Fethi Nourine. Zostali za to zdyskwalifikowani i usunięci z wioski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje