Reklama

Reklama

Polska szkoła boksu - czy nadal istnieje?

Był taki okres, gdy boks był wręcz polską dyscypliną narodową. Polscy pięściarze zdobyli ponad ćwierć setki medali olimpijskich. Takie nazwiska jak Kulej czy Stamm zna niemal każdy, kto interesuje się sportem, niekoniecznie tylko boksem. W powojennych dekadach mówiło się wręcz o „polskiej szkole boksu”.

Listę rozpoczyna rok 1952 i złoty medal w wadze półśredniej zdobyty na igrzyskach olimpijskich przez Zygmunta Chychłę. W latach sześćdziesiątych przyszły kolejne sukcesy olimpijskie w boksie. Złote medale zdobywają m.in. Kazimierz Paździor (1960, waga lekka), Marian Kasprzyk (1964, waga półśrednia), nie można zapominać o dwóch złotych krążkach wywalczonych przez Jerzego Kuleja w wadzie lekkopółśredniej w 1964 i 1968 roku.

Reklama

Ogólnie polscy pięściarze w XX wieku zdobyli 8 złotych medali olimpijskich. W historii polskiego bosku nie brakowało też srebrnych krążków. Tych w latach 1952 - 1980 bokserzy znad Wisły zdobyli 9. Do puli olimpijskich sukcesów na ringu doliczyć trzeba aż 26 medali brązowych. Tym samym boks jest dyscypliną znajdująca się w czołówce polskiego sportu biorąc pod uwagę sukcesy na igrzyskach.

Nie można też nie wspomnieć o postaci Feliksa Stamma, jednego z najsłynniejszych polskich trenerów bokserskich, wychowawcy i trenera kilkudziesięciu bokserów, mistrzów oraz medalistów olimpijskich, świata i Europy. Jako trener siedem razy wyjeżdżał ze swoimi zawodnikami na igrzyska olimpijskie - od 1936 do 1968 roku.

Nic dziwnego, że w latach świetności polskich pięściarzy zaczęło się mówić wręcz o "polskiej szkole boksu". To jednak trochę sztucznie wytworzona idea.

Walka na dystans, lewy prosty, kontra


- My nie wymyśliliśmy przepisów, więc nie do końca można mówić o "polskiej szkole boksu" - mówi Jarosław Drozd, ekspert w dziedzinie boksu, prowadzący portal Polski Boks. -  My nie wymyśliliśmy żadnego ciosu ani żadnej techniki bokserskiej. De facto szkoła boksu może być angielska i francuska, bo były dwa systemy walki. Boks francuski jest bardziej otwarty, bardziej twardy, wręcz brutalny. Angielski z kolei to styl wyrachowany, jest stylem obronnym. W polskim boksie elementy tych stylów się mieszały. Mówiąc o "polskiej szkole boksu", bardziej chodziło o sposób prowadzenia walki. Stamm wykorzystywał potencjał zawodników, to byli utalentowani, sprawni uczniowie. Jeśli by jednak pokusić się o scharakteryzowanie polskiego stylu walki, to byłaby to walka na dystans, wykorzystania lewego prostego. Walka dystansowa z wykorzystaniem kontry. Kontrbokserzy to nie byli wariaci, którzy szli do przodu, to byli bokserzy rozważni.

Jak dodaje Drozd, Stamm stawiał nacisk na umiejętności techniczne.

- Warto pamiętać , że był wszechstronnym sportowcem, uprawiał lekką atletykę, był kawalerzystą. Doświadczenia z innych dyscyplin starał się wykorzystywać w boksie - opisuje. - Tak więc początkowo nikt nie myślał o tzw. polskiej szkole boksu. Dopiero jak zaczęliśmy odnosić pierwsze sukcesy zaczęto do tego dokładać pewną ideologię. Ale trzeba pamiętać, że do tych sukcesów doprowadziła długoletnia, systematyczna praca, odpowiednia selekcja, odpowiednia atmosfera.

Nowe pokolenie polskiego boksu


Ostatni medal na igrzyskach dla Polski zdobył w 1992 roku Wojciech Bartnik. Było to srebro. Potem przyszły "chude" czasy dla polskiego boksu. Było to m.in. związane z transformacją ustrojową.

- Przed zmianą, która nastąpiła w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, boks był dyscypliną resortową - wyjaśnia Paweł Pasiak, kierownik wyszkolenia w Polskim Związku Bokserskim. - Kluby bokserskie były prowadzone przez służby mundurowe, milicję, wojsko itp. Także przez kopalnie, duże fabryki, a więc państwowe zakłady pracy. Po zmianach te kluby straciły finansowanie, a tym samym i zawodnicy etaty. Wielu musiało iść do pracy, szukać środków do życia za granicą, tym samym ograniczać  treningi. Rozpadła się liga. Wielu utalentowanych chłopaków uciekło do boksu zawodowego. Po latach pewnego zastoju coś się jednak ruszyło. Boksem coraz częściej interesuje się telewizja, pojawiają się sponsorzy jak np. Suzuki. Nastąpiła też naturalna zmiana pokoleniowa, w polskim boksie pojawili się ludzie młodzi, nowi, którzy chcą coś zrobić dobrego i inaczej trochę teraz patrzą na rozwój tej dyscypliny. A to szansa na żmudne, ale i systematyczne odbudowanie polskiego boksu.

Dyscyplina trudna, ale talentów nie brakuje


Aby biało-czerwone barwy ponownie jaśniały na światowych ringach, potrzebni są też zdolni zawodnicy i dobrzy trenerzy. Czy jednak młodzi ludzie garną się do boksu?

- Myślę, że coraz mniej. To jest bardzo trudny sport, który wymaga wielkiej dyscypliny, warunków psychofizycznych. Trening jest długi i czasochłonny, sukcesy nie przychodzą szybko - przyznaje Jarosław Drozd. - Trzeba odsunąć od siebie uciechy świata zewnętrznego. Trzeba mieć predyspozycje do ciężkiej pracy. Dla wielu młodych ludzi boks nie jest już atrakcyjny. Niegdyś boks był szansą na osiągnięcie sukcesu. Ale kibicuję władzom Polskiego Związku Bokserskiego, tak jak i poprzednim kibicowałem, aby pozyskiwali sponsorów, aby związek miał środki na szkolenia, żeby była ciągłość szkoleń, by obiecujący zawodnicy przechodząc do seniorów, mieli perspektywy i mogli rozwijać swoje talenty. A wśród młodych bokserów mamy obiecujących pięściarzy.

A to właśnie na bokserskich talentach opierała się "polska szkoła boksu".

Materiał powstał we współpracy z Suzuki.

Advertisement