Reklama

Reklama

Siatkarskie MŚ 2018

MŚ siatkarzy. Bartosz Kurek po latach znowu w blasku złota

Bartosz Kurek w 2009 roku zdobył z reprezentacją siatkarzy mistrzostwo Europy, ale w 2014 nie został powołany na mundial w Polsce, tak udany dla "Biało-Czerwonych". Cztery lata później doprowadził ich jednak do triumfu w kolejnym i jego gwiazda rozbłysła na nowo.

Urodzony 29 sierpnia 1988 roku w Wałbrzychu zawodnik odebrał w niedzielny wieczór nagrodę dla najbardziej wartościowego zawodnika (MVP) mistrzostw świata. I chyba nikt nie ma wątpliwości, że trafiła ona we właściwe ręce. Doświadczony siatkarz przez cały turniej prezentował równą wysoką formę, ale w najważniejszych momentach, czyli w półfinale USA i w finale z Brazylią, błyszczał najbardziej.

Można stwierdzić, że na siatkówkę był skazany. Jego ojciec, Adam, również występował w reprezentacji Polski. W latach 90. uchodził za czołowego zawodnika m.in. Stali Nysa, w której na koniec kariery zagrał razem z zaczynającym przygodę ze sportem Bartoszem. Syn poszedł w ślady ojca i szybko stał się najsłynniejszym Kurkiem w siatkarskim klanie. W ekstraklasie zadebiutował już w wieku 16 lat, a w reprezentacji jako 19-latek.

Reklama

W 2005 roku przeszedł z Nysy do ówczesnego Mostostalu Kędzierzyn Koźle, a od 2008 roku - przez cztery lata - reprezentował barwy Skry Bełchatów. Z tym zespołem trzykrotnie wywalczył mistrzostwo Polski (2009-11) i trzy razy zdobył puchar kraju (2009, 2011-12). Sięgnął także po medale Ligi Mistrzów – brązowy w 2010 roku i srebrny dwa lata później.

Kolejne lata jego kariery to występy zagraniczne - w Dynamie Moskwa i Lube Banca Macerata (mistrzostwo Włoch w 2014). W sezonie 2015/16 grał w Asseco Resovii. Miał grać w japońskim JT Thunders Hiroszima, ale ostatecznie rozwiązał kontrakt i zawiesił karierę, ponieważ czuł się wypalony.

Trafił ponownie do Skry, a później do tureckiego Ziraatu Bankasi. Od nowego sezonu będzie występował barwach Stoczni Szczecin, która zbudowała bardzo mocny skład.

W 2009 roku został okrzyknięty złotym dzieckiem polskiej siatkówki, gdy wydatnie pomógł drużynie w wywalczeniu w Turcji mistrzostwa Europy. W kolejnych latach nie zdobył jednak z kadrą - nie licząc triumfu w Lidze Światowej w 2012 roku - złota w imprezach mistrzowskich. Był brąz ME 2011 oraz drugie (2011) i trzecie miejsce (2015) w Pucharze Świata.

Nieudane okazały się występy w najważniejszej imprezie, czyli igrzyskach olimpijskich. W 2012 i 2016 "Biało-Czerwoni" odpadli w ćwierćfinale.

Z kolei w 2014 roku w ogóle nie został powołany do kadry na rozgrywane w Polsce mistrzostwa świata, gdzie "Biało-Czerwoni" - pod wodzą Francuza Stephane'a Antigi - wywalczyli złoto, a Mariusz Wlazły został uznany za najbardziej wartościowego zawodnika turnieju. - Była zadra, ale później doszliśmy z trenerem do porozumienia - wspominał.

Nie wiodło się kadrze i Kurkowi w kolejnych mistrzostwach Europy. Największym rozczarowaniem okazała się ubiegłoroczna impreza na polskich parkietach, gdzie "Biało-Czerwoni" zajęli dopiero 10. miejsce, po dotkliwej porażce w barażach o ćwierćfinał ze Słowenią 0:3.

Jak się jednak okazało, Kurek nie powiedział w reprezentacji ostatniego słowa. Odżył po przyjściu do kadry belgijskiego trenera Vitala Heynena i powrocie na pozycję atakującego. Dotkliwie przekonali się o tym przeciwnicy Polaków w mistrzostwach świata w Bułgarii i Włoszech.

Na początku przygotowań do tego turnieju przyznał: - Jeżeli już przystępujemy do jakiejkolwiek imprezy, to należy mierzyć w złoto. Potem często bywa tak, że życie, boisko, przeciwnicy to zweryfikują, ale w tej chwili mamy takie same szanse jak wszystkie inne zespoły. Zaczynamy przygotowania, staniemy do walki, a na czym to się skończy, to zobaczymy. Przed nami długi sezon. Mam nadzieję, że będzie mi dane wystąpić w MŚ.

Kurek często podkreśla, że na jego indywidualne statystyki składają się dokonania kolegów z drużyny. Po przegranym na początku lipca 1:3 meczu z Rosją w turnieju finałowym Ligi Narodów, gdy brylował na parkiecie w polskim zespole, przyznał: - Jeżeli jeden zawodnik gra na takim procencie, to znaczy że reszta na niego pracuje. Grzesiek Łomacz posyłał mi bardzo dobre piłki, a reszta chłopaków pomagała, kiedy miałem trudniejszą sytuację. To jest więc efekt pracy wszystkich nas na boisku. Wolałbym, żebyśmy zagrali lepiej i po prostu wygrali, a indywidualne osiągnięcia są teraz bez znaczenia.

O kolegach pamięta również w chwilach triumfu. Kiedy odbierał w niedzielny wieczór w Turynie nagrodę dla MVP turnieju, pokazał na innych reprezentantów Polski. Dziewięć lat po mistrzostwach Europy siatkarska kariera Kurka zatoczyła koło - jego gwiazda rozbłysła na nowo, a na szyi znowu zawisł złoty medal, choć jeszcze cenniejszy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje