Reklama

Reklama

Tokio 2020. Ewa Trzebińska: Najważniejsze, że igrzyska przełożono, a nie odwołano

- Najważniejsze, że igrzyska przełożono, a nie odwołano - uważa Ewa Trzebińska, liderka drużyny szpadzistek, które są pewne występu w Tokio. Mimo obecnego zastoju w sporcie jest pewna, że 14 miesięcy to wystarczający czas, by na nowo zbudować wysoką formę.

Drużyna szpadzistek w momencie przerwania kwalifikacji z powodu pandemii koronawirusa zajmowała trzecią pozycję w olimpijskim rankingu Międzynarodowej Federacji Szermierczej (FIE) i była już pewna występu w Tokio. Na debiut w igrzyskach musi jednak poczekać do 2021 roku.

- Najważniejsze, że igrzyska zostały przełożone, a nie odwołane, z czego bardzo się cieszę. Nie ukrywam, że intensywnie myślałyśmy o występie w Tokio, wypatrywałyśmy igrzysk z niecierpliwością, ale jestem pewna, że będziemy w stanie być równie dobrze przygotowane za rok - powiedziała Trzebińska.

Reklama

Zdaniem zawodniczki AZS-u AWF-u Katowice, która w stolicy Japonii prawdopodobnie wystąpi też indywidualnie jako jedna z trzech "Biało-Czerwonych", nie mają większego sensu rozważania, na czyją korzyść działa przełożenie igrzysk, a kto traci na takim rozwiązaniu.

- Wszyscy są w takiej samej sytuacji. Trzeba podejść do tego spokojnie, przystosować się możliwie jak najlepiej do sytuacji, której nikt się nie spodziewał. Jest bardzo dużo czasu na przygotowania, a w 14 miesięcy można na nowo zbudować równie wysoką formę, w jakiej byłyśmy, a może nawet lepszą - dodała.

Podopieczne trenera kadry Bartłomieja Języka to zeszłoroczne mistrzynie Europy, które dzięki udanym występom także w Pucharze Świata przez pewien czas nawet prowadziły w rankingu FIE.

- Wiadomo, że przez rok hierarchia może się nieco zmienić, o ile będą się w ogóle odbywać jakieś zawody. W przypadku szermierki na igrzyskach w poszczególnych broniach walczy tylko po osiem zespołów, co sprawia, że kwalifikacje są niesamowicie trudne. Chyba nie ma innej rywalizacji drużynowej, by pierwszym etapem były ćwierćfinały. Poziom, zwłaszcza w szpadzie, jest niesłychanie wyrównany. Ostatnie miesiące były dla nas bardzo udane, ale zdawałyśmy sobie sprawę, że równie dobrze jak pierwsze możemy być w Tokio ósme i to nie będzie powód do wstydu. Niezależnie od okoliczności za rok będzie podobnie i nasze podejście też się nie zmieni, choć oczywiście mierzymy wysoko i mamy swoje marzenia - tłumaczyła Trzebińska, obecnie zajmująca 30. lokatę w "zamrożonej" klasyfikacji szpadzistek.

Od prawie dwóch miesięcy nie odbywają się żadne zawody, z kalendarza zniknęły m.in. czerwcowe mistrzostwa Europy w Mińsku.

- Imprezy międzynarodowe zostały odwołane co najmniej do końca czerwca. Zmagania zostaną wznowione, gdy wszystkie federacje będą mogły wysyłać szermierzy na zawody. Nasz związek zdecydował, że mamy przejść do okresu roztrenowania. Dlatego ćwiczyłam 3-4 razy w tygodniu, a zajęcia miały niewielką intensywność i miały na celu podtrzymanie dobrej formy psychofizycznej. Teraz czekamy na wytyczne, jak to ma wyglądać w najbliższych tygodniach. Jednak decyzje naszego związku i trenerów, poza tym że uwzględniające wszelkie zasady bezpieczeństwa, uzależnione będą od informacji FIE ws. kalendarza - wskazała wicemistrzyni globu z 2017 roku.

Przekazała, że wolny czas, "którego nagle zrobiło się bardzo dużo", spożytkowała przede wszystkim na pełną regenerację oraz pomoc mamie w jej pracy.

Jak podkreśliła, z medycznego punktu widzenia szermierka jest traktowana bardziej jako dyscyplina drużynowa niż indywidualna, gdyż na planszy kontakt z rywalem jest dość bliski.

- Dlatego m.in. właśnie ze względów bezpieczeństwa nas nie dotyczą pierwsze decyzje o "odmrażaniu" sportu polskiego i szermierzy nie będzie w pierwszym rzucie sportowców, którzy będą ćwiczyć w Centralnych Ośrodkach Sportu. Poza tym na chwilę obecną organizowanie obozów czy intensywnych przygotowań nie jest wskazane, bo nie mamy jeszcze nawet zarysu kalendarza, nie wiemy, czy wrócimy do rywalizacji jesienią, pod koniec roku czy dopiero w 2021 - zaznaczyła Trzebińska.

Przyznała przy tym, że w normalnej sytuacji wyjazdowe zgrupowania przynoszą lepsze efekty niż wyłącznie praca w klubach.

- Na obozie co prawda jesteśmy w jakiejś formie skoszarowani, ale trzeba zauważyć, że jakość treningu jest wyższa niż codziennych zajęć w klubie. Nic nas nie rozprasza, nie mamy do załatwienia wielu codziennych spraw, odpadają prozaiczne obowiązki domowe, jak zakupy, przygotowanie posiłków, sprzątanie, itp. Można się skupić na zajęciach i regeneracji, gdyż jest z nami zawsze fizjoterapeuta, mamy na miejscu możliwość odnowy biologicznej, a i warunki treningu są zazwyczaj lepsze niż w klubach - uzasadniła.

Wspomniała jednak przy tym, że nie jest zwolenniczką zbyt długich zgrupowań.

- Szermierka to sport walki i po kilku dniach intensywnych treningów atmosfera nieraz robi się "gęsta" od emocji, napięcia, ale częste i niezbyt długie konsultacje kadry dobrze wpływają na naszą formę sportową - powiedziała brązowa medalistka ubiegłorocznych mistrzostw Europy.

Jak podkreśliła, treningi, zgrupowania, walki sparingowe z koleżankami z reprezentacji to nie to samo, co zawody.

- Bardzo mi tego brakuje. Starty dla mnie i całej drużyny były ważnym elementem przygotowań do igrzysk, a ja osobiście bardzo lubię zawody, czerpię z nich energię, mnie rywalizacja napędza, dają mi mnóstwo motywacji. Inaczej się trenuje wiedząc, że za chwilę czeka mnie weryfikacja, a inaczej, jeśli w perspektywie nie ma żadnego poważnego sprawdzianu - podsumowała Trzebińska.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama