Reklama

Reklama

Siatkarskie MŚ 2018

MŚ siatkarzy. Serbia - USA 1:3 w meczu o brązowy medal

Amerykanie zdobyli brązowy medal mistrzostw świata siatkarzy. W meczu o 3. miejsce podopieczni Johna Sperawa pokonali w Turynie Serbię 3:1. To trzeci medal USA w historii mundialu.

Amerykanie, którzy byli jednym z głównym kandydatów do złotego medalu, w półfinale przegrali po pasjonującym boju z Polską 2:3. Serbowie natomiast ulegli w trzech setach Brazylii.

Początek finału pocieszenia to wyrównana walka punkt za punkt. Główne role odgrywali "bombardierzy" obu drużyn Aleksandar Atanasijević z Serbii i Matthew Anderson z USA. Do pierwszej przerwy technicznej w tej potężnej wymianie ciosów górą był Atanasijević. Dzięki niemu ekipa z Bałkanów "odskoczyła" na dwa punkty (8:6). Rozgrywający amerykański Micah Christenson zaczął posyłać piłki do innych zawodników. Skutecznością popisywał się Taylor Sander, który napsuł sporo krwi Polakom w półfinale. Podopieczni Johna Sperawa dołożyli jeszcze blok. Do remisu 13:13 doprowadzili zatrzymując Atanasijevicia. Na drugą przerwę techniczną to jednak Serbowie schodzili w lepszych humorach (16:14). Po powrocie na boisko błąd przekroczenia linii ataku popełnili Amerykanie i Speraw poprosił o czas, żeby uspokoić swoich zawodników. Wyraźnie w ich głowach "siedziała" jeszcze porażka z Polakami. Uwagi selekcjonera pomogły. Siatkarze z USA poderwali się do walki, a kiedy Maxwell Holt efektownie skończył kontrę z krótkiej było 19:19. Dwa niewykorzystane ataki zemściły się na Amerykanach. W ważnym momencie Serbowie wypracowali dwa punkty przewagi. To wystarczyło, żeby zapisali tę partię na swoją korzyść. Ostatni punkt był dziełem Atanasijevicia, który zaatakował mocno po bloku.

Reklama

W drugim secie wyrównana walka trwała do stanu 5:5. Coraz lepiej w zespole USA funkcjonował system blok-obrona. Dzięki temu podbijali ataki Serbów i wyprowadzali zabójcze kontry. Na dodatek ustawili "ścianę" przez którą nie mogli przebić się rywale. Nawet zejście z boiska z powodu urazu Sandera nie miało negatywnego wpływu. Jego miejsce zajął Jake Langlois, który sprostał wyzwaniu. Amerykanie prowadzili 8:5, 12:7, 17:10. Trener Nikola Grbić widząc co się dzieje, wpuścił na boisko rezerwowych. Obraz gry nie uległ zmianie. Nawet taki zawodnik jak Urosz Kovaczević popełniał proste błędy. Serbowie w tej partii zostali rozbici 25:17.

Trzecia odsłona rozpoczęła się po myśli Serbów (4:2). Nie trwało to jednak długo. O sile bloku Amerykanów przekonał się Atanasijević, któremu raz po raz spadała piłka pod nogi. Nic więc dziwnego, że szybko zastąpił go Drażen Luburić. Koncert Amerykanów trwał. Anderson i spółka karcili rywali za seryjne błędy. Faworyci prowadzili 10:6 i chyba za szybko uwierzyli, że tego seta mają w kieszeni. Serbów lekceważyć nigdy nie wolno. Siatkarze Grbicia odrobili straty (11:11), ale wtedy sprawy w swoje ręce wziął Anderson. Lider reprezentacji USA potężnymi zagrywkami odbudował bezpieczną przewagę (15:11). Jednak Amerykanie znów stanęli i stracili pięć punktów w jednym ustawieniu.

Serbowie zwietrzyli szansę, że mogą tego seta wygrać. Grali jak równy z równym i po bloku Nemanji Petricia, który zatrzymał Maxwella Holta mieli setbola (24:23). Amerykanów uratował Anderson. Sprytny atak Petricia dał drugą piłkę setową Serbom i ten zawodnik mógł skończyć partię, ale został zablokowany. Trzeciego setbola Serbowie też nie wykorzystali i inicjatywę przejęli Amerykanie po asie Holta. Zespół z Bałkanów nie zamierzał się poddać. Bronił, czasem szczęśliwie, kolejne setbole. W końcu jednak "pękł", a szalę zwycięstwa na korzyść USA przechylił Anderson (32:30).

Mogło się wydawać, że po przegranym secie w takich okolicznościach Serbowie już się nie podniosą. Tymczasem podopieczni Grbicia pokazali, że chcą stanąć na podium mundialu. Kibice, którzy liczni stawili się na trybunach hali w Turynie, oglądali widowisko stojące na wysokim poziomie. Prym w amerykańskiej drużynie wiódł Anderson, ale po drugiej stronie siatki miał godnego rywala w osobie Luburicia. Od stanu 11:11 atakujący ekipy USA siał spustoszenie w szeregach rywali zagrywką. A nawet jak Serbom udało się przyjąć, to oddawali piłkę za darmo. Kontry kończył nie kto inny, jak Anderson. Na drugiej przerwie technicznej Amerykanie prowadzili 16:12.

To był kluczowy moment tej partii. Kiedy jeszcze asa posłał Holt na 20:14, stało się wtedy jasne, że tylko cud może uratować Serbów. Cudu nie było. Amerykanie do końca kontrolowali wydarzenia na boisku. Wygrali czwartego seta 25:19 i cały mecz 3:1.

Dla USA to trzeci medal w historii MŚ. Wcześniej sięgnęli po złoto w 1986 i brąz w 1994 roku.

Serbia - USA 1:3 (25:23, 17:25, 30:32, 19:25)

Serbia: Nemanja Petrić, Marko Ivović, Nikola Jovović, Aleksandar Atansijević, Marko Podraszczanin, Sreczko Lisinac, Nikola Rosić (libero) oraz Nemanja Majstorović (libero), Petar Krsmanović, Urosz Kovaczević, Ivan Kostić, Drażen Luburić

USA: Matthew Anderson, Aaron Russell, Taylor Sander, Daniel Mcdonnell, Micah Christenson, Maxwell Holt, Erik Shoji (libero) oraz David Smith, Jake Langlois

Sędziowali: Paulo Turci (Brazylia) i Nasr Shaaban (Egipt)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje