Reklama

Reklama

Anna Kiesenhofer zniknęła tuzom z radarów

Annemiek van Vleuten w wieku 38 lat zdobyła wicemistrzostwo olimpijskie i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby na mecie nie była przekonana, że zwyciężyła. Zgubienie z radarów amatorskiej kolarki Anny Kiesenhofer to jedna z najpiękniejszych historii podczas igrzysk w Tokio – pisze dyrektor Michał Białoński.

Sport zawodowy, a w szczególności kolarstwo w XXI wieku zrobiły skokowy rozwój. Programy wspomagają człowieka w ulepszaniu jego sprzętu, sylwetki, jaką powinien zająć podczas jazdy, by osiągnąć najlepszą aerodynamikę, odżywek, dozwolonego i niestety, nadal pojawiającego się zabronionego wspomagania (doping). Gdy nadarzy się ucieczka z peletonu program dyktuje peletonowi, z jakim tempem powinien jechać, by "połknąć" śmiałka. Ileż razy w zawodowych tourach zdarza się, że dochodzi do tego tuż przed metą.

Anna Kiesenhofer znalazła błąd w systemie

Aż tu nagle, na najważniejszej imprezie, gdy jeden wyścig, a nie trzy tygodnie ścigania decydują o mistrzostwie olimpijskim zdarza się błąd w systemie. Systemie całej czołówki światowej, ale przede wszystkim Holendrów, bo to z tego kraju zawodniczki obsadziły aż cztery czołowe miejsca na pięć w światowym rankingu UCI.

Reklama

- Byłam przekonana, że wygrałam. Nikt nam nic nie powiedział, że oprócz dwójki, którą wyprzedziłyśmy na cztery kilometry przed metą jeszcze ktoś przed nami jedzie. Zresztą nie tylko ja miałam taką wiedzę, ale również moje koleżanki, które gratulowały mi zwycięstwa - mówiła zszokowana van Vleuten.

IO: szanse medalowe, wyniki, informacje. Bądź na bieżąco

Zaskoczone były nie tylko Holenderki. - Najlepsza zawodniczka wygrała. Annemiek była zdecydowanie najsilniejsza w tym wyścigu, więc to jej gratulujcie - powiedziała na antenie BBC Elizabeth Deignan, która do mety dojechała na 11. miejscu.

- To wielki błąd, że w tak ważnym wyścigu nie masz wiedzy, czy ktoś przed tobą jedzie - mówiła.

Dziwnym trafem inne ekipy, na przykład Francja, miały informacje o tym, że na czele i to ze sporą przewagą jest Kiesenhofer.

Deignan wysnuła tezę, że Holenderki się przeliczyły. Mając największą moc w peletonie dbały tylko o to, by zaszachować mocne rywalki na czele z Elisą Longo Borghini z Włoch, Niemkami, naszą Katarzyną Niewiadomą, czy nią samą i w efekcie zaszachowały się same! - Jeszcze takiego braku współpracy w peletonie nie widziałam - stwierdziła Brytyjka.

Adolf Schmal w 1896 r. poprzednim kolarskim mistrzem olimpijskim z Austrii

Tak oto Anna Kiesenhofer, o której kolarski świat zapomniał, wyrzucił ją do świata jazdy amatorskiej, pod koniec pierwszej setki rankingu wygrała. To pierwsze złoto olimpijskie dla Austrii od 2004 r., a w kolarstwie pierwsze od triumfu Adolfa Schmala podczas wyścigu 12-godzinnego na pierwszych nowożytnych igrzyskach w 1896 r.

Wszystko dzięki 30-latce, dla której kolarstwo jest tylko ucieczką od pracy naukowej: studiowała na Uniwersytecie Wiedeńskim, dyplom magistra obroniła na Uniwersytecie w Cambridge, później kształciła się na Politechnice Katalonii, a przewód doktorski z układów całkujących otworzyła na Politechnice w Lozannie. W Tokio nie zabrakło jej nie tylko inteligencji i kolarskiego know-how, ale także, a może przede wszystkim waleczności.

Jakim cudem tak gigantyczna wpadka mogła się przytrafić tak profesjonalnym teamom? Jeszcze większa niż ta polskiego pływactwa, gdy nasi zawodnicy musieli wracać z IO zanim zapłonął znicz. Z pewnością w holenderskiej ekipie polecą głowy.

Van Vleuten brakuje radia

Ów błąd w systemie jednocześnie ukazał piękno igrzysk. Oto na najwyższym stopniu podium mogła stanąć Austriaczka, która cztery lata temu straciła pracę w zawodowym kolarstwie, bo ktoś uznał, że jest za słaba. Kiesenhofer do Tokio przygotowywała się bez trenera, bez grupy zawodowej.

Anna złapała się do pierwszej ucieczki, która nastąpiła niemal tuż po starcie, początkowo z naszą Anną Plichtą, z którą ścigała się już nie raz (np. w 2016 r. podczas Tour de l’Ardeche). Jechała do mety ile sił w nogach, walczyła jak o życie, pomimo skrajnego zmęczenia. Leżąca na asfalcie toru Fuji International Cicuit doznała drgawek - tak była wyczerpana. Zastanawiała się nawet, czy to już koniec, czy nie musi nadal uciekać.

Van Vleuten próbowała zrzucić część winy na fakt, że w olimpijskiej rywalizacji - w odróżnieniu od tej w wielkich tourach - nie można posługiwać się komunikacją radiową ze swym teamem.

Michał Białoński, Interia



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje