Reklama

Reklama

Sensacja była blisko – wicemistrz świata uciekł przed kompromitacją

Niewiele zabrakło, by już w pierwszym dniu zmagań piłkarzy ręcznych doszło do sporej sensacji. Bahrajn spokojnie mógł ograć wicemistrza świata Szwecję, a jednak szansę zmarnował. Choćby na remis, gdyby już po czasie gry wykorzystał rzut karny. Do ostatnich sekund ważyły się też losy pierwszego w turnieju starcia gigantów – Hiszpanie pokonali Niemców 28-27.

Sytuacja w męskim turnieju piłki ręcznej wygląda trochę jak u siatkarzy - obie grupy są nierówne. W grupie A jest czterech potentatów (Norwegia, Francja, Hiszpania i Niemcy) oraz dwa zespoły od lat aspirujące do czołówki (Argentyna, Brazylia), potrafiące sprawiać faworytom spore kłopoty. W grupie B faworyci są jednak wyraźni - to mistrz świata ze styczniowego mundialu w Egipcie (Dania) oraz wicemistrz (Szwecja), a do ćwierćfinału powinny też awansować reprezentacje Egiptu i Portugalii. Wydawało się zaś, że dość wyraźnie poziomem od stawki odstają Bahrajn i Japonia, ale już pierwszy mecz tej grupy pokazał, że wcale tak być nie musi.

Reklama

Bahrajn zaskoczył Szwecję

Mowa tu o Bahrajnie - zespole budowanym zupełnie inaczej niż Katar, który oparł się na europejsko-kubańskim zaciągu. Na mundialu w Egipcie na początku roku Bahrajn prezentował się kiepsko, wygrał tylko jeden mecz z Demokratyczną Republiką Konga, a z mocarzami, Danią czy Chorwacją, przegrywał kilkunastoma bramkami. Podobnie miało być i dziś w starciu ze Szwecją - i pewnie każdy by po kilku minutach powiedział, że tak właśnie będzie. Bahrajn prowadził co prawda 3-2, ale Szwedzi w niecałe pięć minut sześć razy pokonali bramkarza Mohameda Aliego. Niemal wyłącznie po kontrach, bo Azjaci gubili się w ataku. I aż trudno sobie wyobrazić, że to spotkanie nagle tak bardzo się zmieniło. Jeszcze przed przerwą Bahrajn uzyskał prowadzenie i utrzymywał je niemal do samego końca meczu. Wicemistrzowie świata nie radzili sobie z wysoką obroną rywali, często grali nonszalancko, jedynie lewoskrzydłowy Hampus Wanne "trzymał" ich przy życiu.

Palicka uratował Szwecję

Szwedzi trzykrotnie doprowadzali po przerwie do remisu, ani razu przed 60. minutą nie objęli prowadzenia, a w 55. minucie Bahrajn po kontrze prowadził już 31-29. Do sensacji nie doszło, bo Szwedzi trochę się ogarnęli, szczególnie w defensywie. Już po upływie czasu gry honor uratował im bramkarz Andreas Palicka, który obronił rzut karny Mohameda Aliego. Wcześniej zawodnik z Bahrajnu nie pomylił się z siedmiu metrów ani razu. - Wykorzystałem swoje doświadczenie, postanowiłem czekać, nie ruszać się zbyt szybko - mówił Palicka, który na dobrą sprawę został trafiony przez rywala. - Nie mieliśmy kontroli nad tym meczem. Wygraliśmy szczęśliwie i przed kolejnym spotkaniem musimy wszystko poprawić o sto procent - dodał.

Niemcy zmarnowali szansę

Także po upływie czasu mogło się inaczej zakończyć starcie Niemców z Hiszpanami, bo tutaj to rozgrywający Philipp Weber wykonywał bezpośredni rzut wolny z dziewięciu metrów. Nie trafił w bramkę i Hiszpanie wygrali 28-27. W dużej mierze to zasługa rozgrywającego Łomży Vive Kielce Aleksa Dujszebajewa, który w ostatnich dwóch minutach zdobył dwie bramki po charakterystycznych dla siebie indywidualnych akcjach, a przecież do tego momentu zbytnio mu nie szło (2/5 z gry). Niemcy za to swoje dwie szanse zmarnowali faulami w ataku, a trzecią, na kilka sekund przed końcem, stworzył im doświadczony Eduardo Gurbindo, który źle wznowił grę przed swoją bramką. Rywale wywalczyli jednak tylko faul, a w konsekwencji - bezpośredni rzut z dziewięciu metrów.

Egipt czarnym koniem?

W innych spotkaniach takich emocji już nie było. Norwegia przez 32 minuty trochę męczyła się w starciu z Brazylią, Sander Sagosen często mylił się z dystansu. Zdobyła jednak pięć bramek z rzędu (17-14) i spokojnie już panowała nad wydarzeniami. Podobnie zresztą jak Francja w meczu z Argentyną oraz Dania, która urządziła sobie strzelecki festiwal w pojedynku z Japonią (47-30).

Ważne zwycięstwo odniosła za to reprezentacja Egiptu, która w ostatnim kwadransie była już wyraźnie lepsza od debiutującej na igrzyskach Portugalii. Egipcjanie bardzo dobrze spisywali się już w mistrzostwach świata w styczniu, gdzie dopiero po dogrywce przegrali z późniejszym mistrzem świata Danią. Wtedy jednak dość często podkreślano, że w turnieju rozgrywanym w ich kraju było im po prostu łatwiej. W hali Yoyogi w Tokio pokazali jednak, że i na igrzyskach mogą być "czarnym koniem", a kluczowe będzie starcie w ćwierćfinale - zapewne też z którymś z europejskich potentatów z grupy A.

Andrzej Grupa

 

Wyniki turnieju piłki ręcznej Tokio 2020:

Grupa A:

Norwegia - Brazylia 27-24 (12-13)

Francja - Argentyna 33-27 (12-10)

Niemcy - Hiszpania 27-28 (13-12)

Grupa B:

Szwecja - Bahrajn 32-31 (16-18)

Portugalia - Egipt 31-37 (15-15)

Dania - Japonia 47-30 (25-14)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje