Reklama

Reklama

Siatkarskie MŚ 2018

MŚ siatkarzy 2018. Bączek: Polacy to młodzi zawodnicy, którzy mogą popełniać błędy

- Serce podpowiada "tak". Natomiast rozum "nie" - mówi trener mentalny Jakub Bączek pytany o to, czy polscy siatkarze mają szansę na obronę tytułu mistrzowskiego w Bułgarii. W środę polska ekipa wygrała z Kubą. Dziś rywalami Polaków będzie drużyna z Portoryko. W rozmowie z dziennikarzem RMF FM Jakub Bączek podkreśla, że w tej chwili nasi siatkarze nie mają doświadczenia w grze na imprezach mistrzowskich. "Młodzi zawodnicy, którzy tak naprawdę dopiero witają się z seniorską siatkówką, mogą popełniać błędy - tłumaczy.

Wojciech Marczyk: Oglądałeś wczorajszy mecz Polaków z Kubańczykami. Wygrany 3-1 trochę szczęśliwie, bo trzeba przyznać, że ostatnie dwa sety były bardzo nerwowe. Co stało się z "Biało-Czerwonymi" w trzecim secie?

Jakub Bączek, trener mentalny, który z reprezentacją Polski w 2014 r. zdobył mistrzostwo świata: To jest dość często widywany przypadek. Taka sytuacja zdarza się w siatkówce, że po dwóch dobrze zagranych setach, pewność  siebie automatycznie rośnie u zawodnika. Zawodnik czuje, że skoro ma dużą szanse nad przeciwnikiem to pewnie zostanie tak już do końca spotkania. Jeżeli przeciwnik zwietrzy szanse,  zobaczy, że trochę odpuszczamy i trochę lekceważymy  przeciwnika to bywa tak, że potrafi zaskoczyć. Podświadomie czuje się coraz bardziej pewnie, kiedy u nas widzi niepewność. I też myślę, że nie ma co się dziwić. Siatkówka jest na tyle czasochłonnym sportem, że mniej więcej, te dwie godziny na boisku się spędza. Biorąc pod uwagę wszystkie przerwy. Kiedy studenci na studiach NBA mówią mi: mamy problem, żeby oddychać  przez dwie minuty i się na tym skupić, to jak wymagać od drugiego człowieka,  żeby przez dwie godziny był ciągle skupiony. Wczoraj widzieliśmy skutki.

Reklama

Potem przyszedł czwarty set. Źle rozpoczęty. Polacy przegrywali cztery do ośmiu. Ale potem przyszła lepsza gra, przyszło przełamanie. Myślisz, że to może być dobry prognostyk przed całym turniejem. Tych trudnych momentów w turnieju na pewno będzie sporo.

- Myślę  że taka groźna tendencja się ukazała. Jak Michał Kubiak gra, zespół idzie do przodu. I tak było przez pierwsze dwa sety. Jak Michał Kubiak na chwilę stanie, albo go wycelują mocno w zagrywce, zespół nie idzie już do przodu. Dzieje się tak, mimo, że Paweł Zatorski bardzo dużo dobrej energii  generował w rozgrywce. Podskakiwał, biegał pokrzykiwał. To było bardzo fajne i bardzo wspierające. Myślę jednak, że ten zespół gdzieś podświadomie jest "ponitkowany" do psychiki Michała Kubiaka. Jeżeli on ma gorszy moment - tak jak było w trzecim secie - to zespół trochę siada. Tego obawiałbym się. Michał Kubiak nie jest człowiekiem ze stali. Jest sportowcem, który zagrał już na wielu imprezach.  Ma duże doświadczenie. Ale jego metabolizm już nie jest taki jak pięć, czy osiem lat temu. Jeżeli będzie grał trochę słabiej to ten zespół może siadać. Tak jak stało się to podczas meczu z Kubańczykami.

Dzisiaj Portoryko. Nie oszukujmy się. To nie jest faworyt naszej grupy. Prawdopodobnie też wygramy. Takie dobre wejście w turniej ma znaczenie?

- Bardzo dużo znaczy. Nie mogę tutaj nie przypomnieć 2014 roku, gdzie zaczynaliśmy na Stadionie Narodowym w Warszawie mistrzostwa świata meczem z Serbią. Wygraliśmy trzy do zera. I tak naprawdę było to dość łatwe. Nie było tam stresującej końcówki. Stresujących sytuacji. Cały czas prowadziliśmy i kontrolowaliśmy to spotkanie. Miałem zresztą taką rozmowę Stefanem Antigą, że gdybyśmy nie wygrali tego pierwszego meczu z Serbią, to być może nie byłoby medalu cztery lata temu. Ten pierwszy mecz na tyle nas napędził i potwierdził przy okazji, że treningi które mieliśmy dotychczas, były na tyle mocne, że faktycznie jako drużyna, możemy coś znaczyć.

Patrząc od tej strony psychicznej... "Biało-Czerwoni" są dobrze przygotowani? Ten wczorajszy mecz był trudny. Mimo wszystko, że spodziewaliśmy się, że Kubańczycy są mocni w ataku i mają swoje atuty. Raczej spodziewaliśmy się gładkiego zwycięstwa trzy do zera.

- Wygląda na pewno na to, że Vital Heynen znalazł sposób, żeby do nich dotrzeć. To, co obserwowałem "na czasach" i na przerwach. Kiedy trener brał czasy, kiedy sytuacja była dość stresująca dla polskiego zespołu... to ta komunikacja wyglądała dość ciekawie. Też ciekawa była sytuacja w trzecim secie. Bartek Kurek nie podbił dość prostej piłki, bo po prostu wywrócił się, usiadł na boisku. Vital Heynen wpadł wtedy w wielki szał, zaczął krzyczeć. To co mi się bardzo podobało. Jakieś 30 sekund później podniósł rękę do góry i powiedział do chłopaków "przepraszam", że za mocno zareagował. To też mi się podobało. To człowiek, który ma ego. Ale z drugiej strony potrafi raz na jakiś czas schować je do kieszeni i powiedzieć, że coś zrobił źle, przyznać się do błędu. To dobrze wróży w komunikacji w tym zespole.

Mówi się że w szeregach Polaków brakuje wyraźnego lidera. Lidera, na którego można zagrać trudną piłkę i wiadomo, że on ją skończy. A może lepsza jest taka sytuacja, w której nie ma lidera i jest równa "czternastka"?

- Z tą równą "czternastką" jest na pewno bardzo dobrze. Ale nie wiem, czy to nie jest takie dorabianie teorii, bo jednak lider - i na to wskazują badania i biznesowe i sportowe - jest potrzebny w tego typu zespole, szczególnie na turnieju takim jak tutaj. Gdybyśmy grali jeden mecz międzynarodowy i wracali do domu, to równa "czternastka" może się okazać dużym zasobem. Możemy pozmieniać zawodników, i bez względu na to, kto wejdzie na boisko, to będzie trzymać poziom. Natomiast kiedy gramy kilkanaście dni, to myślę sobie, że ważny jest ktoś taki jak Michał Kubiak w naszej drużynie. Oby mu zdrowie dopisywało. Na kogo inni zawodnicy, trochę młodsi doświadczeniem, będą czasami patrzeć? Jak pracuje, jak się angażuje, jak komunikuje się z trenerem. Wydaje mi się, że ta równa "czternastka" to jest zasób, ale nie dorabiajmy do tego teorii. Lider jest też bardzo potrzebny.

Mówi się że w szeregach biało-czerwonych brakuje wyraźnego lidera. Lidera, na którego można zagrać trudną piłkę i wiadomo, że on ją skończy. A może lepsza jest taka sytuacja, w której nie ma lidera i jest równa "czternastka"?

- Z tą równą "czternastką" jest na pewno bardzo dobrze. Ale nie wiem, czy to nie jest takie dorabianie teorii, bo jednak lider - i na to wskazują badania i biznesowe i sportowe - jest potrzebny w tego typu zespole, szczególnie na turnieju takim jak tutaj. Gdybyśmy grali jeden mecz międzynarodowy i wracali do domu, to równa "czternastka" może się okazać dużym zasobem. Możemy pozmieniać zawodników, i bez względu na to, kto wejdzie na boisko, to będzie trzymać poziom. Natomiast kiedy gramy kilkanaście dni, to myślę sobie, że ważny jest ktoś taki jak Michał Kubiak w naszej drużynie. Oby mu zdrowie dopisywało. Na kogo inni zawodnicy, trochę młodsi doświadczeniem, będą czasami patrzeć? Jak pracuje, jak się angażuje, jak komunikuje się z trenerem. Wydaje mi się, że ta równa "czternastka" to jest zasób, ale nie dorabiajmy do tego teorii. Lider jest też bardzo potrzebny.

Mówi się też o nieczystych zagraniach Bułgarów. Chodzi o niepodstawienie autobusu dla polskiej kadry, o busie, który nie czeka na trenera po konferencji, o niewystawieniu składów w momencie, kiedy już powinny być znane. To gra psychologiczna w wykonaniu Bułgarów?

- Cóż. Z jednej strony jest to pewnie młoda demokracja, która ciągle się rozwija, z drugiej strony wydaje mi się też, że kultury bałkańskich regionów mają w zwyczaju chęć pokazania, że są ważne, istotne. Że trzeba poprosić, zanim oni coś zrobią. I jest chyba coś w tym, co się mówi, że organizatorzy raz na jakiś czas lubią dać trochę handicapu swojej drużynie. Kiedy mistrzostwa świata odbywały się w Polsce to też bywało tak, że transfery, logistyka były ustawiane pod naszą kadrę. Też bywało tak, że my trochę więcej mogliśmy. Np. trenować na Stadionie Narodowym. Wtedy, cztery lata temu nie mówiło się o tym głośno. Myślę, że Bułgarzy mają szereg zagrywek, które mają doprowadzić do tego, żeby ich zespół - który jest zresztą w kryzysie - awansował do "szóstki".

Myślisz, że "Biało-Czerwonym" uda się obronić tytuł mistrzowski? 

- Serce podpowiada "tak". Że będzie medal mistrzowski. Natomiast rozum podpowiada, że jednak "nie". Że ten zespół jest w niewielkim stopniu doświadczony na imprezach mistrzowskich. I o ile mecze eliminacyjne jeszcze tego tak pewnie nie pokażą, o tyle w spotkaniach o większą stawkę, tam już będziemy grać w systemie pucharowym. Młodzi zawodnicy, którzy tak naprawdę dopiero witają się z seniorską siatkówką, mogą popełniać błędy. Błędy, których na treningu nie popełniliby. Ale na tego typu meczach, może się taka sytuacja zdarzyć. Przypuszczam więc, że "szóstka" będzie naszym sukcesem.

Czytaj więcej!
Wojciech Marczyk 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje