Reklama

Reklama

Siatkarskie MŚ 2018

MŚ siatkarzy 2018. Heynen: Wreszcie jestem w finale, pora go wygrać

Trener polskich siatkarzy Vital Heynen dzięki awansowi jego podopiecznych do finału mistrzostw świata po raz pierwszy w roli szkoleniowca wystąpi w decydującym spotkaniu imprezy tej rangi. - Wreszcie w nim jestem. Teraz pora go wygrać - zaznaczył Belg.

"Biało-Czerwoni", pokonując w sobotni wieczór USA 3:2, zapewnili sobie czwarty w historii występ w finale czempionatu globu. Triumfowali w takim spotkaniu w 1974 i 2014 roku, a 12 lat temu zajęli drugą lokatę.

- Nie znam historii, albo inaczej - znam tylko swoją. Wreszcie jestem w finale i pora go wygrać. To tyle - podkreślił Heynen, który cztery lata temu poprowadził niemiecką kadrę do brązowego krążka.

Polscy siatkarze trzy lata czekali na kolejne zwycięstwo w pojedynku z ekipą ze Stanów Zjednoczonych. Półfinał MŚ w Turynie z rywalami z Ameryki Północnej, wymienianymi w wąskim gronie faworytów, był emocjonującym spotkaniem z wieloma zwrotami akcji. Belgijski szkoleniowiec zaznaczył jednak z rozmowie z dziennikarzami, że był pewien, iż jego podopieczni stawią silny opór wyżej notowanym przeciwnikom.

Reklama

- Powiedziałem przed meczem moim graczom, że nasz obecny poziom jest bliski temu co pokazują rywale z USA. Oczywiście, nie byłem w stanie zagwarantować, że ich pokonamy, ale przewidziałem, iż to będzie wyrównane spotkanie. To się potwierdziło, bo każda z drużyn mogła wygrać. Wiedziałem, że możemy się przeciwstawić Amerykanom. Niebywałe jest to, że jeszcze kilka miesięcy temu byli oni wyraźnie lepsi od nas, ale zniwelowaliśmy to w przeciągu tego czasu. To niesamowite - nie mógł nacieszyć się trener, który pracuje z "Biało-Czerwonymi" od tego sezonu.

Polski Związek Piłki Siatkowej jako zadanie na te MŚ postawił mu awans do czołowej szóstki. Belg wykonał więc je z nawiązką. Mimo to twardo stąpa on po ziemi i widzi przed sobą kolejny cel.

- Półfinał nie był perfekcyjny z naszej strony. Wciąż możemy poprawić swoją grę. Po pięciosetowym pojedynku z USA byliśmy wyczerpani, ale w niedzielny wieczór musimy odzyskać świeżość, żeby powalczyć w finale z Brazylijczykami. Wciąż mamy wiele do zrobienia - zaznaczył.

Najwięcej punktów dla jego zespołu - 29 - zdobył w sobotę Bartosz Kurek, który nieraz w przeszłości mierzył się z krytyką. Zarzucano mu, że nie jest w stanie pełnić roli lidera reprezentacji w ważnych meczach.

- Zawsze wierzyłem w Bartka i cieszy mnie, że dobrze wypadł. Nie patrzę jednak na indywidualne statystyki tylko na całą drużynę. Olek Śliwka przecież wczoraj dobrze wypadł na przyjęciu, Grzesiek Łomacz i Dawid Konarski też dali dobrą zmianę. To pokazuje, że mamy więcej opcji niż tylko wyjściowa szóstka - argumentował Heynen.

Dotychczas w MŚ jedną z czołowych postaci wśród "Biało-Czerwonych" był Artur Szalpuk. W pojedynku z zespołem ze Stanów Zjednoczonych 23-letni siatkarz zaliczył słabszy występ i został z powodzeniem zmieniony przez Śliwkę.

- Najważniejsze jest zwycięstwo całej drużyny. Brawa dla Olka Śliwki, który wszedł za mnie i to wszystko uspokoił. To były niesamowicie duże emocje. Ciężko bo ciężko, ale myślimy już tylko o finale. Widzę ten pojedynek z Brazylią tak, że będzie walka na całego i mam nadzieję, że zwyciężymy. Nie wiem, kto jest faworytem i nie interesuje mnie to specjalnie. Chcemy wyjść i wygrać. Przed nami jeszcze jeden mecz. Musimy się na nim w pełni skupić... Przepraszam, nie jestem w stanie wynaleźć teraz zbyt dużo słów - relacjonował na gorąco po półfinale Szalpuk.

Ze względu na nadmiar emocji w sobotni wieczór spodziewał się on kłopotów z zaśnięciem.

- Trzeba będzie wziąć tabletkę na sen. Oby zadziałała szybko - skwitował.

Amerykanie z posępnymi minami opuszczali turyńską halę Pala Alpitour po zaciętej, ale przegranej konfrontacji z "Biało-Czerwonymi". Oni także postarają się jednak skoncentrować na niedzielnym pojedynku.

- Polacy byli lepsi od nas, choć daliśmy z siebie wszystko. Walczyliśmy dzielnie, ale teraz zostaje nam robić to samo w spotkaniu o brąz. To trudna sytuacja, ale będziemy walczyć o zwycięstwo w meczu z Serbami - zapewnił przyjmujący Aaron Russell.

Z Turynu Agnieszka Niedziałek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama