Reklama

Reklama

Tokio 2020

Prezydent WADA Witold Bańka dla Interii: Skala dopingu w Rosji jest bardzo duża

- Dzięki przywróceniu do systemu RUSADA (Rosyjskiej Agencji Antydopingowej), warunkowanemu dostarczeniem danych laboratoryjnych do WADA, odkryliśmy już 57 przypadków sportowców, którzy są podejrzewani o stosowanie środków dopingujących. W ramach tylko jednego projektu. Zatem skala jest bardzo duża - alarmuje w rozmowie z Interią prezydent WADA Witold Bańka.

Prezydent Bańka, który jest głównym szeryfem do walki z dopingiem na świecie, przejął stery WADA na początku 2020 r. Jego organizacja nałożyła ostre sankcje na Rosję już w grudniu 2019 r.

Reklama

Zawiesiła ją w światowym sporcie na cztery lata, wyrzucając reprezentację Rosji z IO w Tokio i MŚ 2022 w Katarze. Tylko sportowcy, którzy udokumentują, że są czyści, mogą startować pod flagą MKOl-u. Ta kara miała być wstrząsem za haniebny proceder fałszowania danych. Informatycy WADA wykryli, iż z danych, jakie otrzymali z RUSADA, usunięto setki podejrzanych wyników badań sportowców.

Michał Białoński, Interia: Jakie ma pan odczucia po pierwszych miesiącach przewodzenia Światowej Agencji Andydopingowej? Jak bardzo ta praca różni się od tej ministra sportu?

Witold Bańka, prezydent WADA: - Funkcjonujemy w obszarze sportu, natomiast wiadomo, że jest to organizacja o charakterze globalnym, nadzorująca ponad 700 federacji i 189 państw w zakresie polityki antydopingowej. Zatem zakres jest bardzo duży i organizacja o ogromnym znaczeniu nie tylko sportowym, ale i geopolitycznym. Obszar działania jest bardzo duży, ale odpowiedzialność też jest wielka.

Jeśli chodzi o pierwsze tygodnie i miesiące, to zdajemy sobie wszyscy sprawę, że sytuacja z koronawirusem zaskoczyła cały świat, nie tylko ten sportowy. Trzeba do niej dostosować swoją aktywność i wszystkie działania, które podejmujemy.

Z pewnością śledzi pan, co się dzieje w czasach pandemii w polskim sporcie. Nie obawia się pan, że za bardzo zamroziliśmy sport, w stosunku do innych krajów? Na przykład Iga Świątek w Warszawie do poniedziałku nie mogła korzystać z kortów, a Hubert Hurkacz mógł to robić, gdyż przebywa w USA, choć ten kraj jest jeszcze bardziej dotknięty pandemią niż Polska. Lekkoatleci też mają prawo czuć się pokrzywdzeni względem kolegów z innych państw. Pierwsze COS-y dopiero zostaną otwarte, a przez pewien czas nie mogli korzystać nawet z lasów.

- Proszę mi wybaczyć, ale - biorąc pod uwagę stanowisko, które obecnie zajmuję - nie chciałbym komentować, bo byłoby to niezręczne, polityki Ministerstwa Sportu. Funkcjonuję już w zupełnie innej przestrzeni. Nie jest moją rolą komentowanie tego, co się dzieje w polskim sporcie od strony zarządczej. Jako były minister i człowiek, który kocha sport, oczywiście śledzę, to co się dzieje w nim i nadal będę to robił, bo całym sercem jestem za "Biało-Czerwonymi" - także jako kibic, jednak nie chciałbym komentować aktualnej polityki Ministerstwa.

Czy pani minister Danuta Dmowska-Andrzejuk, która przejęła pałeczkę po panu, korzysta z pana porad i doświadczeń?

- Pani minister prowadzi swoją, autonomiczną politykę. Jest ministrem i dobrze odpowiada za cały polski sport i myślę, że wie. co robi. Ja już mam zupełnie inny obszar i nie chciałbym wywoływać wrażenia dyskomfortu. Funkcjonujemy w zupełnie innej przestrzeni.

Jak pan ocenia ciężkie starcie, jakie WADA toczy z dopingiem w Rosji. Widzi pan nadzieję na to, że w tym kraju uda się na trwałe zwalczyć proceder dopingowy?

- Kwestia z Rosją jest wielowątkowa i wielowymiarowa. Kilka dni temu ogłosiliśmy zakończenie najważniejszego śledztwa w historii antydopingu. Dostarczyliśmy do 28 narodowych agencji antydopingowych i federacji sportowych dane dotyczące 298 sportowców, podejrzewanych o naruszenie przepisów antydopingowych i udział w systematycznym przemyśle dopingowym. Na 153 przypadki są bardzo twarde dowody, 145 przypadków w naszej ocenie mogło ulec manipulacjom. Natomiast wszystkie te dane zostały dostarczone do narodowych federacji i oczekujemy podjęcia działań dyscyplinarnych w kontekście tych podejrzanych sportowców.

Druga część to jest program reanalizy próbek, jakie otrzymaliśmy z moskiewskiego laboratorium, dzięki przywróceniu RUSAD-y do systemu w 2018 r. Decyzja o przywróceniu była krytykowana w świecie sportu, ale dzisiaj zyskujemy potwierdzenie, że ona była trafna. Dzięki przywróceniu do systemu RUSAD-y, warunkowanemu dostarczeniem danych laboratoryjnych do WADA, mogliśmy, w ramach programu reanalizy próbek, odkryć już 57 przypadków sportowców, którzy są podejrzewani o stosowanie środków dopingujących. W ramach tylko tego projektu. Zatem skala jest bardzo duża.

Kolejna kwestia to są sankcje nałożone w zeszłym roku na RUSAD-ę, na Rosję. Rosja, jak wiemy, odwołała się od tej decyzji do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie i to CAS będzie ostateczną instancją, która podejmie decyzję w sprawie tych sankcji. Zobaczymy, czy one zostaną utrzymane, czy będą wyglądały inaczej.

Jakiś czas temu złożyliśmy wniosek do Trybunału o tzw. public hearing, czyli wysłuchanie publiczne.

Jaki był efekt?

- Został on niestety odrzucony. Chcieliśmy, aby wysłuchanie było dostępne dla wszystkich obserwatorów, dla mediów. Ze względu na brak zgody ze strony uczestników procesu niestety rozprawa została utajniona. Dlatego za dużo w tym temacie nie mogę powiedzieć dopóki nie zapadnie ostateczne rozstrzygnięcie w CAS. Natomiast nie jest tajemnicą, że jako szef Światowej Agencji Antydopingowej wspieram decyzję, jaką w zeszłym roku, jednomyślnie podjęła WADA w stosunku do RUSAD-y, do Rosji.

Dowiedz się więcej na temat: Witold Bańka