Reklama

Reklama

Tokio 2020. Banderas jest bardzo wrażliwy i szczery. Polska nie ma szczęścia do koni

To potężny cios dla polskiej reprezentacji, która bardzo walczyła, aby uczestniczyć wreszcie w zawodach jeździeckich igrzysk olimpijskich. Koń Pawła Spisaka imieniem Banderas jeszcze w środę czuł się świetnie, ale w czwartek zakulał na oczach jury medycznego. A ono jest bezwzględne.

Polska nie ma szczęścia do zawodów jeździeckich. Jeszcze przed wojną, polscy jeźdźcy i ich konie zaliczali się do światowej czołówki, która na igrzyskach walczyła o medale olimpijskie. Biało-Czerwonym udawało się je zdobyć - w 1928 r. w Amsterdamie polska drużyna WKKW sięgnęła po brązowy medal za Holendrami i Norwegami, a jeźdźcy dosiadali konie o swojskich imionach Lwi Pazur i Moja Miła.

Podczas igrzysk w 1936 r. w Berlinie w Trzeciej Rzeszy polska drużyna jechała po złoto. Obsługujący trasę hitlerowski oficer w trakcie crossu poinformował wtedy Henryka Leliwę-Roycewicza (późniejszego bohatera powstania warszawskiego), że ominął jedną z przeszkód. Polak zawrócił tylko po to, by przy owej przeszkodzie usłyszeć grzeczne przeprosiny - okazało się, że "sędzia się pomylił". Polacy wnieśli protest, ale zdobyli jedynie srebrny medal. Złoto przypadło Niemcom.

Reklama

Do legendy przeszły zawody jeździeckie pięcioboju nowoczesnym na igrzyskach w Atenach w 2004 roku. Tam zawodnicy nie startują na swoich wierzchowcach, ale je losują. Polak Marcin Horbacz stracił szansę medalową, bo wylosował konia, który odmawiał skakania.

Jeździectwo. Polska wygrywa w mundurze

Na igrzyskach w Moskwie w 1980 roku Polska zdobyła złoto w jeździectwie. Wywalczył je Jan Kowalczyk na koniu Artemor, ale dlatego, że startował w wojskowym mundurze. Okazało się bowiem, że Artemor - jako koń Legii Warszawa - płoszy się i jest niespokojny, gdy dosiada go ktoś w klasycznym ubiorze dżokeja. Polska wystosowała wniosek do MKOl o zgodę na ubranie jeźdźca w mundur, zgoda przyszła. Mundur specjalnie wieźli Kowalczykowi z warszawy lekkoatleci, którzy docierali na igrzyska później i w uniformie, na spokojnym Artemorze polski jeździec sięgnął po złoto.

Teraz, przy okazji Tokio kłopoty zaczęły się przed igrzyskami. Polska zawaliła jednak transport koni na zawody do Moskwy, które stanowiły wielką szansę na kwalifikację olimpijską drużyn w skokach przez przeszkody. Kilku jeźdźców nie pojechało do Moskwy, gdyż brakowało odpowiednich dokumentów dla ich koni. Polska pojechała do Rosji w okrojonym i nie najmocniejszym składzie. Nie poleciała też na zawody samolotem, w zorganizowanym odgórnie i opracowanym logistycznie wyjeździe. Każdy docierał na własną rękę, transportując konie samochodami przez pół Europy. Wszyscy Polacy stracili ogromną szansę, a walkę o awans olimpijski w Moskwie przegrali zaledwie... jednym punktem z Izraelem. Gdyby więc wystawili czwartą parę, zapewne byliby w Tokio.. Olimpijski występ próbowała ratować jeszcze w Atenach - już nadaremnie.

CZYTAJ TAKŻE: Tokio 2020 to igrzyska krasnali. To ich moment

Mamy jednak drużynę w WKKW, czyli Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego, obejmującym ujeżdżenie, cross i skoki przez przeszkody. Paweł Spisak miał też wystąpić indywidualnie, nie nie wystąpi. Jego koń Banderas nie przeszedł przeglądu weterynaryjnego, a trzeba wiedzieć, że jest to przegląd bardzo skrupulatny.

Tokio 2020. Koń kuleje

Jury reaguje na wszelkie niedomaganie konia, objawy jakiejś choroby czy kontuzji. Natychmiast jest one eliminowany, a odwołania nie ma. Na dodatek osobny przegląd medyczny odbywa się przed crossem i osobny przed skokami, a przy trudnym crossie terenowym wiele koni potem ma drobne urazy albo kuleje czasem ze zwykłego zmęczenia.

Jakby tego było mało, trafiło na Banderasa, który jest koniem znakomitym, ale jednocześnie bardzo wrażliwym. Nie jest tajemnicą w środowisku jeździeckim, że ten zwierzęcy reprezentant Polski jest w gruncie rzeczy hipochondrykiem. U konia oznacza to, że gdy tylko czuje jakiś dyskomfort, pokazuje to wyraźnie np. utykając. Z tego powodu Paweł Spisak oszczędza go jak może, nie wyjeżdża często na dekoracje itd. 

Nie wiadomo, co dolega Banderasowi, ale to raczej nic poważnego, przy czym koń od razu wyraźnie to pokazał. Możliwe, że ma jakieś drobne skręcenie albo coś w tym stylu. U człowieka taki uraz nie wykluczałby go z zawodów, ale zwierzę wyklucza. Paweł Spisak nie wystartuje, a to jego piąty start olimpijski.

Jeździectwo jest sportem pięknym, ale i wymagającym i ryzykownym. Jedynym, w którym obok człowieka startuje zwierzę i ono także walczy o medale. Ma też swoje humory, dolegliwości i wymagania. Są wśród koni twardziele, którzy nie kuleją nawet przy jakimś bólu, ale są też zwierzęta wrażliwe, więc takie dyskwalifikacje są w WKKW bardzo częste.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje