Reklama

Reklama

Siatkarskie MŚ Polska 2014

MŚ siatkarzy: 80 tys. widzów oglądało mecze we Wrocławiu

80 tysięcy widzów na trybunach oglądało 22 mecze siatkarskich mistrzostw świata we Wrocławiu.

We Wrocławiu rozgrywana była pierwsza i druga faza turnieju. Największe emocje wzbudzały oczywiście mecze Polaków i cieszyły się też największym zainteresowaniem.

Starcia z Argentyną i Kamerunem, według protokołów FIVB, obejrzało po 6951 widzów, czyli trybuny zostały wypełnione do ostatniego miejsca. Sporą frekwencję miały jednak i mecze bez udziału reprezentacji Polski.

- Nie spodziewałem się, że na spotkaniach bez Polaków Hala Stulecia będzie tak wypełniona - przyznał prezes Dolnośląskiego Związku Piłki Siatkowej Paweł Wachowiak. 

Reklama

- Obawiałem się, że hala będzie pusta, ale nic takiego nie miało miejsca. W drugiej fazie też było nieźle z frekwencją, a przecież poza Rosją nie mieliśmy u nas żadnych potęg. To pokazuje, że we Wrocławiu i w całym regionie jest głód na siatkówkę - dodał.

Dyrektor Biura Sportu, Turystyki i Rekreacji w Urzędzie Miejskim Wrocławia Piotr Mazur powiedział, że kibiców na mecze drugiej fazy turnieju przyciągnęła właśnie reprezentacja Rosji.

- Wiele osób chciało zobaczyć w akcji jednego z głównych faworytów do zdobycie mistrzostwa świata. Poza tym byli też u nas z kibice z Finlandii, Bułgarii, a także Chińczycy. Mimo, iż Polacy już nie grali, hala cały czas żyła. Nie było tak głośno, jak na spotkaniach z udziałem Polaków, ale nie trybuny nie były martwe - dodał.

Z danych FIVB wynika, że nie tylko Rosja przyciągała widzów, bo na przykład mecz Bułgarii z Finlandią w drugiej fazie mistrzostw oglądało 4145 kibiców, czyli trybuny Hali Stulecia były wypełnione w ponad połowie. Najmniejszym zainteresowaniem cieszył się pojedynek zamykający wrocławską część mistrzostw Kuba - Chiny, kiedy pojawiło się 1520 fanów.

- Organizacyjnie też wszystko było dobrze. Nie było problemów z komunikacją, korków wielkich też nie było i obyło się bez żadnych awantur. Czasami było aż za cicho. A jak jest za cicho, to też nie dobrze, bo to znaczy, że coś się może dziać poważnego. To był i jest czas zabawy, bo mistrzostwa jeszcze się dla nas nie skończyły - komentował Mazur.

Włodarze miasta cieszą się, że udało im się zachować Strefę Kibica po pierwszej fazie turnieju. Co prawda została one nieco zmodyfikowana i jest mniejsza, ale nadal przyciąga fanów. Pojedynki Polaki z Iranem i Francją oglądało w niej po kilka tysięcy osób.

- Nie ma już u nas meczów, ale mistrzostwa nadal są. Strefa będzie aż do finału, niezależnie, czy w nim zagra Polska, czy nie. Wrocław nadal więc bierze udział w tej zabawie i tak będzie do ostatniego dani imprezy - podsumował Mazur.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje