Reklama

Reklama

Siatkarskie MŚ 2018

MŚ siatkarzy 2018: zażarta walka, Amerykanie wyszarpali triumf Serbom

Najlepszy jak do tej pory mecz siatkarskich mistrzostw świata 2018 obejrzeli kibice we włoskim Bari. Amerykanie przegrywali i byli mocno pod kreską, ale wyszarpali Serbom wygraną 3:2 (15:25, 25:14, 21:25, 25:20, 15:10) i wykonali ważny krok w stronę awansu do drugiej fazy turnieju. Serbowie o pierwsze zwycięstwo w MŚ muszą walczyć w kolejnych meczach.

Najlepszy jak do tej pory mecz siatkarskich mistrzostw świata 2018 obejrzeli kibice we włoskim Bari. Amerykanie przegrywali i byli mocno pod kreską, ale wyszarpali Serbom wygraną 3:2 (15:25, 25:14, 21:25, 25:20, 15:10) i wykonali ważny krok w stronę awansu do drugiej fazy turnieju. Serbowie o pierwsze zwycięstwo w MŚ muszą walczyć w kolejnych meczach.

Pojedynek Amerykanów z Serbami był największym szlagierem pierwszej kolejki siatkarskiego mundialu. A dla obu ekipy od razu niezwykle ważnym pojedynkiem, który nie tylko mógł decydować o losach awansu do drugiej rundy, ale też o dalszym powodzeniu każdej ekipy w MŚ. Wszak w grupie C w Ruse są jeszcze Rosjanie i każda z drużyn celuje w pierwsze miejsce w grupie po pierwszej części mistrzostw świata.

Amerykanie na mecz wyszli w zaskakujący sposób pozbawieni energii i woli walki, za to Serbowie wprost rzucili się na rywali i zdeklasowali ich w secie otwarcia stosunkiem 25:15. John Speraw był wściekły, krzyczał na swoich siatkarzy podczas przerw na żądanie i później, pomiędzy setami. Zdołał pobudzić ich do walki, zdołał wymyślić, jak zatrzymać świetnie dysponowanego Urosa Kovacevicia i obie ekipy zamieniły się rolami. To Amerykanie w secie drugim rozdawali karty, to Matthew Anderson katował rywali kolejnymi zagrywkami i atakami, a ekipa Nikoli Grbicia przyjmowała cios za ciosem. W efekcie przegrała seta drugiego 14:25 i w meczu znów był remis.

Partia trzecia znów lepiej układała się dla Serbii, która miała już wysokie prowadzenie w rękach (16:12), by niemal dać się dopaść ambitnie walczącym Jankesom (21:20). W końcówce odsłony trafił jednak Aleksandar Atanasijević, a Matt Anderson nadział się na serbski blok i siatkarze z USA znów musieli odrabiać straty (21:25). Znaleźli się pod ścianą i to zmobilizowało ich do walki. Już na początku seta Serbowie odbijali się od bloku Jankesów jak od ściany (3:8). A Amerykanie tylko się rozochocili, trafiali w ataku i bardzo pewnie szli po swoje (13:7, 18:12). I wtedy ekipa z Bałkanów zerwała się do walki, zaczęła odrabiać straty, aż zostały dwa "oczka" do odrobienia (20:22). I wtedy Jankesi wrzucili wyższy bieg, zablokowali dwa razy ataki oponentów i doprowadzili do tie-breaka (25:20).

Decydujący set rozpoczął się znakomicie dla Amerykanów, którzy zachowali wysoką skuteczność w ataku i skorzystali z błędów rywali, prowadząc już 4:0. Serbowie poderwali się do walki, zaczęli odrabiać straty, ale wciąż brakowało im dwóch-trzech "oczek" do rozpędzonych w ataku Jankesów. Ci po uderzeniu Maxwella Holta na środku mieli w połowie seta przewagę (8:5), a później jeszcze dorzucili dwa punkty po świetnych ciosach w wykonaniu Andersona (12:6). Serbowie mieli rywali na widelcu, ale zaspali na początku seta czwartego i zapłacili za to wysoką cenę. W tie-breaku ulegli Jankesom 10:15 i w całym spotkaniu 2:3.

W czwartek w grupie C Serbów czeka w Bari pojedynek z reprezentacją Kamerunu. Amerykanie z kolei będą mierzyć się z Australią, która postraszyła w środę Rosję.

USA - Serbia 3:2 (15:25, 25:14, 21:25, 25:20, 15:10)
Sędziowali: Fabrizio Pasquali (Włochy), Jiang Liu (Chiny)
Widzów: 3150

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama