Reklama

Reklama

Siatkarskie MŚ 2018

MŚ siatkarzy 2018: Japonia zaskoczyła Belgię, ważne zwycięstwo graczy Andrei Anastasiego

Reprezentacja Japonii dzielnie walczyła o pozostanie w mistrzostwach świata siatkarzy, ale przegrała w niedzielę we Florencji z Belgią 1:3 (25:14, 23:25, 14:25, 19:25) i jest o krok od odpadnięcia z MŚ. Zespół Andrei Anastasiego wciąż ma szansę na zajęcie drugiej lokaty w grupie A, kolejny mecz rozegra już w poniedziałek z Dominikaną.

Po trzech kolejkach rywalizacji w grupie A siatkarskiego mundialu Japonia znalazła się blisko pożegnania z turniejem. Jedno zwycięstwo w trzech meczach, podobnie jak w przypadku Belgii, nie gwarantowało miejsca w czwórce i rywalizacji w kolejnej fazie MŚ. Obie drużyny we Florencji rozegrały więc w niedzielę pojedynek o kapitalnym znaczeniu, choć za faworytów uchodzić musieli Belgowie. Ci wpadką w meczu ze Słowenią (2:3) mocno skomplikowali sobie życie, ale przeciw Samurajom mieli wrócić do równowagi.

Niezbyt ta sztuka udała się Czerwonym Smokom na początku spotkania, siatkarze Andrei Anastasiego grali chaotycznie, wolno i bardzo niedokładnie. Popełniali zatrzęsienie błędów i wyglądali, jakby jeszcze w głowach rozgrywali mecz ze Słoweńcami. A Japończycy nie czekali aż Sam Deroo i spółka się przebudzą, mając w składzie znakomitego Yujię Nishidę znokautowali Belgów w secie pierwszym i zmierzali po bezcenne w turnieju zwycięstwo (25:14). Anastasi był wściekły, zrugał swoich ludzi, ale też zmotywował do walki. I ta sztuka się udała, powoli, z mozołem, ale przebudzili się siatkarze z Belgii. Bram van den Dries kończył coraz więcej ataków, jak lider znów grał Deroo, a w końcówce siatkarze z Europy zachowali więcej zimnej krwi. Piłkę setową dał im atak Thomasa Rousseaux, po chwili w skos uderzył Van den Dries i Czerwone Smoki wróciły do gry (25:23). 

Reklama

Belgowie podnieśli się po wygranym secie, a na parkiecie ich liderem znów był Van den Dries. Świetnie też wprowadził się do gry Rousseaux, który odciążył swojego kolegę z ataku na lewej flance. Było to niezbędne, bo wyraźnie słabszy dzień miał Deroo, bez którego kadra Belgii nie jest przecież tą samą drużyną. Co ciekawe, wszyscy wymienieni na co dzień występują w PlusLidze, co dla fanów siatkówki w Polsce mogło stanowić dodatkowy smaczek. A na parkiecie nie działo się wiele, gra Japonii rozsypała się i najlepiej niech świadczy o tym wynik. Czerwone Smoki wygrały seta do 14 i miały rywali na widelcu. Za ciosem, po ciężkiej walce i sporych emocjach, poszli Belgowie w secie numer cztery. W samej końcówce zdołali odskoczyć Samurajom - trafili w kontrach Rousseaux i Van Den Dries (23:18), a pojedynek zakończył błąd Japończyków na zagrywce (19:25).

Japonia przegrała trzeci mecz w MŚ i w zasadzie pozbawiła się szansy awansu do drugiej fazy MŚ. We wtorek zagra jeszcze z Argentyną, ale ciężko będzie jej wskoczyć do czwórki i pozostać w rywalizacji. Belgowie podnieśli się po słabym początku spotkania, mają na koncie dwa zwycięstwa i dwie porażki i wciąż walczą o drugie miejsce w grupie A. Na koniec pierwszej fazy turnieju stawią we Florencji czoła Dominikanie, z którą zmierzą się już w poniedziałek. 

Japonia - Belgia 1:3 (25:14, 23:25, 14:25, 19:25)

Sędziowali: Luis Gerardo Macias (Meksyk), Sze Lai Cedric Chung (Hongkong)

Widzów: ok. 2000

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL