Reklama

Reklama

Rio de Janeiro 2016

Rio 2016. Małachowski: Odległościowo przyzwoicie, ale technicznie - bida

Polscy lekkoatleci ze zmiennym szczęściem rywalizowali w piątek na igrzyskach w Rio. Piotr Małachowski wygrał eliminacje rzutu dyskiem, ale zwrócił uwagę na kilka problemów przed sobotnim finałem, w którym jest faworytem do złota.

Po eliminacjach powiedzieli:

Piotr Małachowski (WKS Śląsk Wrocław, awans do finału rzutu dyskiem): "Musiałem wstać o 5.30 rano, wziąłem zimny prysznic, bo nie mamy ciepłej wody i od razu człowiek jest pobudzony. Byłem w super psychicznej formie. To stare, betonowe koło, więc trzyma. Odległościowo było przyzwoicie, ale technicznie - bida. Stres jest. Czuć to u nas w pokoju. Cisza, książka w rękę i każdy chodzi jak lew w klatce.

- To jest najważniejsza impreza dla sportowca, każdy chce zdobyć medal, a możesz nie trafić chociażby z warunkami. Finał też jest rano, chyba po raz pierwszy w historii. To spory dyskomfort, ale trzeba robić swoje. Nie można dać się zwariować. Im bardziej człowiek się napina, tym gorzej. Jak pada deszcz biorę ze sobą parę ręczników, żeby wycierać koło, a jak ich nie starczy, to wtedy zdejmuje się koszulkę, skarpetki i 'jechać' tym".

Reklama

Marcin Lewandowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL, awans do półfinału 800 m): "Nie wiedziałem, że się taka dziura zrobiła i trzech zawodników uciekło do przodu. Musiałem to łatać, a przez większą część dystansu biegłem sam pod wiatr. Na szczęście nie było mocno. Dość minimalnym kosztem awansowałem do półfinału, tego się spodziewałem. Teraz dopiero zacznie się prawdziwe bieganie. Jestem na tyle doświadczonym lekkoatletą, że potrafię to wszystko kalkulować. Czuję się wyjątkowo spokojnie".

Adam Kszczot (RKS Łódź, awans do półfinału 800 m): "Był stres, ale taki pozytywny, nakręcający. Jest dobrze, naprawdę fajnie się czuję. Trochę pogoda zaskoczyła, bo jest chłodno, ale poradziłem sobie. Jak się wygrywa poszczególne rundy, to to trochę pomaga psychicznie. Nie musiałem na ostatnich metrach walczyć, to był taki ukłon w moją stronę i mogłem jeszcze trochę odpuścić".

Robert Urbanek (MKS Aleksandrów Łódzki, brak awansu do finału rzutu dyskiem): "To trudne, smutne i przykre. Zwłaszcza, że po nieudanych mistrzostwach Europy myślałem, że tutaj się odegram. Nie zadziałało. Wydaje mi się, że wiem o co chodzi. Na pewno nie zwalałbym tego na stres, bo czułem się ok. Chodzi o technikę. Były w tym sezonie dobre i słabsze starty. Niestety, na takich imprezach trzeba być przygotowanym technicznie na tip-top. Lekki błąd i dysk przestaje lecieć. Każdy czuje tu presję. Może trzeba było bardziej zaryzykować, ale teraz łatwo się mówi".

Paulina Guba (OKS Start Otwock, brak awansu do finału pchnięcia kulą): "Po pierwszym pchnięciu myślałam, że będzie dobrze, a potem chyba zeszło ze mnie powietrze. To wynik na moim poziomie w tym sezonie. Szkoda tych sześciu centymetrów, które dzieliły mnie od finału. Potraktowałam ten start nie jak igrzyska, ale raczej jak zwykłe zawody, żeby się jakoś specjalnie nie stresować. Myślałam, że wejście do dwunastki jest w moim zasięgu. Niestety, za dużo miałam kontuzji w tym roku".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje