Reklama

Reklama

Siatkarskie MŚ Polska 2014

Wojna Polsatu z TVP. Poszło o siatkarskie MŚ

Problem transmisji telewizyjnych z mistrzostw świata siatkarzy powoli przeradza się w wojnę na słowa między Polsatem, a Telewizją Publiczną. Żadna z tych stacji nie pokazuje mistrzostw w otwartych kanałach, na czym cierpią kibice w Polsce, a między nadawcami robi się coraz goręcej.

- Jeżeli ktoś kupuje imprezę po to, żeby ją zakodować to nie wie, w jakim świecie żyje - powiedział szef sportu w TVP Włodzimierz Szaranowicz, cytowany przez wirtualnemedia.pl.

Szybko zripostował Szaranowiczowi Mateusz Borek z Polsatu, pisząc na Twitterze: "Niech dalej wydają miliony na komercyjne formaty typu "Voice of Poland". Dostali ofertę na otwartą antenę. I jeszcze jedno. Dlaczego TVP nie kupiła reprezentacji Polski i eliminacji Euro 2016? Też nie było przetargu? To na co oni wydają?"

Swoje dołożył też Jerzy Mielewski, ekspert siatkarski Polsatu: "Szefowie sportu w TVP już wcześniej pokazali swoje podejście do MŚ. Nie wiem po co teraz to mydlenie oczu."

Reklama

W ostatnich dniach furorę robił wywiad Karoliny Szostak z Polsatu z właścicielem stacji Zygmuntem Solorzem-Żakiem. Dziennikarka w rozmowie zachwalała decyzję o zakodowaniu mistrzostw.

Oczywiście nie uszło to uwadze także w TVP.  - Rozumiem, że w Polsacie trwa wyścig, kto prześcignie Karolinę Szostak w uzasadnianiu i wychwalaniu decyzji właściciela stacji o zakodowaniu mistrzostw. Dlaczego jednak w tym lizusowskim dziele profesjonalni dziennikarze posuwają się  do kłamstw, nie mogę pojąć - powiedział portalowi wirtualnemedia.pl Jacek Rakowiecki, rzecznik prasowy TVP.

Rakowiecki stwierdził, że Polsat kupił prawa do transmisji mundialu bez przetargu, a TVP nie została dopuszczona do licytacji czy negocjacji. Po transakcji stacja wielokrotnie twierdziła, że jest ona bardzo opłacalna ekonomicznie i nie zapowiadała kodowania.

- Po kilku latach okazało się, że ta "opłacalność" ma polegać na dotowaniu transmisji w Polsacie przez polski rząd, a kiedy rząd się na to nie zgodził - Polsat zagroził kodowaniem, choć wcześniej zmarnował kilka lat, nie potrafiąc znaleźć normalnych reklamodawców, jak każda inna telewizja w takim przypadku - dodał Rakowiecki.

- Cena, jaką Polsat ustalił (bliska 100 zł) za prawo do oglądania meczów polskiej reprezentacji narodowej jest ceną niemożliwą do zapłacenia przez setki tysięcy a może wręcz miliony polskich kibiców z miesięcznym dochodem w okolicy płacy minimalnej. Jeśli mówi się o uzasadnionych prawach prywatnego biznesu do maksymalizacji zysku, powinno też pamiętać się o równie istotnej etyce biznesu i wynikających z niej zobowiązaniach wobec obywateli kraju, w którym się działa - powiedział rzecznik TVP.

- Nie chce nam się wierzyć, żeby lepsza dla FIVB oferta została odrzucona tylko dlatego, że nie była z Polsatu. Najwyraźniej więc cokolwiek wówczas próbowała robić TVP było nieskuteczne. Nie wiemy, czy TVP złożyła w ogóle jakąś ofertę - z wypowiedzi jej przedstawicieli wynika, że telewizja publiczna nie podjęła w tej sprawie żadnych konkretnych działań. O to, czy miała jakieś kontakty z FIVB należy pytać samą TVP. Jak bowiem rozumiem, TVP nie ma chyba do nas żalu, że nie dopuściliśmy jej do naszych własnych negocjacji z FIVB - mówi rzecznik prasowy Polsatu Tomasz Matwiejczuk.

Itd., itp...

Mistrzostwa trwają, w telewizji oglądają je nieliczni, a stacje się kłócą. Dobrze, że chociaż siatkarze dostarczają kibicom radości dzięki dobrym wynikom na boisku.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne