Reklama

Reklama

Siatkarskie MŚ 2018

MŚ siatkarzy 2018: Twarda walka i niespodzianka, Francuzi przegrali z Holendrami

Francuzi prowadzili już 2:0 z Holandią, ale czarny koń siatkarskich mistrzostw świata - jak w meczu z Brazylią - pokazał wielkie serce do walki i sprawił kolejną sensację. Oranje ograli Les Bleus w Ruse 3:2 (23:25, 19:25, 25:21, 25:23, 15:13) i znów skomplikowali faworytom sytuację w grupie B. Wciąż mają w niej szansę na triumf aż cztery reprezentacje, a liderem jest Kanada prowadzona przez Stephane'a Antigę.

Francuzi prowadzili już 2:0 z Holandią, ale czarny koń siatkarskich mistrzostw świata - jak w meczu z Brazylią - pokazał wielkie serce do walki i sprawił kolejną sensację. Oranje ograli Les Bleus w Ruse 3:2 (23:25, 19:25, 25:21, 25:23, 15:13) i znów skomplikowali faworytom sytuację w grupie B. Wciąż mają w niej szansę na triumf aż cztery reprezentacje, a liderem jest Kanada prowadzona przez Stephane'a Antigę.


Reprezentacja Holandii sprawiła w sobotę największą jak do tej pory niespodziankę w mistrzostwach świata, ograła Brazylię (3:1) i znalazła się wśród drużyn, które walczą o pierwsze miejsce w grupie B i uprzywilejowaną pozycję w drugiej fazie MŚ. W niedzielę Oranje stawili w Ruse czoła Francji i wszyscy zadawali sobie pytanie, czy znakomity występ z Brazylią był jednorazowy, czy też Pomarańczowi mogą zostać czarnym koniem turnieju.

Odpowiedź przyszła nader szybko, Oranje spotkanie rozpoczęli od potężnych zagrywek Nimira Abdel-Aziza i prowadzenia 5:1. Les Bleus musieli szybko wskoczyć na właściwe obroty, długo ścigali "Pomarańczowych", ale wreszcie dopięli swego. Długo tracili dwa-trzy punkty, ale po mocnych zagrywkach Thibauta Rossarda wyrównali na 17:17. I znów Holandia odskoczyła, wzmocniła serwis i w samej końcówce prowadziła z Francją 21:18. I gdy wydawało się, że seta wygra, Abdel-Aziz został zablokowany, a dwie świetne zagrywki Kevina Tillie jego koledzy zamienili w kontrach na punkty i triumf w secie pierwszym 25:23.

Reklama

To nie był przypadek, Francuzi zdecydowanie złapali wiatr w żagle i rządzili na parkiecie w Ruse od pierwszych piłek seta drugiego (6:3). Świetnie w ataku radzili sobie Stephen Boyer i Thibaut Rossard, a Holendrzy nie byli już tak groźni w polu zagrywki. Sami zresztą mieli problem z szybkim i dokładnym rozgrywaniem akcji. w zasadzie tylko Abdel-Aziz w ataku się nie zacinał, za to jego koledzy grali w kratkę. I właśnie dlatego Les Bleus zbudowali sobie wysoką przewagę (18:13) i do końca partii szli po zwycięstwo jak po swoje. Seta drugiego wygrali 25:19 i blisko byli zamknięcia całego pojedynku w trzech setach.

Oranje ruszyli do ataku, Gido Vermeulen dokonał kilku zmian w składzie i jego zespół prowadził grę, punktował i znów zaskakiwał rywali (8:4, 11:6). Les Bleus całego trzeciego seta ścigali wynik, szukali wyrównania i po wejściu na plac gry Jeana Patry'ego i Antoine Brizarda odrobili stratę od stanu 17:21 do 21:22. Remis był o krok, ale Pomarańczowi bronili się bardzo dzielnie. Rezerwowy w niedzielę Michaela Parkinson najpierw zablokował w kontrze Nicolasa Le Goffa, a akcję później zablokował Earvina N'Gapetha i jego zespół zgarnął wygraną 25:21. 

I znów walka w Ruse rozgorzała na dobre, znów Holendrzy prezentowali się bardzo dobrze w ofensywie, a Abdel-Aziz znalazł wsparcie na siatce w osobie Maartena van Garderena i do samego końca seta Oranje szli łeb w łeb z Les Bleus (15:16, 20:20). W końcówce Holandia miała niewielką przewagę, a gdy Abdel-Aziz trafił mocną zagrywką, mogła ją powiększyć. Atak wykończył jednak N'Gapeth (22:22), ale walka szła na noże. Trójkolorowi byli blisko zatrzymania blokiem Abdel-Aziza, ten jednak obił ich ręce, a po chwili do tie-breaka na środku siatki doprowadził Parkinson (25:23).

Partia piąta znów przyniosła kapitalną grę i emocje z obu stron siatki. Wydawało się, że Francuzi jako pierwsi odskoczą na prowadzenie, ale dzięki udanemu wykorzystaniu systemu "challenge" atak Jorny Gijsa zakwalifikowano jako poprawny i Oranje prowadzili 6:5. Po chwili Abdel-Aziz trafił arcyważną kontrę i Trójkolorowi tracili już dwa "oczka" (8:10). A jeszcze po kapitalnej akcji w defensywie atak popsuł N'Gapeth, po chwili "czapę" dostał Boyer i sytuacja Francuzów była bardzo ciężka (10:13). Nie poddali się jednak, N'Gapeth w obronie wyczyniał cuda, a Julien Lyneel skończył dwa arcyważne ataki (12:13). Po chwili serwis w aut posłał Rossard, a Boyer posłał piłkę w aut. Francję uratował "challenge", piłka trafiła palec jednego z blokujących Holendrów i walka trwała (13:14). Teraz to Oranje atakowali, piłka znów wylądowała daleko poza boiskiem i znów "challenge" był w użyciu. I znów okazało się, że ludzkie oko nie nadąża już za tempem gry. Holandia piątego seta wygrała 15:13 i sprawiła kolejną sensację w turnieju.

Holendrzy swój ostatni pojedynek w grupie B mistrzostw świata rozegrają w poniedziałek z Egiptem i wciąż mogą być nawet najlepszą ekipą grupy B. Francuzi w poniedziałek mają wolne, zagrają we wtorek z Kanadą pojedynek, który może decydować o układzie sił w Ruse przed drugą częścią mundialu. 

Holandia - Francja 3:2 (23:25, 19:25, 25:21, 25:23, 15:13)

Sędziowali: Andriej Zenowicz (Rosja), Jaafar Ebrahim Ali (Bahrajn)

Widzów: ok. 3000

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL