Reklama

Reklama

Terroryzm uderza w sport

Borussia - AS Monaco 2-3. Roman Buerki: Nie przespałem ani jednej godziny

Piłkarze Borussii Dortmund przegrali wczoraj z AS Monaco 2-3 w pierwszym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Jednak nie da się ukryć, że traumatyczne doświadczenie zamachu, z dnia poprzedniego, pozostawiło ślad w psychice Łukasza Piszczka i spółki. "Z pewnością to nie były optymalne warunki do gry w Champions League" - podkreślił po meczu Roman Buerki, bramkarz Borussii.

Na stadionie Signal Iduna Park w Dortmundzie stało się to, co w jednym z dwóch możliwych scenariuszów wieścił w rozmowie z Interią Dariusz Nowicki, psycholog sportu klasy mistrzowskiej.

Reklama

- Cudów nie ma, takie doświadczenie na pewno zostaje. (...) Niepożądany kierunek reakcji wiązałby się z zachowaniem od strony depresyjnej, czyli pewnego rodzaju załamania energetycznego układu nerwowego, ze względu na siłę negatywnych emocji, jakie mogły pojawić się w wyniku tego wydarzenia - powiedział nam ekspert i wieloletni praktyk.

Piłkarze Borussii byli w stanie zagrać z AS Monaco, w drugiej połowie zmniejszyli rozmiary porażki, ale nie sposób stwierdzić, że wznieśli się na wyżyny swoim umiejętności. Zwycięstwo ciała nad duchem nie było spektakularne, bo frustracji nie udało się przekuć w sportowy gniew i złość.

"Nie przespałem ani jednej godziny. To nie jest idealne przygotowanie do takiego meczu. Cały czas próbowałem się rozluźnić. Cieszę się, że jest ze mną mój tata, z którym mogłem porozmawiać. Z pewnością to nie są optymalne warunki do gry w Lidze Mistrzów" - powiedział po spotkaniu golkiper zespołu z Zagłębia Ruhry Roman Buerki.

Wtórowało mu wielu, w tym obrońca Marcel Schmelzer, jakby chcąc podkreślić - ich zdaniem - nieludzką decyzję UEFA o przełożeniu meczu tylko o niespełna dobę. "To nie był zamach na autobus, tylko na ludzi. Pomija się ten fakt, ale to my byliśmy w środku. To sprawia, że niełatwo było wyjść na murawę, ale musieliśmy" - stwierdził defensor drużyny.

Również rezerwowy bramkarz Borussii Roman Waidenfeler podkreślił, na czym polegała największa trudność, by w obliczu dramatu stawić czoła rywalom z Monako. "Drużyna zagrała rewelacyjnie, ale bardzo ciężko było nam rozpocząć mecz. To co widzieliśmy, było niewiarygodne. Mieliśmy dużo szczęścia, ale zabrakło czasu, by się uspokoić" - dodał.

Wtorkowy wybuch ładunków na trasie przejazdu autobusu BVB doprowadził do poważnego urazu u Marca Bartry. Hiszpański obrońca Borussii przeszedł operację nadgarstka i kości promieniowej w prawej ręce, a po kilku dniach ma opuścić szpital.

AG