Reklama

Reklama

Tokio 2020. Francja znów na tronie w piłce ręcznej!

Niesamowicie pasjonujący był finał turnieju olimpijskiego piłkarzy ręcznych – Duńczycy do ostatnich sekund walczyli o dogrywkę w starciu z Francją, ale jednak polegli 23-25. Brąz dla Hiszpanii, która uniemożliwiła pierwsze w historii wejście na podium reprezentanta Afryki.

Francja to potentat, gigant, główny faworyt każdego turnieju. Tyle że od 2017 roku w najważniejszych turniejach jednak zawodzili, a już mistrzostwa Europy sprzed półtora roku były jednymi z najgorszych w ich historii. Zaledwie 14. lokata spowodowała, że pracę stracił Didier Dinart, świetny przecież niegdyś zawodnik, który grał w kadrze z kilkoma obecnymi jeszcze reprezentantami. Zastąpił go inny kolega z boiska Karabaticia, Abalo czy Gigou - Guillaume Gille. I to on zbudował zespół po swojemu, co dziś dało Francuzom złoty medal. Trzeci złoty licząc od igrzysk w Pekinie.

Reklama

Niesamowita defensywa Francji

Ten jeden pośrodku zabrała Francji właśnie Dania, która wygrała z nimi finał igrzysk w Rio de Janeiro. Dodatkowo to Duńczycy w tym roku byli lepsi na mundialu w Egipcie, który zresztą wygrali. Obie ekipy mają najlepszych graczy na świecie, są podobnie zbudowane (siedmiu szczypiornistów po 30-stce), potrafią niesamowicie mocno zagrać w defensywie. I taki to był właśnie mecz o złoto - nieco szalony na  samym początku (aż sześć bramek w cztery minuty, 3-3), a później masa starć siłowych na pograniczu faulu. Lepiej radzili sobie Francuzi, którzy do znakomitej obrony dołożyli całkiem niezłą postawę w ataku. Duńczycy też nieźle bronili, ale w ofensywie mieli już ogromne problemy. Był taki moment, że ich jedynym pomysłem były indywidualne wejścia najmłodszego w zespole, 22-letniego Mathiasa Gidsela. Do tego trafiał oczywiście Mikkel Hansen, który też perfekcyjnie wykonywał rzuty karne. Mimo to na dwie minuty przed przerwą Francuzi odskoczyli aż na cztery bramki (12-8) i taką przewagę zachowali schodząc na przerwę. Ten wynik nie był niespodzianką - z dziesięciu bramek Duńczyków połowa była autorstwa Mikkela Hansena, a oprócz tego Vincenta Gerarda pokonało jeszcze tylko trzech innych graczy w białych koszulkach. A Francja? 14 bramek i aż dziesięciu zawodników z trafieniem w protokole. I doskonała defensywa, która spowodowała, że mistrzowie świata przez pół godziny zdołali oddać zaledwie 18 rzutów. To wręcz nieprawdopodobna statystyka.

Tokio 2020 - bądź z nami na igrzyskach olimpijskich! Sprawdź 


Skuteczna pogoń Danii

W drugiej połowie Francja dość szybko odskoczyła na sześć bramek (16-10) i tak spokojnie grała do 42. minuty (21-16). Wtedy jednak Duńczycy zaczęli lepiej bronić, dobrą interwencję zaliczy Niklas Landin, a po dwóch kontrach Mikkel Hansen doprowadził do 18-21. Do tego momentu Francuzom udało się unikać błędów, które by napędzały szybkie ataki rywali. Do czasu jednak. Na dodatek w 48. i 49. kary dwóch minut dostali Nikola Karabit i Luc Abalo, a Duńczycy w przewadze  doprowadzili do wyniku 21-22. Teraz to Francja znalazła się w opałach, a jej trener Guillaume Gille szybko zareagował przerwą na żądanie. Zaczęła się wojna nerwów, każda akcja miała niezwykle istotne znaczenie. Remis mógł dać Danii Gidsel, ale jego rzut z dystansu obronił Gerard. No i po chwili przełamał się Nedim Remili (od przyszłego roku gracz Łomży Vive Kielce!), trafił na 23-21. To Francja miała przewagę dwóch bramek, to Dania zdobywała kontakt, ale wyrównać nie potrafiła. Na niespełna sześć minut przed końcem pomylił się wreszcie z karnego Hansen - sposób na niego znalazł Yann Genty. Końcówka więc musiała być dramatyczna, choć wszystkie atuty - wydawało się - ma Francja. W 57. minucie prowadziła 24-22, Duńczycy sekundy wcześniej dostali jedyną karę dwóch minut w tym meczu. A jednak mistrzowie świata potrafili jeszcze odpowiedzieć - na półtorej minuty przed końcem złapali kontakt (Morten Olsen na 23-24).

Francja długo rozgrywała swoją akcję, ale zgubiła piłkę po złym zagraniu Karabaticia do Abalo. Dania miała 40 sekund na wyrównanie, wycofała bramkarza, postawiła wszystko na jedną kartę. Piłka trafiła do Gidsela, który miał znakomitą skuteczność w tym meczu, tylko raz się pomylił, ale i on popełnił błąd. Francuzi spodziewali się tego, postawili ścianę i wymusili podanie 22-latka z Danii. Podanie w ciemno, które trafiła w Lukę Karabaticia, a odbitą piłkę przejął Ludovic Fabregas.  I rzucił do pustej bramki, dając Francuzom trzecie w tym wieku mistrzostwo olimpijskie.

Mecz o złoty medal:

Francja - Dania 25-23 (14-10)

Francja: Gerard  (10/31), Genty (1/3) - Remili 5, Lagarde 1, Mem 3, Tournat, N. Karabatic 2, Mahe 2, Abalo 2, Guigou 2, L. Karabatic 2, Fabregas 2, Descat 3, Porte 2.

Dania: N. Landin (14/38) - M. Landin 2, Saugstrup 2, Svan, Moellgaard, Mensah 1, Toft Hansen 2, M. Hansen 9, Olsen 1, J. Hansen, Andersson, Holm, Gidsel 6.

Brąz dla Hiszpanii

Trzecie miejsce i brązowe medale dla Hiszpanii, która także po bardzo zaciętym spotkaniu ograła Egipt 33-31. Mistrz Afryki miał realną szansę zdobyć swój pierwszy medal w tej dyscyplinie, w całym turnieju prezentował się znakomicie. Nawet w pojedynku o brąz Mohamed Shebib, Ahmed Elahmar czy Omar Yahia zachowywali świetną skuteczność. Cały czas potrafili nękać doświadczonych rywali, zaraz po przerwie odrobili trzy bramki starty, a później siedmiokrotnie potrafili doprowadzać do remisów. Brakowało prowadzenia, które mogłoby pchnąć Egipcjan do przodu. Sześć minut przed końcem było 28-28, ale wtedy sprawy w swoje ręce wzięli Raul Entrerrios i Alex Dujszebajew. Rozgrywający Vive Kielce zdobywał najważniejsze bramki, przy jednobramkowym prowadzeniu, po indywidualnych wejściach. A 40-letni Entrerrios, legenda hiszpańskiego szczypiorniaka, kilka sekund przed końcem odebrał Egipcjanom resztki nadziei.

Mecz o brązowy medal:

Hiszpania - Egipt 33-31 (19-16)



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama