Reklama

Reklama

Tokio 2020. Co za historia piłkarzy ręcznych – drugi raz przegrali tak samo!

Każde zwycięstwo, medal dedykuję mojemu przyjacielowi Alfredo Quintanie oraz rodzinie – mówił przed tym turniejem jeden z liderów reprezentacji Portugalii Rui Silva. I Portugalia doczekała się historycznego triumfu w starciu z Bahrajnem, który po raz drugi w kuriozalny sposób stracił punkty.

22 lutego podczas treningu FC Porto zasłabł bramkarz tej drużyny Alfredo Quintana. Sytuacja przypominała tę z piłkarskiego turnieju EURO, gdy na boisko upadł nagle Christian Eriksen. Tyle że serce Duńczyka szybko wznowiło pracę, a sytuacja bramkarza reprezentacji Portugalii była bardziej skomplikowana. Mimo natychmiastowej reanimacji i przewiezienia do szpitala, tam po dwóch dniach sytuacja się znacznie pogorszyła, a 26 lutego czarnoskóry bramkarz "Smoków" zmarł. Dziś mija dokładnie pięć miesięcy od tego zdarzenia, a przecież Quintana był podstawowym golkiperem reprezentacji, niezwykle lubianym. Jeszcze w styczniu grał na mundialu w Egipcie. Jego bliski przyjaciel Rui Silva wytatuował sobie sylwetkę Alfredo na prawej ręce - w bramkarskiej bluzie i z piłką w ręce. Dwa tygodnie później, we Francji, Portugalia wywalczyła historyczny awans na igrzyska, kosztem Chorwacji. A decydującą bramkę w starciu z Francją na 29:28 rzucił właśnie Rui Silva.

Reklama

Tyle że w olimpijskim turnieju Portugalczycy pierwsze spotkanie dość wyraźnie przegrali z Egiptem i gdyby dziś ponieśli straty w starciu z Bahrajnem, ich awans do ćwierćfinału stałby się wątpliwy. A Bahrajn, choć to kopciuszek, w niesamowitych okolicznościach przegrał pierwsze starcie ze Szwecją, choć cały czas prowadził, a na dodatek miał rzut karny na remis już po upływie czasu gry. https://sport.interia.pl/raporty/raport-tokio-2020/aktualnosci/news-sensacja-byla-blisko-wicemistrz-swiata-uciekl-przed-kompromi,nId,5378295. I choć to trudne do uwierzenia, to teraz sytuacja się powtórzyła!

Tokio 2020. Co za historia Bahrajnu

Bahrajn w tym roku poczynił olbrzymie postępy - praca byłego reprezentanta Islandii oraz selekcjonera tamtejszej reprezentacji Arona Kritjanssona daje efekty. Do tego stopnia, że Portugalia niemal przez całe spotkanie goniła rywali. Do pierwszego remisu w drugiej części doprowadziła na siedem minut przed końcem - było 23-23. Na półtorej minuty przed końcem, gdy było 25-25, Bahrjan miał sytuację niemal komfortową. Był w posiadaniu piłki, rywale dostali dwuminutową karę. A jednak Azjaci zupełnie się pogubili w ataku, Portugalia przechwyciła piłkę, a po kontrze Pedro Portela trafił na 26-25. Dwa dni temu Szwecja też prowadziła w drugiej połowie tylko raz - na samym końcu. I wtedy Bahrajn zmarnował rzut karny na remis - i teraz również! Na 15 sekund przed końcem w poprzeczkę rzucił Mohamed Ahmed - gracze z Bahrajnu nie dowierzali, Portugalia nie dała już sobie zabrać piłki i zwycięstwo mogła zadedykować Alfredo Quintanie.

Tokio 2020. Nieudany rewanż Egiptu

Ciekawie zapowiadał się mecz mistrzów świata Duńczyków z Egiptem - był to rewanż za ćwierćfinał niedawnego mundialu, który w styczniu w Afryce też odbywał się bez kibiców. Wtedy po dwóch dogrywkach i rzutach karnych wygrali Duńczycy (35-34, 4-3 w karnych), ale Egipcjanie w drugiej dogrywce byli o krok od przerwania ich złotego marszu. Teraz pierwsza połowa też wskazywała, że Duńczycy mogą być w opałach. Cała ofensywa mistrzów świata opierała się na trafieniach Mikkela Hansena oraz Mathiasa Gidsela, przy czym genialny rozgrywający rzucał głównie z karnych. Na dodatek bramkarz Danii Niklas Landin odbił dwa razy więcej piłek nie jego odpowiednik z Egiptu. Po przerwie Dania krok po kroku przejmowała inicjatywę, ale dopiero w ostatnich 10 minutach była wyraźnie lepsza od najlepszej drużyny z Afryki.

W trzecim meczu grupy B Szwecja męczyła się z Japonią, ale na końcu okazała się o dwie  bramki lepsza. Wicemistrzowie świata przez całą drugą połowę mieli dość spokojną przewagę, aż tu nagle w samej końcówce gospodarze igrzysk zbliżyli się na jedno trafienie. Szwecja wygrała jednak po raz drugi, ale forma tej drużyny jest daleka od styczniowej z mundialu.

Tokio 2020. Hiszpanie z karnym po syrenie

W grupie A raczej dość szybko wyjaśni się, że do ćwierćfinałów nie awansują ekipy z Ameryki Południowej, czyli Brazylia i Argentyna. Dziś przegrały po raz drugi - i to wyraźnie. Brazylia przez całe spotkanie była gorsza od Francji, a trener "Trójkolorowych" mógł ze spokojem dać podobny czas w grze całej swojej czternastce. Z kolei Argentyna trzymała się blisko Niemiec przez 35 minut, ale później zespół z Europy zdecydowanie uciekł rywalowi. Ciekawe za to było starcie dwóch drużyn z naszego kontynentu - Hiszpania po raz drugi wygrała jedną bramką, tym razem 28-27 z Norwegią. Tu z kolei przez 35 minut dominowała Norwegia, później inicjatywę przejęła Hiszpania, ale na 34 sekundy przed końcem, po trafieniu Magnusa Joendala i tak był remis. Na 7 sekund przed końcem rozgrywający Łomży Vive Kielce Alex Dujszebajew zagrał do obrotowego Adriana Figuearasa, a ten wywalczył karnego. Aleix Gomez rzucił gola na 28-27 i Hiszpania ma komplet punktów.

Andrzej Grupa

Wyniki piłki ręcznej w Tokio 2020

Grupa A

Brazylia - Francja 29-34 (13-16)

Argentyna - Niemcy 25-33 (13-14)

Hiszpania - Norwegia 28-27 (13-14)

 

Tabela

1. Francja        4 pkt    67-56

2. Hiszpania    4 pkt    56-54

3. Niemcy       2 pkt    60-53

4. Norwegia    2 pkt    54-52

5. Brazylia      0 pkt    53-61

6. Argentyna   0 pkt    52-66

 

Grupa B

Egipt - Dania 27-32 (15-14)

Bahrajn - Portugalia 25-26 (15-14)

Japonia - Szwecja 26-28 (14-17)

1. Dania          4 pkt    79-57

2. Szwecja      4 pkt    60-57

3. Egipt           2 pkt    64-63

4. Portugalia   2 pkt    57-62

5. Bahrajn       0 pkt    56-58

x

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje