Reklama

Reklama

Siatkarskie MŚ 2018

MŚ siatkarzy 2018: Starcie gigantów dla Brazylii, Francja przegrała horror

Reprezentacje Brazylii i Francji stoczyły w czwartek w Ruse fenomenalny bój o zwycięstwo w drugiej kolejce mistrzostw świata siatkarzy 2018. Canarinhos prowadzili już 2:0, by przegrywać w tie-breaku, ale z wielką klasą wyjść z opresji i pokonać Les Bleus 3:2 (25:20, 25:20, 21:25, 23:25, 15:12). Brazylia tym samym jest faworytem do wygrania grupy B siatkarskiego mundialu.

Pierwszy wielki szlagier w grupie B mistrzostw świata siatkarzy 2018, starcie Brazylii z Francją w Ruse, miał dać odpowiedź na pytanie, która z potęg wygra zmagania w pierwszej fazie MŚ i z cennym wynikiem przedrze się do drugiej fazy turnieju. Obie potęgi swoje pierwsze mecze wygrały bez straty seta - z Egiptem oraz Chinami - obie do Bułgarii dotarły z problemami kadrowymi i obie w nadziei, że ich gra zaskoczy i w Ruse rozpoczną marsz po medal MŚ. Mistrzowie olimpijscy mogli uchodzić za cichego faworyta pojedynku, ale jak pokazały latem finały Siatkarskiej Ligi Narodów w Lille, to miano nie zawsze pomaga w odnoszeniu zwycięstw. Z Francji Canarinhos wracali bez medalu, a Trójkolorowi byli blisko szczęścia, przegrali dopiero w finale z Rosją (0:3).

Reklama

W mistrzostwach świata obie ekipy ruszyły do walki z wielkim animuszem i mecz był naprawdę bardzo ciekawy, zacięty oraz pełen emocji (6:6, 11:11). Wreszcie jako pierwsi odskoczyli Brazylijczycy, którzy wygrali cenną kontrę i objęli prowadzenie 14:12. Les Bleus rzucili się w pościg, coraz więcej piłek wędrowało do Earvina N'Gapetha, a ten trafiał i trafiał. W końcu i na lidera Trójkolorowych znaleźli sposób Canarinhos, odpowiedzieli ciosami Wallace'a de Souzy i Lucasa Saatkampa, w końcówce mieli bezpieczny zapas punktów (23:19) i pewnie zgarnęli triumf w secie pierwszym (25:20).

W drugiej odsłonie Brazylijczycy rozdawali karty niemal od początku (8:6, 13:10), ale Francuzi zerwali się do walki i po kapitalnej wymianie z obu stron doprowadzili do remisu 14:14 po ataku Stephena Boyera. Walka trwała w najlepsze, Stephen Boyer trafił ważną kontrę w końcówce (20:23), ale po chwil świetnie atak wykończył Luiz Felipe Fonteles. Były gwiazdor PlusLigi dorzucił jeszcze kapitalny serwis, piłka powędrowała do Earvina N'Gapetha, a ten nadział się na potrójny blok Canarinhos i set dobiegł końca (20:25). Francja znalazła się w naprawdę poważnych opałach.

Mecz się jeszcze nie skończył, o czym na chwilę Brazylijczycy zapomnieli i co zaowocowało prowadzeniem 7:2 Trójkolorowych. Tym razem to mistrzowie olimpijscy musieli gonić rywala i odrabiać straty, a Francuzi sprawnie kończyli swoje akcje na siatce i nie pozwalali rywalom na punktowanie serią (11:14, 14:18). Na parkiecie walka trwała w najlepsze, nie brakowało emocji i ciosów z obu stron siatki. A także prowokacji, bo ciężko ocenić inaczej spojrzenia i gesty na linii N'Gapeth - Fonteles. Tymczasem na parkiecie rządzili Francuzi, trafiali Thibault Rossard i Earvin N'Gapeth, aż ten pierwszy obił blok Canarinhos i przywrócił Francuzom nadzieję na zwycięstwo w hicie (25:21).  

I znów Les Bleus świetnie rozpoczęli seta, zasypali atakami Kanarkowych i wyszli na prowadzenie 7:4. Brazylia rozpędzała się długo, ale Wallace i Fonteles wreszcie doprowadzili do remisu 13:13 i rozpoczęły się wielkie emocje. Zwłaszcza że Wallace trafił z prawej strony, zablokowany został Jean Patry i Canarinhos mieli już dwa punkty przewagi (15:13). Sprawy wziął w swoje ręce N'Gapeth, jego popisy na siatce dały Trójkolorowym drugi oddech i co najważniejsze, prowadzenie 21:19 w samej końcówce partii. W kluczowym momencie długą akcję na punkt zamienił Boyer, po chwili na blok nadział się Fonteles (21:24) i tym razem to Brazylia była pod ścianą. "Lipe" postraszył rywali zagrywką, do remisu Brazylii brakowało raptem punktu (23:24), jednak ostatnią akcję wykończyli Francuzi i doprowadzili tym samym do tie-breaka (25:23).

W secie numer pięć walka toczyła się rytmem cios za cios, atak za atak i kibice w Ruse oglądali siatkówkę na najwyższym poziomie (6:6). Francuzi skorzystali z przestoju rywali i ich dwóch błędów na siatce, odskoczyli na prowadzenie 10:7 i wydawało się, że mają Canarinhos w garści. Nic bardziej mylnego. N'Gapeth nadział się na blok, Boyer posłał piłkę daleko w aut i zrobiło się 11:11. A w kolejnej akcji Fonteles zaczaił się na lidera Les Bleus na siatce, sprezentował mu efektowny blok i Brazylia odzyskała prowadzenie (13:12). N'Gapeth został antybohaterem w końcówce, kolejny jego atak również został zablokowany, a rywale po chwili zakończyli spotkanie - Lucas Saatkamp potężnie kropnął na środku siatki i nie było czego zbierać (15:12).

Canarinhos do wygranej poprowadził Wallace de Souza, zdobywca 20 punktów. Dla Trójkolorowych 22 zdobył Earvin N'Gapeth.

W trzeciej kolejce mistrzostw świata Brazylia zmierzy się w Ruse z Holandią w sobotę, a już w piątek Francuzi stawią czoła wojowniczemu Egiptowi.

Brazylia - Francja 3:2 (25:20, 25:20, 21:25, 23:25, 15:12)

Sędziowali: Andriej Zenowicz (Rosja), Shin Muranaka (Japonia)

Widzów: 4900

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje