Reklama

Reklama

Siatkarskie MŚ 2018

MŚ siatkarzy 2018. Michał Mieszko Gogol: Potrafimy wygrywać z potentatami

W pierwszej fazie mistrzostw świata siatkarzy "Biało-Czerwoni" wywalczyli komplet punktów i do dalszych gier przystąpią ze sporym kapitałem. Na drugim etapie rywalizacji zmierzą się z Argentyną, Francją i Serbią. Kto będzie ich najgroźniejszym przeciwnikiem? - Reprezentacja Polski - mówi pół żartem, pół serio drugi trener Polaków, Michał Mieszko Gogol.

Pięć zwycięstw, 15 punktów i przede wszystkim, coraz lepsza gra zespołu.
- Przed startem turnieju taki właśnie mieliśmy cel - wygrać grupę. Wiedzieliśmy, że będzie nas to kosztowało dużo sił i umiejętności i faktycznie, nie były to łatwe mecze. Z Finami biliśmy się dość mocno, spotkanie z Kubą przez moment też było ciężkie, a ostatnie dwa starcia, z Iranem i Bułgarią, były już bardzo wymagające. Wynik ten pierwszej rundy jest bardzo dobry. Spotkanie z Bułgarią, a przede wszystkim jego końcówka, to była gra błędów - zagrywka, atak, kilka prostych przyjęć. Pokazało to, że po pierwsze obydwie drużyny były już trochę zmęczone grupową rywalizacją, a po drugie, że stawka meczu trochę jednak siedziała w głowie. Każdy set był inny. Tę drugą partię przegraliśmy blokiem i obroną, bo ani razu nie zastopowaliśmy ich na siatce, bardzo dużo piłek wpadało nam między ręce. Natomiast całe spotkanie wygraliśmy mimo wszystko atakiem i zagrywką. Serwowaliśmy dobrze, choć nie zawsze przynosiło to efekt punktowy od razu, ale jeśli Bułgarzy byli odrzuceni od siatki, grało im się trudniej. I tak uważam, że Walentin Bratoew miał w tej potyczce sporo szczęścia, atakując nam między rękami, albo po nich. Nie odmawiam mu umiejętności, ale czasami szedł na siłę, bił w środek bloku, który w naszym wykonaniu nie zawsze był doskonały.

Nasi zawodnicy mieli prawo być zmęczeni, bo z najgroźniejszymi oponentami grali dzień po dniu.
- Nie mieliśmy takiej możliwości na regenerację, jak gospodarze, ale też już przed mistrzostwami świata wiedzieliśmy jaki jest układ gier i gdzieś tam długofalowo trener starał się rozkładać siły zawodników.

Ostatecznie kalendarz nie okazał się taki zły, z punktu widzenia naszego zespołu.
- Z każdym kalendarzem gier jest tak, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ale faktycznie, nie jest taki zły. Patrząc na to, że Finowie przez pięć dni nie grali meczu, a potem musieli walczyć trzy dni pod rząd, to raczej oni mieli powody do narzekania, nie my.

Ważne też, że zostajecie w Warnie i macie dwa dni odpoczynku, podczas gry pozostali rywale z grupy H muszą dojechać tutaj na przykład z Włoch.
- Jest to pewien atut. Trener Heynen wspominał, że cztery lata temu, gdy pracował z Niemcami, cały turniej spędził w katowickim Spodku i zakończył go zdobyciem brązowego medalu. Uznał, że właśnie to miało wpływ na ich postawę, że z tego względu grało im się łatwiej.

Wynik, jaki osiągnęliście w pierwszej fazie turnieju, to praktycznie autostrada do najlepszej szóstki mistrzostw świata.
- Ja byłbym bardziej sceptyczny. To był dobry start, ale na tych mistrzostwach było już tyle niespodziewanych wyników, że trzeba być ostrożnym, do końca zachować czujność i koncentrację, bo każdy wygrany punkt i set jest ogromnie ważny, nie mówiąc już o wygranych spotkaniach.

Francja, Argentyna i Serbie to rywale Biało-Czerwonych w drugiej fazie turnieju.
- Będą to wymagający przeciwnicy, ale w naszym nastawieniu nic się nie zmieni - będziemy bić się o zwycięstwo z każdym. Do tej pory bardzo dobrze przygotowywaliśmy się na rywali i myślę, że pod kątem taktycznym będziemy gotowi na tę rywalizację.

Podczas Siatkarskiej Ligi Narodów pojawiały się głosy, że reprezentacja Polski gra nijako, nie ma wyraźnego stylu. Teraz chyba już nikt nie ma prawa narzekać?
- Nie słyszałem takiej opinii, ale powiedziałbym wręcz przeciwnie, bo mamy w zespole zawodników z charakterem. Do Ligi Narodów przygotowywaliśmy się zaledwie 10 dni i tak naprawdę, niczego nie byliśmy w stanie wypracować, wiec była to tylko kwestia poukładania jakichś tam schematów. Drużyna była rotowana, siatkarze zmieniali się praktycznie co weekend i przy tak ogromnej rotacji też ciężko mówić o wypracowaniu jakiegoś jednego stylu gry. Dopiero po trochę dłuższym czasie można stwierdzić, że drużyna gra tak, albo inaczej.

A gra już tak, jak tego chcecie, czy ciągle są rezerwy?
- Przede wszystkim, zespół rozumie filozofię Vitala Heynena, to na czym mu najbardziej zależy i na co zwraca największą uwagę. Na przykład, podczas meczu z Finlandią troszeczkę "odlecieliśmy", czyli nie wprowadzaliśmy tych założeń, o których mówiliśmy wcześniej i dlatego przegraliśmy tę drugą partię. Później już wróciliśmy do tego, co było założone i poszło płynnie.

Belgijski selekcjoner cały czas utrzymywał, że będzie grał całą czternastką zawodników, a tymczasem właściwie od początku turnieju wyklarowała się pierwsza szóstka.

- Ta grupa jeszcze cały czas ewoluuje, ale tak, jak mówiliśmy przed turniejem, są pewne ogniwa bardziej stabilne, a pewne się zmieniają. To nam pomaga, ale też każdy jest w stanie dać zespołowi coś od siebie, czy zaczynając w szóstce, czy wchodząc z ławki. Czasami zawodnik wchodzący z ławki w ogóle nie czuje presji, co pokazał Kuba Kochanowski w starciu z Iranem. Wszedł i praktycznie wygrał nam trzeciego seta i cały, niezwykle ważny mecz.

Spotkania z Iranem i Bułgarią potwierdziły też, że warto było czekać na Bartosza Kurka, bo z każdym dniem spisuje się lepiej, ma więcej pewności w tym, co robi.
- Pamiętajmy, że Bartosz miał bardzo ciężki sezon klubowy. Jest bardzo istotnym ogniwem naszej grupy i myślę, że już wiele razy pokazał na co go stać i jeszcze nie raz to pokaże. Natomiast jedyne, czego mu w tej chwili trzeba, to pewnej stabilizacji, bo w systemie trenera Heynena funkcjonuje coraz lepiej.

Miał pan choć chwilę, by zerknąć co dzieje się na turnieju poza Warną, bo kilka zaskakujących wyników było?
- Kątem oka, ale wszystkie mecze mamy zarejestrowane. Przyznam się, że we wtorek, przed naszym spotkaniem z Bułgarami, trochę podglądałem Argentynę i mamy już w głowie kilka pomysłów. Było parę niespodzianek, choćby postawa Holendrów, ale takie turnieje rządzą się swoimi prawami. Patrząc na skład ich wyjściowej szóstki, osiągnęli już coś ponad plan.

Kto w dalszej części turnieju będzie dla nas najtrudniejszym przeciwnikiem?
- Reprezentacja Polski (śmiech). Jeżeli realizujemy wszystkie założenia (system blok-obrona), które zaproponował nam trener, to gramy naprawdę dobrze. Najważniejsze jest to, aby nawiązywać walkę z tymi najlepszymi, a kiedy ją nawiązujemy, robi się otwarty mecz i potrafimy wygrywać z potentatami. Przed turniejem nie byliśmy wśród głównych faworytów mistrzostw i myślę, że nadal nie jesteśmy, ale możemy być zespołem, który z tymi faworytami nawiąże walkę. A jaki będzie tego efekt? Zobaczymy. Jak pokazał już ten mundial, obawiać trzeba się każdego rywala, każdą drużynę trzeba doceniać i szanować. Mam nadzieję, że będziemy odpowiednio skoncentrowani i gotowi na kolejne starcia.

Rozmawiała: Ilona Kobus
Za: PlusLiga.pl