Reklama

Reklama

Rio de Janeiro 2016

Rio 2016. Majka: marzę o tym, by usiąść na swoim tarasie i wypić kawę

Kolarz Rafał Majka nie miał spokojnej nocy. Najpierw nie mógł zasnąć ze zmęczenia, a później obudził go głód. Dzień po zdobyciu brązowego medalu igrzysk w Rio de Janeiro marzy tylko o tym, by usiąść na tarasie i napić się kawy z żoną.

- Prawie w ogóle nie spałem, organizm był taki wyczerpany. Jak dzisiaj wstałem, byłem głodny jak wilk. Zjadłem tyle jajecznicy, że nie wiem, kiedy po raz ostatni tyle wciągnąłem. Już nie mogę się doczekać, aż będę w domu. Nagrodą będzie dla mnie, jak będę mógł usiąść z moją żona na tarasie, wypić kaweczkę, z tatą napić się piwka. A pieniądze? Będę je odkładać na emeryturę - powiedział dziennikarzom pod wioską olimpijską.

To marzenie może się szybko spełnić. Majka do kraju wylatuje już w niedzielę. Najpierw wyjdzie do kibiców w Warszawie, a później poleci dalej do Krakowa.

Reklama

- Dostałem bardzo dużo maili, sms-ów, ale nie można do wszystkich odpisać. Widziałem, że prezydent Andrzej Duda też mi pogratulował na Twitterze, za co dziękuję - podkreślił.

Po wyścigu ze startu wspólnego zbyt wiele czasu na świętowanie nie było.

- Wypiliśmy wspólnie piwko na zakwasy i tyle. Szampana nie było. Chłopaki mają jeszcze czasówkę przed sobą. A ja też nie kończę sezonu. Nie chcę tego robić za wcześnie. Muszę mieć cały czas odpalony motor, żeby działał na dużych obrotach, bo widać, że jak zacząłem na Giro d’Italia, to skończyłem medalem na igrzyskach - przypomniał.

Niedziela, nawet po tak wyczerpującym wyścigu, w którym na końcówce łapały go straszne skurcze, a na metę dotarł z grymasem bólu na twarzy, nie była wolna.

- Pojeździmy teraz ze dwie godzinki spokojnie na rowerze. Zatrzymamy się na kawę, razem ją wypijemy. Powtórek wyścigu nie oglądałem, nigdy tego nie robię. Analizuję to ze swoim trenerem i on wie, jakie błędy popełniam. Tutaj miałem po prostu czekać do ostatniej chwili i nie szarpać się wcześniej. Nie mogę sobie zarzucić, że mi się ten medal nie należy. Jestem bardzo szczęśliwy - podkreślił.

Jego sukcesy, bo nie tylko medal olimpijski, ale także bardzo dobre występy w Tour de France, mają być też zachętą dla młodych Polaków, że warto poświęcić się tej dyscyplinie. Majka jednak przestrzega, że łatwo nie jest.

- Kolarstwo jest naprawdę ciężkim sportem. W domu cię praktycznie nie ma. Mogę jednak przyznać, ja trafiłem jak w totolotka. To mój dar od Boga, że potrafię wykorzystać te siły, które mi dał. A wszystkim dzieciakom życzę, by brały przykład z nas - wszystkich reprezentantów Polski. Trzeba uwierzyć w swoje możliwości, marzyć o medalu olimpijskim. Teraz kolejnym celem jest wygranie wielkiego touru i wtedy mogę kończyć karierę - przyznał.

Gdy wspomina sobotni wyścig, to najczęściej wraca do przedostatniego okrążenia, gdzie czekał na niego Michał Kwiatkowski. Mistrz świata sprzed dwóch lat pomógł Majce zdobyć medal olimpijski. Pomógł przede wszystkim na zjazdach.

- Był taki gaz, że ja byłem przerażony. Licznik pokazał nawet 95 km/h. A na ostatnim łuku się przeżegnałem, bo wiedziałem, że będzie szybko. Nie wiem, jak to zrobiłem, że zahamowałem, odbiłem i nie wypadłem. Dziękuję za to Bogu. Rywale leżeli na asfalcie i nagle byłem sam - powiedział zawodnik z Zegartowic.

Jednocześnie podkreślił, że olimpijskiego ścigania nie można porównać np. do Tour de France.

- Dużo ludzi mnie o to pyta, a to przecież nie chodzi o to. W Rio walczyłem o medal. To coś innego. Igrzyska są co cztery lata. Stanąć na podium tej imprezy to coś wielkiego, ale wygrać Tour de France to też coś niesamowitego. Dla każdego sportowca to duże wyzwanie, ale i duży wynik - podsumował.

W walce o medal reprezentacja Polski postawiła wszystko na jedną kartę - na Majkę. Wszyscy jechali pod niego, po to by to właśnie on stanął na podium. Swoją pracę znakomicie zrobili Kwiatkowski, Maciej Bodnar i Michał Gołaś.

- Myślę, że chłopaki dostaną nie tylko zegarki ode mnie. Zasłużyli na coś więcej i to będą naprawdę bardzo dobre prezenty. Nie mogę wyjawić jakie, ale jak obiecałem przed startem, że nagroda będzie, to będzie - zaznaczył Majka.

W kolejnym sezonie wiele się w życiu 26-letniego kolarza zmieni. Przede wszystkim team.

- Nie mogę zdradzić, w jakich barwach będę jeździć. Wracam do domu i w końcu zamknę furtkę do końca. W ciągu tygodnia wszystko się wyjaśni. Mam jeszcze trzy opcje, nad którymi się zastanawiam. I wcale nie chodzi o pieniądze. Chcę jeździć w drużynie, która we mnie wierzy i na mnie postawi. Chcę być liderem i powalczyć o wygranie jednego z wielkich tourów - powiedział.

Po sukcesie udało mu się także porozmawiać ze swoją żoną.

- Ona zawsze jest w stanie przewidzieć mój wynik. To niesamowite. Jak jechałem Vueltę powiedziała, że skończę w trójce i tak było. Tak samo było w Tour de France. Przewidziała też medal w igrzyskach - zdradził.

Igrzyska w Rio de Janeiro zaczęły się 5 sierpnia i potrwają do 21 sierpnia. Po raz pierwszy w historii odbywają się w Ameryce Południowej. Majka zdobył dla Polski pierwszy medal.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje