Reklama

Reklama

Tokio 2020

Tokio 2020. Andrzej Rżany: Wszyscy będą mieli ten sam kłopot

Bokser Andrzej Rżany uważa, że przeniesienie igrzysk w Tokio na przyszły rok z powodu pandemii koronawirusa to dobra decyzja, ale niesie dużo zmian dla sportowców. - Przygotowania do takiej imprezy to długi cykl, a nie trzy miesiące czy pół roku - wspomniał trzykrotny olimpijczyk.

Jak przyznał Rżany, w swojej bogatej karierze nie zetknął się z podobną sytuacją, kiedy sportowcy mają problem z treningiem i są zmuszeni siedzieć w domu.

Reklama

- Po zaostrzeniu obostrzeń nawet bieganie w tej chwili jest niemożliwe. Można dbać o formę, ale to zależy, jakie kto ma warunki w domu. Bokserzy mogą wygospodarować w piwnicy czy w garażu trochę miejsca i potrenować. Ale to zadziała na krótki okres, bo zawodnik trenując sam do niczego nie dojdzie - skomentował.

Trzykrotny uczestnik igrzysk (Barcelona 1992, Sydney 2000, Ateny 2004) powiedział, że według niego decyzja MKOl-u o przeniesieniu igrzysk była słuszna, bo nie było potrzeby narażać zdrowia sportowców, ale niesie ona też ze sobą pewne komplikacje.

- Trzeba pamiętać, że zawodnik, nie tylko bokser, ale każdy, przygotowuje się do igrzysk nie przez trzy, cztery miesiące czy nawet pół roku, tylko to jest długi, dokładnie opracowany cykl. Teraz wszyscy będą mieli kłopot. Starsi zawodnicy, bo ucieka im rok, co nie jest bez znaczenia. Za to mają większe doświadczenie, a więc powinni lepiej wiedzieć, jak pracować, aby osiągnąć formę. Młodsi za to mają może zdrowszy organizm, lepiej znoszący zmiany, ale nie mają doświadczenia. Poza tym nie jest jasne, kiedy będzie można normalnie trenować. Każdy zatem będzie miał swoje kłopoty. Nie było jednak innego wyjścia i trzeba było przenieść igrzyska - dodał.

Rżany na igrzyskach startował trzy razy, w tym dwa razy dotarł do ćwierćfinału. Na igrzyskach w Atenach był pewien, że w walce o medal prowadzi na punkty, ale po końcowym gongu to rywal cieszył się ze zwycięstwa.

- Wszystkim naszym bokserom życzę jak najlepiej i chciałbym, aby do Tokio pojechał nie jeden, ale znacznie większa grupa. Z doświadczenie jednak wiem, że będzie bardzo ciężko wywalczyć kwalifikacje. To jest rzeź niewiniątek. Nie można do nich podejść na zasadzie, a może się uda. Nie ma mowy o żadnej "połowie gwizdka". Kwalifikacje to już jest walka o medal igrzysk i wszyscy są do nich przygotowani na sto procent. Jeżeli ktoś nie będzie dobrze przygotowany, nie ma szans na awans - tłumaczył.

Wśród polskich zawodników największe szanse na wyjazd do Japonii, a nawet zdobycie medalu daje się Mateuszowi Masternakowi, który z boks zawodowy porzucił w zeszłym roku dla olimpijskiej odmiany. Rżany jest ostrożny w ocenie szans wrocławianina.

- Mateusz nie ma wcale łatwiej. Pamiętajmy, że musi się przestawić na inne pięściarstwo. Łatwiej spowolnić i wydłużyć niż skrócić i przyspieszyć. A tak to właśnie wygląda w jego przypadku. Walczył po 10-12 rund, mógł kierować tempem, a teraz ma trzy szybkie starcia. Gorąco mu kibicuję i liczę, że da radę. Będzie jednak ciężko - skomentował brązowy medalista mistrzostw świata z 1999 roku i mistrzostw Europy z roku 2004.

Na koniec rozmowy Rżany wspomniał też o trenerze Ryszardzie Furdynie, który zmarł w środę w wieku 73 lat, a na pewno miałby cenne rady dla zawodników w tym trudnym okresie.

- Rano wysłaliśmy mu z żoną życzenia urodzinowe, a 10 minut później odebraliśmy telefon, że trener nie żyje. Dla mnie to był przede wszystkim przyjaciel, a dopiero później trener. Bardzo dobry człowiek, który przyciągał do siebie ludzi. Szkoda, że przez tę pandemię nie będzie można pojechać na pogrzeb. Ale kiedy ta pandemia w końcu minie, na pewno wybiorę się na jego grób - dodał.

Rżany to nie tylko uczestnik igrzysk olimpijskich i medalista mistrzostw świata i Europy, ale także 11-krotny mistrz Polski i pięciokrotny zwycięzca turnieju im. Feliksa Stamma.

Dowiedz się więcej na temat: Tokio 2020